AS Monaco, czyli pieniądze to nie wszystko


1 maja 2015 AS Monaco, czyli pieniądze to nie wszystko

Obecny sezon w wykonaniu „Les Rouges et Blancs" należy do bardzo udanych. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów, trzecie miejsce w Ligue 1 i walka o mistrzostwo kraju to wielkie sukcesy zespołu Leonardo Jardima. Jednak jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek spodziewaliśmy się zupełnie innej drużyny.


Udostępnij na Udostępnij na

W 2012 r. właścicielem klubu został rosyjski miliarder, Dmitrij Rybołowlew. Wiele osób przepowiadało, że szykuje się rywal dla szejków z PSG. Pierwszy sezon pod rządami Rosjanina zakończył się powrotem Monaco do Ligue 1. Jednocześnie rozpoczęła się wtedy transferowa ofensywa biznesmena. Nowym trenerem został doświadczony Włoch, Claudio Ranieri. Do klubu sprowadzono piłkarzy za łączną kwotę 160 mln euro. Byli to m. in.: Radamel Falcao, Ricardo Carvalho, Joao Moutinho, James Rodriguez, Eric Abidal, Goeffrey Kondogbia, Jeremy Toulalan oraz Nicolas Isimat-Mirin. Skład został znacząco zmodyfikowany, a wielu zawodników trafiło na wypożyczenie do innych klubów. Czynnikiem motywującym do transferu były oczywiście pieniądze, których Rybołowlew nie szczędził.

Beniaminek francuskiej ekstraklasy dysponował imponującą wyjściową jedenastką. Była to mieszanka doświadczenia i młodości. Nikt nie wierzył jednak, że zbudowana na milionach euro drużyna będzie w stanie zajść daleko, twierdzono, że prędzej czy później się rozpadnie. Tak jednak nie było. Po jedenastu kolejkach sezonu 2013/14 Monaco było niepokonane i zajmowało drugie miejsce w tabeli, tuż za PSG. Z Falcao i rosnącą gwiazdą w postaci Emmanuela Riviere’a ekipa Ranierego stanowiła realne zagrożeniem w walce o tytuł mistrzowski dla klubu ze stolicy Francji .

Zimą sprowadzono do zespołu Dmitara Berbatova, który miał być lekarstwem na brak Falcao i niemoc strzelecką. Bułgar okazał się być dopełnieniem układanki Ranierego. Zespół zaliczył naprawdę dobrą wiosnę, kończąc rozgrywki na drugim miejscu. Monaco zdobyło najwięcej punktów w swojej historii i po dziesięciu latach przerwy wróciło do Ligi Mistrzów. Śmiało można uznać to za wielki sukces drużyny, która niecałe trzy lata wcześniej była bliska spadku z Ligue 2.

Wyobraźcie sobie zatem minę kibica AS Monaco latem ubiegłego roku, gdy rosyjski miliarder stracił ponad połowę swojego majątku przez rozwód z żoną. Na pierwszy rzut oka może to wydawać się głupie. Gdy przypomnimy sobie jednak o wszystkich, przeprowadzonych rok wcześniej, transferach i wielkich kontraktach piłkarzy, zdamy sobie sprawę, że piękna bajka może dobiec końca. To uszczuplenie finansowe spowodowało całkowitą zmianę w zarządzaniu drużyną. Postanowiono pozbyć się największych gwiazd i szukać oszczędności. Klub opuścili Rodriguez, Falcao i Riviere, trójka która stanowiła o sile ofensywnej drużyny. W sumie kadra „Les Rouges et Blancs” zmniejszyła się o 25 zawodników. Piłkarzy udało się sprowadzić do Księstwa głównie na zasadzie wypożyczenia.

Nowym szkoleniowcem Monaco został Leonardo Jardim ze Sportingu Lizbona. Z portugalską drużyną zajął drugie miejsce w lidze i zakwalifikował się do Ligi Mistrzów, nie miał jednak wielkiego doświadczenia na najwyższym poziomie. Miał w perspektywie grę w prestiżowych europejskich pucharach oraz walkę o tytuł mistrzowski, dlatego myślę, że przed wenezuelskim szkoleniowcem stanęło nie lada wyzwanie.

Klub ze Stade de Louis II słabo rozpoczął, powoli dobiegający końca, sezon. Wiązało się to przede wszystkim z przetasowaniami w składzie. Trzeba było szukać nowych rozwiązań. Wielu młodych piłkarzy sprowadzonych do zespołu stało się jego podstawowymi elementami. Pomimo braków w kasie, przeprowadzono świetne transfery, szczególnie w defensywie. Aymen Abdennour oraz Fabinho szybko wskoczyli do pierwszej jedenastki. Gdy do tego dodamy doświadczonych Raggiego i Carvalho, powstaje solidna defensywa, która z resztą okazała się najmocniejszą stroną drużyny. Monaco dobrze radziło sobie w Ligue 1, podobnie było zresztą w Lidze Mistrzów.

Ten sam wariant taktyczny Jardim zastosował w linii pomocy i ataku. Ograni piłkarze, z pokaźną liczbą występów na karku, uzupełniają się z młodymi, utalentowanymi kopaczami. Toulalan i Moutinho wspierani przez Kondogbię w środku pola, a Anthony Martial i Bernardo Silva przez Berbatova w ataku okazali się być lekiem na obawy fanów. Siłą AS Monaco jest zespołowość i równowaga we wszystkich formacjach. I nie zapominajmy o świetnym golkiperze, Chorwacie Danijelu Subasiću.

Francuskiej ekipie nie straszna była nawet Liga Mistrzów. Monaco trafiło do bardzo wyrównanej grupy z Benficą, Bayerem i Zenitem. Każdy mógł awansować do następnej rundy, choć zespół prowadzony przez Jardima miał najmniejsze doświadczenie z tej czwórki. „Les Rouges et Blancs” wyszli z grupy dzięki swojej zadziwiającej skuteczności. Nie była to powalająca ani ekscytująca gra ze strony zawodników z Księstwa. Cztery bramki strzelone w sześciu spotkaniach pozwoliły na ukończenie tej fazy rozgrywek na pozycji lidera. Drużyna uległa jedynie Benfice. W 1/8 sensacyjnie wyeliminowała Arsenal, a w 1/4 różnicą jednej bramki ulegli Juventusowi. Śmiało można powiedzieć, że Francuzi nauczyli Włochów, jak się gra w obronie.

Do zakończenia sezonu 2014/15 w Ligue 1 pozostają cztery kolejki. Będące na trzecim miejscu Monaco traci do PSG i Olympique’u Lyon sześć punktów i wszystko może się jeszcze wydarzyć. Jeśli zespół utrzyma się jednak na swojej pozycji, nadal będzie miał szansę gry w następnej edycji LM. Będzie to wielkie osiągnięcie drużyny, która w ciągu kilku miesięcy w przerwie letniej zmieniła się nie do poznania. Klub śmiało może spoglądać w przyszłość, która maluje się dla niego w kolorowych barwach. Żeby tylko kilka innych utytułowanych europejskich klubów wzięło przykład z Francuzów, sport, w którym rządzą pieniądze, znów stałby się odrobinę ciekawszy.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze