Milan pokonał na własnym stadionie Parmę 2:1. Pierwsza bramka padła po trafieniu samobójczym Gabriela Paletty, a drugą zdobył Mario Balotelli, popisując się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego.
W ramach 25. kolejki włoskiej Serie A Milan na własnym stadionie podejmował Parmę – dziesiąty zespół tabeli. Pierwsza połowa wyglądała bardzo dobrze w wykonaniu gości. Długo utrzymywali się przy piłce, grali mądrze i często rozciągali grę do skrzydeł. Równie interesująco wyglądały ich krosowe podania, które później zagrażały bramce Abiattiego. Parma już w 9. minucie mogła wyjść na prowadzenie za sprawą bardzo optymistycznego ataku Gabriela Paletty, ale na swoje nieszczęście posłał on piłkę obok prawego słupka bramkarza, czym nie ucieszył kibiców swojego klubu. Piłkarze Allegriego natomiast uporczywie realizowali założenia trenera i w skupieniu oczekiwali swoich okazji. Po pierwszych dwóch kwadransach gry było ich jak na lekarstwo, a postawa nowej gwiazdy „Rossonerich” nie wróżyła niczego dobrego. Częściej domagał się fauli i kartek dla rywali niż rzeczywiście grał w piłkę. Celownik w tej fazie meczu u Balotellego szwankował. Na Giuseppe Meazza kibice tworzyli świetną atmosferę pomimo ich niewielkiej liczby. Zawodnicy jednak bramkami nie mogli ich uraczyć, ponieważ Parma bardzo dobrze się broniła, a Milanowi brakowało skuteczności.
W 40. minucie padła pierwsza bramka spotkania. Dośrodkowanie próbował wybić Gabriel Paletta, ale tak niefortunnie kopnął piłkę, leżąc już na murawie, że ta minęła Pavariniego i wpadła do bramki. To była chwila rozprężenia, za którą goście surowo zapłacili. Ich dobra gra do tej pory nie miała już żadnego znaczenia. Przegrywali i jeśli chcieli wywieźć z Mediolanu choćby jeden punkt, musieli jeszcze bardziej się otworzyć i zaryzykować. Do końca połowy wynik pozostał bez zmian i gospodarze na przerwę zeszli z jednobramkową zaliczką.
Po wyjściu na drugą połowę meczu Roberto Donadoni nie miał wesołej miny. Głupio stracona bramka przysporzyła sporo problemów Parmie. Gra w tej części spotkania była już bardziej ożywiona. Milan rozpoczął lepszy okres gry i zdominował Parmę, która, szczerze mówiąc, nie miała pomysłu, jak strzelić bramkę. W akcje angażowało się zbyt mało zawodników, dzięki czemu gospodarze bez problemu radzili sobie z rywalem we własnym polu karnym. Presja czasu powodowała, że spotkanie z minuty na minutę stawało się coraz bardziej interesujące. Niestety wciąż bramek w drugiej połowie nie oglądaliśmy.
Drugie trafienie dla Milanu przyszło w 78. minucie po rzucie wolnym w wykonaniu „Super Mario”. Piękne uderzenie i Pavarini był bez szans. Parma była w trudnej sytuacji i raczej nie zapowiadało się, że wywiezie choćby jeden punkt. Dodatkowo piłkarze gości zaczęli popełniać sporo błędów i zagrywali niedokładnie nawet proste piłki.
Przed szansą podwyższenia wyniku pod koniec meczu stanął Montolivo, popisując się piekielnie mocnym strzałem z dystansu, ale tym razem dobrze spisał się Pavarini, ratując Parmę od kompromitacji. Honorowe trafienie udało się zaliczyć Parmie w ostatniej minucie spotkania po świetnym dośrodkowaniu. Parma pechowo przegrywa z Milanem 1:2 na Giuseppe Meazza.










