Ilekroć spojrzymy na wyraz twarzy Messiego w koszulce Argentyny, najczęściej zauważymy smutek, zagubienie i rezygnację. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka postawa nie przystoi najlepszemu piłkarzowi na świecie. I rzeczywiście: trudno się z tym nie zgodzić, ale czy w tej dramatycznej historii „La Pulga” nie jest postacią tragiczną? W końcu Argentyna od lat dryfuje bez żadnego konkretnego celu i bliżej jej do upadku niż odrodzenia. Kolejny turniej znowu zabija i tak nikłe nadzieje.
Messi jest jak falochron, a zarazem symboliczne odbicie tego, co dzieje się w reprezentacji Argentyny. Gdy pojawiają się problemy, wszyscy spoglądają na niego, a przecież on sam wszelkie negatywne bodźce zbiera w sobie do tego stopnia, że gra wśród rodaków sprawia mu po prostu ból. Pamiętajmy, że czara goryczy już raz przelała się z ogromnym hukiem, kiedy spadkobierca statusu Maradony zrezygnował z barw narodowych. I szczerze mówiąc, gdyby Argentyńczycy zawiedli na Copa America, nie zdziwilibyśmy się, jeśli coś takiego miałoby wydarzyć się po raz kolejny. Jak będzie?
Turnieje mijają, a Argentyna stoi w miejscu
W obecnej dekadzie Argentyna zagrała na trzech mistrzostwach świata i trzech turniejach Copa America, a jeszcze w tym miesiącu zakończy czwarty udział w rozgrywkach dla reprezentacji Ameryki Południowej. Wiele wskazuje na to, że zwieńczenie dziesięciolecia zakończy się tak, jak wyglądał cały jego przebieg. Bez ostatecznego triumfu w cieniu porażek. Oczywiście wybiegamy w przyszłość, ale widząc mecz otwarcia w wykonaniu podopiecznych Lionela Scaloniego przeciwko Kolumbii, nie jesteśmy optymistami. A kibice? Oni również, choć czekają na jakikolwiek triumf od 1993 roku!
Dlatego trudno się dziwić, że zwłaszcza w „erze Messiego” nie udaje się wzbogacić reprezentacyjnej gabloty. Złośliwi powiedzieliby nawet, że zalegający w niej kurz znika tylko wtedy, gdy trzeba dodać datę finałów. Oczywiście przegranych finału, od których Argentyna jest specjalistą. Na sześć ostatnich turniejów wielkiej rangi aż trzy razy udało jej się tam dojść, co w żadnym razie nie przynosiło poczucia spełnienia. Ba, wręcz przeciwnie. Takimi wynikami nie pogardziłyby najlepsze reprezentacje na świecie, ale tutaj plamę na honorze stanowiły okoliczności. Każdy kolejny blamaż był jak trucizna.











