Za nami pierwsza kolejka Euro, pierwszy pokaz sił, pierwsze zaskoczenia i rozczarowania. Faworyci nie zawiedli, gwiazdy pokazały swoją siłę i jedynie poziom piłkarski gospodarzy turnieju znacznie odbiegał od naszych oczekiwań.
Grupa A
Świetnie zorganizowana drużyna Słowacji sprawiła, że szanse reprezentacji Polski na awans już po pierwszym meczu spadły do minimum. Po piorunującym początku Polacy szybko dali się zdominować, grali bez pomysłu, brakowało osoby, która potrafiłaby wziąć na siebie ciężar gry, i nawet pomimo tego mogli rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Jeśli dodamy do tego Bielika i Piątka kwestionujących metody trenera Dorny, to atmosfera panująca wokół kadry wydaje się być gorsza niż po Euro 2012, a to, trzeba przyznać, spory wyczyn. Z drugiej strony mamy podopiecznych Pavla Hapala, którzy byli o poziom lepsi indywidualnie i o dwa poziomy lepsi jako kolektyw. Świeżo koronowany król środka pola Lobotka, wypożyczony do Cracovii Mihalik i odrobina szczęścia to zmienne, które w dużej mierze zdecydowały o końcowym wyniku tego meczu.
Na otwarcie turnieju zobaczyliśmy spotkanie, o którym wypadałoby jak najszybciej zapomnieć. Angielska młodzieżówka postanowiła chyba wziąć przykład ze swoich starszych kolegów, bowiem ten mecz to kopiuj-wklej większości spotkań dorosłej reprezentacji Anglii z ostatnich lat. Początkowy szturm na bramkę Cajtofta nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i z każdą kolejną minutą „Synowie Albionu” coraz bardziej oddawali pole gry Szwedom. Ci jednak, podobnie jak ich rywale, nie potrafili wykorzystać nadarzających się okazji, włącznie z rzutem karnym, którym w samej końcówce mogli pogrążyć Anglików. Wahlqvist uderzył jednak najgorzej jak mógł, lekko, w sam środek, przy tym niezbyt śpiesznie podbiegając do piłki. Pickford zdążył zostawić rękę, którą uratował Anglikom jeden punkt.
Grupa B
Tutaj sytuacja wyglądała o wiele ciekawiej niż w „polskiej” grupie. Jak się okazało, danie główne miało zostać podane dopiero wieczorem, ale przystawka w postaci meczu Portugalia – Serbia również okazała się całkiem smaczna. Serbowie stwarzali okazje, a Portugalczycy zdobywali bramki, tak w kilku słowach można opisać to spotkanie. Podopieczni Nenada Lalatovicia zagrali naprawdę dobry mecz i momentami potrafili zdominować Portugalczyków, ale przez spory problem z wykończeniem nie byli w stanie ugrać choćby punktu. Błąd Vanji Milinkovicia-Savicia, który odbił piłkę wprost pod nogi wbiegającego Guedesa, pozwolił piłkarzom z Półwyspu Iberyjskiego objąć prowadzenie, które dzięki konsekwentnej grze udało się jeszcze powiększyć. Renato Sanches, który pojawił się na boisku w 59. minucie, zdążył popisać się kapitalną asystą, którą na gola zamienił Bruno Fernandes. Prawdziwy test czeka Portugalczyków już we wtorek, gdyż najprawdopodobniej właśnie ten mecz zdecyduje o tym, kto zajmie pierwsze miejsce w grupie B.










