W pierwszym meczu barażowym Bundesligi padł bezbramkowy remis. Lepsze wrażenie pozostawiła jednak drużyna Greuther Fürth.
Utytułowany, legendarny więc Hamburger SV, rozgrywający 51. sezon w Bundeslidze, kontra malutkie Greuther Fürth z zaledwie jednym sezonem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale wbrew pozorom goście wcale nie byli bez szans w starciu na Imtech Arena, co zresztą udowodnili.
Po obu stronach wyróżniali się przede wszystkim napastnicy: Pierre-Michel Lasogga i Ilir Azemi. Ten pierwszy strzelił nawet w drugiej połowie gola, ale słusznie nieuznanego przez sędziego, który odgwizdał ewidentnego spalonego. Obaj szarpali, walczyli i często uderzali na bramkę, ale bezskutecznie. Efektowniejszy był napastnik Fürth, który nie ograniczał się do gry w polu karnym, bardzo często brał się za rozgrywanie piłki i mijał rywali niekonwencjonalnymi zagraniami. Do tego omal nie strzelił bramki w stylu Zlatana Ibrahmivocia, ale jego uderzenie niczym z filmów o sztukach walki trafiło w powietrze.
Goście z wyjątkową łatwością wchodzili w pole karne 16. drużyny Bundesligi. Gdyby Azemi lub Nikola Djurdjić mieli większe buty, zapewne po którymś z dośrodkowań strzeliliby gola. Z dobrej strony zaprezentował się również bramkarz HSV, Jaroslav Drobny, który w ostatniej chwili zastąpił Rene Adlera. Etatowy bramkarz ekipy Mirko Slomki zgłosił problemy z kręgosłupem i nie zagrał w dzisiejszym meczu.
Niesieni przez doping swoich kibiców gospodarze potrafili się odgryźć, ale sytuacji stworzyli sobie nieco mniej. Zdecydowanie za mało aktywni byli Calhanoglu z van der Vaartem, choć u tego drugiego ten problem trwa od kilkunastu tygodni. W końcówce HSV omal nie wyszło na prowadzenie, ale dośrodkowanie Diekmeiera w ostatniej chwili podbił Brosinski, bo za jego plecami już czyhał Jansen, który wpakowałby piłkę praktycznie do pustej bramki.
Ostatecznie gola nikt nie zdobył, ale mecz stał na naprawdę niezłym poziomie, choć jednak głównie dzięki piłkarzom z 2. Bundesligi. To im bardziej się chciało i wydawało się, że nawet potrafią więcej. HSV kontynuuję mizerną grę, którą prezentuje przez ostatnie miesiące. A to oznacza, że w rewanżu możemy być świadkami sensacji.









