Zwykłemu kibicowi piłki nożnej w naszym kraju Arka Gdynia kojarzy się z przeciętnością. Przez wiele lat w ekstraklasie, ale raczej w jej dolnej części. Paradoksem w odbieraniu arkowców jest to, że są jednym z najbardziej utytułowanych polskich klubów ostatnich lat. Od 2017 roku zdobyli trzy puchary. Tylko Legia ma okazje częściej otwierać klubową gablotę. Jak przystało na Arkę, po raz kolejny jest szansa na zdobycie trofeum, jest to oczywiście Puchar Polski.
Arka to idealny przykład zespołu pucharowego. W lidze bida z nędzą, za to w pucharach to zupełnie inna bajka. W ciemno można obstawiać, że zespół z Gdyni sprawi jakąś niespodziankę i zajdzie gdzieś dalej w Pucharze Polski, a później jeszcze utrze nosa w Superpucharze. Ostatnie lata to zwycięstwo w rozgrywkach, finał, 1/8 finału i wpadka w poprzednim roku, czyli 1. runda. Nikt w ostatnich 5 latach nie gra częściej w prestiżowym finale turnieju 1000 drużyn niż właśnie Arka Gdynia.
Arka Gdynia i wygrany los na loterii
Jak to się dzieję, że zespół, który w lidze nie gra nic wielkiego i broni się przed spadkiem, walczy o zwycięstwo w innych rozgrywkach? Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że krajowy puchar to najszybsza droga po trofeum. Tu nie trzeba rozgrywać 30 spotkań na dobrym poziomie. Wystarczy z pięć przyzwoitych, trochę szczęścia w karnych i już. Można się cieszyć z sukcesu i w nagrodę zagrać w europejskich pucharach. Przy okazji do zgarnięcia jest niezła sumka, aby zasilić klubowy budżet, a później przepalić to na gaże dla zawodników.
Arka Gdynia w sezonie 2016/2017 miała okazję podnieść trofeum, o które ponownie powalczy w niedzielę. Prześledźmy jej ówczesną drogę. Rominta Gołdap, Olimpia Zambrów, KSZO Ostrowiec, Bytovia, Wigry Suwałki i w finale na polu bitwy rozprawiła się z Lechem. Jak łatwo zauważyć, dopiero w finale miała okazję spotkać się z ekstraklasowym zespołem. Szczęście w losowaniu niesamowite.
Na jej drodze przed finałem stanął zespół z IV ligi, trzecioligowiec, drugoligowiec i dwaj pierwszoligowcy. Umówmy się, wygrała los na loterii. Choć zawsze warto jej oddać, że przebrnęła przez te przeszkody. Bez problemów się jednak nie obyło. Wówczas były jeszcze dwumecze, a w nich Arce przydarzyły się przegrane. Dla porównania jej przeciwnik z finału, czyli Lech Poznań, musiał pokonać aż trzech rywali z ekstraklasy przed decydującym starciem na Stadionie Narodowym.
Nie tylko raz udało jej się oszukać przeznaczenie. Rok później, gdy już musiała uznać wyższość Legii w finale, uporała się już z duma ekstraklasowcami. Co zwraca uwagę w tamtejszej ścieżce Arki, to dwa wygrane starcia po dogrywce. Poza tym w dwumeczach musiała mocno się napocić, aby zwyciężyć.










