W Gdańsku sytuacja jest napięta jak plandeka na żuku. Po zwolnieniu Portugalczyka Machado na stanowisku trenera szybko miał zostać zatrudniony nowy szkoleniowiec. Spięcia i niesnaski wewnątrz klubu znacznie opóźniły wszystkie formalności i do dziś nowej osoby na tym stanowisku nie ma. Jak wygląda ta sytuacja od środka?
Niezadowalająca gra Lechii Gdańsk, słabe wyniki – nieudany start drużyny wzmocnionej dwudziestoma nowymi nazwiskami, które miały prowadzić Lechię na szczyt tabeli. Dziś już wiemy, że to się nie udało, a „Biało-zieloni” wylądowali w środku tabeli. Zwyczajowo w takich sytuacjach winny jest trener, który nie sprostał zadaniu uporządkowania nowych klocków w drużynie. Że nie był to specjalista pierwszej kategorii, widać było od początku – bez charyzmy, bez pokaźnego CV. W takim wypadku jedynym słusznym rozwiązaniem było pozbyć się Portugalczyka i zastąpić go kimś, kto to wszystko ogarnie.
I tu pojawił się problem. Zaczęło się niewinnie – nazwiska trenerów, których łączono z Lechią, pojawiały się każdego dnia. Wśród kandydatów do przejęcia zespołu „Biało-zielonych” wymieniało się Waldemara Fornalika, Tomasza Hajtę, Tomasza Wałdocha czy Dariusza Kubickiego. Szybko okazało się, że w grze został tylko Tomasz Hajto i to on stał się najpoważniejszym kandydatem na to stanowisko. Wszystko fajnie, znalazł się kandydat, który z przyjemnością przyjąłby posadę szkoleniowca Lechii. Wcześniej miał okazję prowadzić tylko Jagiellonię Białystok, Lechia byłaby dla niego wybawieniem z długo trwającego już bezrobocia.
– Nie ma naszej zgody na kandydaturę Tomasza Hajty. Jego dalsze forowanie może spowodować poważny kryzys w klubie. Aby Hajto został trenerem, najpierw musiałby zostać odwołany zarząd – mówił w rozmowie z serwisem Trojmiasto.sport.pl prezes klubu Dariusz Krawczyk. Jest on przedstawicielem akcjonariuszy mniejszościowych (43 procent głosów na walnym zgromadzeniu). Tymczasem zwolennikami zatrudnienia Hajty są Adam Mandziara oraz menedżer Roger Wittmann. Warto odnotować, że Dariusz Krawczyk jest jedną z osób, która odbudowywała Lechię Gdańsk po degradacji do A klasy. Jest on niezwykle szanowany przez kibiców i można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest ich głosem w klubie. Gdyby odwołano go z zarządu, mogłoby to oznaczać początek wojny z fanami.
Pomiędzy Mandziarą a Juskowiakiem doszło do różnicy zdań, która szybko przerodziła się w otwarty konflikt. Ostatecznie obaj panowie mieli przestać się ze sobą kontaktować, a w imieniu prokurenta z dyrektorem sportowym zaczął rozmawiać tylko menedżer Roger Wittmann. Sytuacja z chorej przerodziła się w patologiczną. Okazało się bowiem, że Lechii nie stać na wypłacenie zobowiązań wobec zwolnionego Machado, więc oficjalnie dalej jest trenerem Lechii. Dziś sytuacja się już prawdopodobnie zmieniła, ale nikt zdrowy nie powie, że to było/jest normalne.
Obecnie w klubie panuje totalny chaos. Sytuacja jest napięta. Trzyosobowy zarząd z prezesem Krawczykiem na czele sprzeciwił się zatrudnieniu Hajty. Niemal przesądzone jest już, że z pracą pożegna się Andrzej Juskowiak, który nie został jeszcze zwolniony tylko dlatego, że nie zgodził się na to zarząd. Ten natomiast prawdopodobnie sam zostanie odwołany na najbliższej radzie nadzorczej klubu. Jeżeli dojdzie do odwołania zarządu przez większościowego udziałowca klubu, którym jest Wernze, to w Gdańsku będziemy mieli zapewne do czynienia z bojkotem drużyny przez fanów. Dodatkowo sympatycy „Biało-zielonych” nie chcą w klubie Tomasza Hajty. Padają argumenty, że na mocy umowy sponsorskiej z Lotosem w klubie nie mogą być zatrudnianie osoby, które szkodzą wizerunkowi sponsora oraz zespołu. Hajto ma natomiast w swojej kartotece prawomocne wyroki skazujące.











