Podsumowanie baraży. Kto z kim zagra na mistrzostwach Europy?


Poziom baraży pozostawia wiele do życzenia

13 listopada 2020 Podsumowanie baraży. Kto z kim zagra na mistrzostwach Europy?
nb1.hu

Wszystko jasne. Od wczoraj znamy już wszystkich finalistów przyszłorocznych mistrzostw Europy. Do grona szczęśliwców po wyczerpujących barażach dołączyli: Macedonia Północna, Słowacja, Szkocja i Węgry. Jak wyglądała ich droga do finałów i z kim zagrają w szesnastym turnieju o miano najlepszej reprezentacji Starego Kontynentu? Czas na podsumowanie.


Udostępnij na Udostępnij na

Z przyczyn doskonale nam znanych Euro 2020 zostało przełożone na przyszły rok. Jednakże wciąż nie ma pewności, w jakim formacie się ono odbędzie, pierwotnie bowiem turniej został zaplanowany w dwunastu miastach, w dwunastu różnych krajach. W obecnych czasach widać jak na dłoni, jak absurdalny był to pomysł. Naprawdę lepiej było wybrać jednego gospodarza, nawet jeśli miał to być po części jubileuszowy turniej. W tym roku mija sześćdziesiąt lat od pierwszych ME. 

Wróćmy jednak do tematu przewodniego tego artykułu, wczoraj zakończyły się baraże. Droga do zbliżającego się Euro prowadziła przez tradycyjne eliminacje oraz Ligę Narodów, która dla drużyn była swego rodzaju kołem ratunkowym. Reprezentacje zostały podzielone według dywizji, w których grały w poprzednim sezonie (z dywizji A nie zakwalifikowała się tylko Islandia, dlatego dołączono do tej zespoły dywizji C) . I tak już przed rozpoczęciem tej walki o ostatnie miejsca wiedzieliśmy, że ktoś z dywizji D, czyli Kosowo, Gruzja, Białoruś i Macedonia Północna, zadebiutuje na mistrzostwach Europy.

Nieśmiertelny Goran Pandev

Ma 37 lat na karku i wciąż wiele znaczy dla swojej drużyny narodowej. Żywa legenda macedońskiej piłki. Dziś powinni się zastanawiać nad tym, gdzie postawić mu pomnik, ponieważ wczorajsze trafienie wprowadziło Macedończyków z północy po raz pierwszy na turniej rangi mistrzowskiej (czy to mistrzostwa Europy, czy świata). Wielka chwila tamtejszego futbolu. 

W finale baraży Macedończycy pojechali do Gruzji. Gruzji, z którą na przestrzeni dziewięciu ostatnich tygodni grali dwukrotnie w tegorocznej Lidze Narodów. Oba spotkania zakończyły się podziałem punktów (1:1). Jednak wczorajsze starcie miało nieco wyższą stawkę, obie reprezentacje walczyły bowiem o historyczny, bo pierwszy, awans. Spotkanie było zacięte z lekkim wskazaniem na gospodarzy, czyli Gruzinów. Igor Angelovski, szkoleniowiec Macedonii Północnej, ustawił swój zespół na grę z kontry. Pozwolił przeciwnikowi rozgrywać, ale chyba nie spodziewał się, że pierwsza odsłona tego meczu będzie aż tak przeciętna w wykonaniu jego reprezentacji. 

Po przerwie udało się Macedończykom skutecznie skontrować rywala. W 56. minucie wyszli z jedną jedyną dobrą kontrą. Futbolówkę do lewej strony boiska dostał Elif Elmas. Piłkarz Napoli popędził ile sił w nogach, zwiódł rywala balansem ciała i zagrał do Pandeva, który odegrał mu  z pierwszej piłki. Następnie kolega klubowy Piotra Zielińskiego podał do Nestorovskiego, ten do Pandeva i tak padł gol.

Dla obecnego zawodnika Genoi był to 114. mecz w narodowej reprezentacji oraz 36. trafienie. Wspaniała historia, która zostanie spuentowana mistrzostwami Europy. Pierwszymi i zarazem ostatnimi w jego karierze. 

Macedonia Północna, a więc rywal „Biało-czerwonych” z eliminacji, który zajął trzecie miejsce w naszej grupie, na turnieju rywalizować będzie z Austrią, Ukrainą i Holandią. Szanse na wyjście z grupy marne, ale to jest sport i dobry, momentami nieprzewidywalny futbol. 

Tak blisko  

Islandia to jedyna reprezentacja z zeszłorocznej dywizji A, która nie wywalczyła bezpośredniego awansu do Euro 2020. Eliminacje zakończyła na trzecim miejscu, za Francją i Turcją. Dlatego w barażach grała z drużynami, które przed rokiem grały jeszcze w dywizji C. W pierwszym meczu pokonała Rumunię (2:1), dzięki czemu w bezpośrednim pojedynku o awans musiała zmierzyć się z Węgrami, którzy ograli Bułgarów 3:1. „Madziarzy” w pięciozespołowej grupie eliminacyjnej byli lepsi jedynie od Azerbejdżanu. W sumie zdobyli 12 punktów i do drugiej Walii mieli tylko dwa oczka straty. 

Jeśli chodzi o mecz finałowy, Islandczycy już witali się z gąską, już rezerwowali bazę na przyszłoroczne mistrzostwa Europy, aż tu nagle wszystkie plany wzięły w łeb. Byli na dobrej drodze do drugiego z rzędu awansu na Euro i trzeciego na turniej rangi mistrzowskiej. Niestety dla nich i wszystkich sympatyków tej reprezentacji nie wytrzymali i nie dowieźli korzystnego dla nich rezultatu do samego końca.

We Francji jako debiutanci wyszli z grupy i zakończyli swoje zmagania na ćwierćfinale. Wówczas wszyscy zachwycali się i podziwiali walecznych, nieodstawiających nogi wyspiarzy. Na tamtym turnieju w fazie grupowej rywalizowali m.in. z Węgrami. Tamto spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a bramkę z rzutu karnego zdobył Gylfi Sigurdsson. Były pomocnik Swansea, a dziś Evertonu trafił i tym razem. W finale baraży pokonał golkipera RB Lipsk Gulacsiego (choć ten bardzo mu pomógł) z rzutu wolnego.

Islandczycy objęli prowadzenie już w 11. minucie. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez 77 kolejnych minut. I gdy wydawało się, że Węgrzy nie przebiją się już przez zasieki rywali, na rajd zdecydował się Loic Nego (naturalizowany Francuz) i wyrównał stan rzeczy, a kilka minut później, już w doliczonym czasie gry, bramkę na wagę awansu zdobyło cudowne dziecko węgierskiego futbolu – Dominik Szoboszlai. Szaleństwo na Puskas Arena, pierwszy raz w historii Węgrzy pojadą bowiem drugi raz z rzędu na mistrzostwa Europy. 

W nagrodę trafili do grupy śmierci z Francją, Portugalią i Niemcami. Tym razem z grupy raczej nie wyjdą. 

Powrót po latach

Po 22 latach na wielki turniej powraca reprezentacja Szkocji. Od 1998 roku minęło sporo czasu, przeminęło jedno, a nawet dwa piłkarskie pokolenia, ale wreszcie się doczekano. Jeśli chodzi o mistrzostwa Europy, to walecznych Szkotów nie oglądaliśmy w nich od 1996 roku. Euro ’96 organizowane było wówczas w Anglii, a udział w nim brało tylko 16 drużyn narodowych. Od tamtej pory sporo się zmieniło. Teraz w walce o miano najlepszej reprezentacji Starego Kontynentu udział bierze pół Europy. 

Podopieczni Steve’a Clarka zakończyli zmagania w eliminacjach na trzecim miejscu. Jednak ich strata punktowa do drugiej Rosji i pierwszej Belgii była ogromna. Kolejno dziewięć i piętnaście oczek. Przepaść. Na szczęście dla nich dostali szansę gry w barażach. Ale łatwo w nich nie było. 

Szkotom na pewno nie można odmówić zaangażowania w grę do końca, walki o każdy centymetr boiska, ale teraz wiemy również, że perfekcyjnie wykonują rzuty karne. W pierwszym spotkaniu barażowym podejmowali u siebie Izrael, który w naszej grupie zajął dopiero piąte miejsce (wyprzedzili tylko Łotyszy). Mecz zakończył się bezbramkowym remisem i do wyłonienia zwycięzcy była potrzebna seria „jedenastek”. Stuprocentowa skuteczność. Nikomu noga nie zadrżała. 

W finale baraży pojechali do Serbii. „Orły” z Bałkanów w kwalifikacjach do Euro 2020 trafiły do grupy z Litwą, Luksemburgiem, Portugalią i Ukrainą. I to właśnie reprezentacja prowadzona przez Andrija Szewczenkę miała być ich głównym rywalem do walki o bezpośredni awans. Nasi wschodni sąsiedzi jednak byli w gazie i okazali się lepsi nie tylko od Serbii, lecz także Portugalii. Zwyciężyli swoją grupę. 

Serbowie w pierwszym starciu barażowym trafili na Norwegię. Do rozstrzygnięcia losów tej rywalizacji potrzebna była dogrywka. „Orły” wygrały i w nagrodę miały powalczyć o mistrzostwa Europy ze Szkocją. W 52. minucie Christie wyprowadził Szkotów na prowadzenie. W samej końcówce, w jednej z ostatnich akcji tego meczu nadzieję reprezentacji prowadzonej przez Ljubisa Tumbakovicia dał Luka Jović. Napastnik Realu Madryt trafił do siatki po świetnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkarza Legii Warszawa Filipa Mladenovicia. 

Dogrywka nie wyłoniła zwycięzcy. Seria rzutów karnych była perfekcyjna do momentu, gdy do piłki podszedł Aleksandar Mitrović. Napastnik Fulham musiał strzelić, żeby jego drużyna wciąż była w grze, ale zepsuł swój strzał, pieczętując tym samym awans Szkocji na Euro. Podopieczni Clarka zmierzą się z Czechami, Chorwacją oraz Anglią, Anglią, przeciwko której grali także w 1996 roku, gdy po raz ostatni byli na turnieju finałowym o miano najlepszej drużyny na naszym kontynencie. Przegrali wówczas po golach Shearera i Gascoigne’a (2:0).

Najważniejszy mecz

Z punktu widzenia kibica polskiej reprezentacji barażowy finał pomiędzy Irlandią Północną a Słowacją był najistotniejszym starciem, gdyż miał wyłonić przeciwnika w meczu otwarcia dla kadry Jerzego Brzęczka. Jeszcze kilka miesięcy temu wszyscy spodziewali się tego, że na Euro przyjdzie nam grać z Bośnią i Hercegowiną, z którą rywalizowaliśmy w tegorocznej Lidze Narodów. Mało kto sobie wyobrażał inny scenariusz, ale futbol po raz kolejny pokazał, że pisze różne scenariusze. 

W barażach dywizji B znalazły się Słowacja, Irlandia, Irlandia Północna i wspomniana Bośnia i Hercegowina. Na papierze to właśnie ten ostatni zespół był najmocniejszy i według bukmacherów, opinii publicznej miał największe szanse, aby znaleźć się na mistrzostwach Europy. Irlandczycy z północy jednak mieli inne plany. Lepiej wykonywali rzuty karne i w październiku wyeliminowali Bośniaków z gry o Euro. W drugim meczu barażowym Słowacja, również po serii „jedenastek”, pokonała Irlandię. 

Zatem rywalem „Biało-czerwonych” miała zostać Irlandia Północna albo Słowacja. Umówmy się, żadna z tych reprezentacji nie powinna wzbudzać w nas lęku. Rywale idealni, aby zacząć turniej od wygranej. Kto byłby lepszym przeciwnikiem dla naszej drużyny? Wydaje mi się, że Słowacja, ponieważ na pewno będzie nam się z nią łatwiej grało. Mecz będzie otwarty, będzie w nim dużo miejsca. Zdecydowanie trudniejszym rywalem byłaby Irlandia Północna, która nie zostawiałaby tyle przestrzeni na boisku i byłaby bardziej zdyscyplinowana. Choć przed czterema laty wygraliśmy na otwarcie ME we Francji, ale to wciąż niewygodny rywal. 

O czym przekonali się nasi sąsiedzi z południa. Do przerwy prowadzili 1:0 po golu Kucki. W drugiej odsłonie jednak oddali piłkę gospodarzom, a ci ich przycisnęli. Grali do końca, czego efektem było wyrównanie stanu rzeczy na kilka minut przed końcowym gwizdkiem. Do siatki Rodaka trafił Milan Skriniar. Obrońca Interu niefortunnie interweniował we własnym polu karnym, przez co mieliśmy dogrywkę. Trudy tego spotkania dawały się we znaki jednym i drugim, ale więcej sił zachowali Słowacy, którzy w 110. minucie ponownie wyszli na prowadzenie. Tym razem już go nie oddali. Duris wykorzystał błąd w ustawieniu Evansa i mocnym, precyzyjnym strzałem po ziemi pokonał bramkarza Irlandii Północnej, wprowadzając tym samym Słowację na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Pozostałymi rywalami naszych sąsiadów będą Hiszpania oraz Szwecja. 

Poznaliśmy już wszystkich finalistów Euro 2020 (plus jeden). Poziom samych baraży pozostawia wiele do życzenia. To już nie są czasy, gdy w turnieju udział brała tylko europejska czołówka. Teraz to turniej prawie dla każdego. Może kiedyś powrócą mistrzostwa Europy w szesnastozespołowym formacie? 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze