Hiszpański rozgrywający Arsenalu Londyn, Mikel Arteta, w wywiadzie poprzedzającym dzisiejsze derby Londynu, czyli mecz Arsenal – Chelsea, udzielił nietypowej wypowiedzi. Wsparł w niej bowiem… swojego dzisiejszego przeciwnika, mianowicie napastnika klubu ze Stamford Bridge, Fernando Torresa.
Nie od dziś wiadomo, iż obaj gracze się przyjaźnią, a historia ich znajomości sięga młodzieżowych grup reprezentacji Hiszpanii. Były playmaker Evertonu postanowił wypowiedzieć się w prawie krytyki, jaka spotyka Fernando Torresa od czasów jego transferu z Liverpoolu do Chelsea, wartego bagatela 50 milionów funtów.
– Nie podoba mi się, jak go traktowano, ponieważ znamy się od 16. czy 17. roku życia i naprawdę go podziwiam.

Torres w obecnej kampanii strzelił co prawda dwie bramki na początku sezonu, ale później nie było już tak różowo i hiszpański goleador nie zebrał najlepszych recenzji za swoje ostatnie występy w barwach „The Blues”. Arteta przyznaje, że jego rodak jest krytykowany, ale żyje pod ciągłą presją, by zwrócić swoją grą 50 milionów funtów, które wyłożyli na niego włodarze klubu ze Stamford Bridge.
– Był krytykowany. Mentalnie jest bardzo silny, nawet jeśli ktoś w niego wątpi. Jeżeli jesteś napastnikiem i ktoś wyłożył na ciebie 50 milionów, to musisz być pod wielką presją. Dodatkowo, jeśli piłka nie wpada do siatki, ludzie zaczynają spoglądać na twoją cenę.
– To mój przyjaciel. Piłka nożna już taka jest. Nieważne, czego dokonałeś w przeszłości, liczy się to, co zrobiłeś w ciągu ostatnich paru tygodni. Dla napastnika to czasem niesprawiedliwe. Pomocnikowi lub obrońcy łatwiej się jest dostosować do nowych warunków. Życie napastnika jest trudne.
Obaj przyjaciele spotkają się już dziś na murawie Emirates Stadium. Początek spotkania o godzinie 13:45.










