Gdy Paweł Olkowski podpisywał kontrakt z FC Köln zarówno w Polsce, jak i w Niemczech pisało się, że będzie tylko alternatywą dla Miso Brecko. Teraz wydaje się dla „Kozłów” piłkarzem niezastąpionym. W jaki sposób były piłkarz Górnika tak szybko zyskał uznanie?Zaczęło się dość niepozornie – w pierwszych dwóch meczach zagrał zaledwie pół godziny, wchodząc z ławki rezerwowych. Jednak wbrew zapowiedziom nie zajmował pozycji kapitana Köln, a grał przed nim. Zarówno z HSV, jak i Stuttgartem zmieniał Marcela Rissego. Przekonać do siebie Petera Stögera nie potrafił Daniel Halfar, więc w kolejnym meczu z M’Gladbach Olkowski zagrał od pierwszej minuty. Oczywiście na prawym skrzydle. Dość przeciętny występ nie wystarczył na zachowanie miejsca w pierwszym składzie (osiem minut z Hannoverem), ale od meczu w Monachium gra od pierwszej do ostatniej minuty. Niezależnie na której pozycji. Z Bayernem na prawej pomocy za bardzo nie poszalał, ale zaprezentował się na tyle przyzwoicie, że już przeciwko Frankfurtowi dostał szansę w linii obrony. Ten mecz też był nie więcej niż niezły: Olkowski zaliczył kilka interwencji we własnym polu karnym, nieźle pokazywał się do gry na skrzydle, ale ostatecznie jego zespół przegrał i stracił aż trzy gole. Ale od tego momentu było już tylko lepiej.
Bardzo dobrze zagrał w meczu z Borussią Dortmund. Pomijając fatalną celność podań (zaledwie 38 procent!), to oprócz tego spisał się bez zarzutu. Często podłączał się do akcji ofensywnych, rywale mieli z nim sporo problemów, a on sam bardzo dobrze grał w defensywie. Do tego zanotował jedno kluczowe podanie, a żółtą kartkę po faulu na nim zobaczył Mats Hummels. Wydaje mi się, że to był właśnie moment przełomowy dla Olkowskiego. Ruszył bardzo odważnie z piłką, minął jednego rywala, a kapitan BVB, mistrz świata, musiał uciekać się do nieprzepisowego zagrania, aby go zatrzymać. To może dodać wiary w siebie.









