Ariel Mosór to zawodnik z rocznika 2003. Jego młody wiek nie jest jednak przeszkodą do gry w pierwszym składzie Piasta już drugi sezon z rzędu. 19-latek, gdy jest zdrowy, jest solidnym punktem defensywy zespołu z Gliwic. Zapraszamy na wywiad z nim.
Jaka jest obecnie rola Twojego taty w Twojej przygodzie z piłką?
Myślę, że jego rola jest bardzo istotna, bo to człowiek, który jest na każdym moim meczu. Odwiedza mnie bardzo często, żeby mnie wspierać, nie zostawiać mnie samego. Dużo ze mną rozmawia. Praktycznie po każdym meczu, treningu do siebie dzwonimy, oglądamy skróty, analizujemy, mówi mi swoje przemyślenia, bardzo dużo mi podpowiada. Sam też mi mówi, nad czym na moim miejscu by popracował, daje mi coś do zastanowienia, żebym sam podjął decyzję i zawsze mogę liczyć na jego wsparcie.
Piast niestety gra słabo w tym sezonie. Co jest do poprawy na tym etapie?
Myślę, że my, jako cała drużyna, musimy poprawić grę w ofensywie, może rozegraniu piłki, żeby tworzyć jeszcze więcej sytuacji bramkowych. I wiadomo, grę w obronie musimy poprawić, żeby tych bramek tracić jak najmniej i tak jak to było przez ostatnie pół roku – grać na zero z tyłu, ale strzelać przynajmniej tę jedną bramkę.
Zdradzisz, jakie masz indywidualne cele na ten sezon?
Jakie mam cele? Miałem jeden cel, który niestety odszedł w niepamięć, bo miałem nadzieję, że uda mi się rozegrać wszystkie spotkania w tym sezonie, ale przez kontuzję i czerwoną kartkę mi się to nie uda. A cele, jakie mam teraz – stawać się z dnia na dzień lepszym piłkarzem. Nie patrzę jakoś w przyszłość, co będzie dalej, ale staram się pracować z dnia na dzień, dawać z siebie 100%, cały czas być lepszym piłkarzem, rozwijać się i spędzać na boiskach ekstraklasy coraz więcej czasu.
Jak już wspomniałeś o tej czerwonej kartce, co o niej sądzisz?
Na pewno jest mi przykro z tego powodu, że zawodnik przeciwnej drużyny doznał tak groźnej kontuzji. Nie chciałem, żeby ten wślizg miał takie skutki i ja, szczerze, nie wiem, czy dałbym za takie coś czerwoną kartkę. Wiadomo, że skutek był tragiczny, ale zagranie było przypadkowe. Trafiłem w piłkę i wybiłem ją. Gdybym był sędzią i cofnął się w czasie, nie dałbym za to czerwonej kartki, ale są takie przepisy, sędzia podjął taką decyzję i muszę to uszanować.
W czerwcu wspominałeś, że dbasz o to, aby Twoja lewa noga zbliżała się poziomem do prawej. Czy rozwój w tym aspekcie idzie tak, jakbyś tego chciał?
Myślę, że tak. Widzę dużą różnicę, bo jeszcze jakiś czas temu bałem się używać tej nogi, a teraz jak piłka leci mi na lewą nogę, to nie myślę, żeby przyjmować ją prawą, robię to z automatu, więc idzie to do przodu i każdego dnia staram się nad tym pracować.











