Przed spotkaniem obaj selekcjonerzy deklarowali walkę o zwycięstwo. Jednak mało kto spodziewał się, że trzy punkty trafią na konto Saudyjczyków. Zespół z Azji z podniesioną głową żegna się z mundialem. Egipt natomiast wraca do domu nawet bez punktu.
Już po rozstrzygnięciach drugiej kolejki grupy A wiadomo było, że spotkanie pomiędzy Egiptem a Arabią Saudyjską nie będzie miało żadnego wpływu na kwestię awansu. Obie reprezentacje przegrały dotychczas wszystkie swoje mecze na rosyjskim mundialu, co przekreśliło jakiekolwiek ich szanse na grę w fazie pucharowej turnieju. Niemniej jednak każdy z selekcjonerów deklarował, że zagra o zwycięstwo, by honorowo pożegnać się z mistrzostwami świata.
– Jutrzejszy mecz jest ważny dla Saudyjczyków i na boisko wybiegnie najlepsza możliwa jedenastka – powiedział na przedmeczowej konferencji selekcjoner Arabii Saudyjskiej, Juan Antonio Pizzi.
Argentyńskiemu szkoleniowcowi wtórował trener Egipcjan, Hector Raul Cuper. – To ważny mecz, ponieważ chcemy zakończyć nasz udział w mundialu dobrym wynikiem i sprawić, by Egipcjanie byli szczęśliwi – zadeklarował Argentyńczyk.
Choć wypowiedzi obu selekcjonerów pozornie wydawały się czysto kurtuazyjne, to jednak każdy z zespołów miał o co grać. Saudyjczycy nie zdobyli na turnieju nawet bramki. Egipcjanie natomiast mieli się włączyć do walki o wyjście z grupy, jednak plany „Faraonów” brutalnie zweryfikowało boisko. Każda z drużyn miała dążyć do zwycięstwa, zmazując plamę spowodowaną dotychczasowymi niepowodzeniami.
Dwa karne – jedna bramka
Jednak początek meczu zdecydowanie rozczarował. Przez pierwsze dwadzieścia minut spotkania działo się niewiele, a żaden z zespołów nie potrafił poważnie zagrozić bramce rywala. Obie drużyny prezentowały się bardziej jak podczas okresu przygotowawczego niż meczu rangi mistrzowskiej. Czas uśpienia przeciwników i kibiców wykorzystali Egipcjanie. Po długim podaniu Mohamed Salah w swoim stylu wyprzedził rywala i przelobował wychodzącego z bramki Yassera Al-Mosailema.
Saudyjczycy rzucili się do odrabiania strat, jednak bez większych efektów. To z kolei było wodą na egipski młyn. „Faraonowie” wyprowadzali coraz groźniejsze kontrataki, jednak w decydujących momentach zawodnikom Hectora Raula Cupera brakowało skuteczności.
To, co nie wyszło Egipcjanom, prawie udało się Saudyjczykom. Pięć minut przed końcem regulaminowego czasu pierwszej połowy po zagraniu ręką defensora „Faraonów” w polu karnym arbiter główny, Wilmar Roldan z Kolumbii, zdecydował się podyktować rzut karny. Do „jedenastki” podszedł Fahad Al-Muwallad, jednak jego strzał obronił Essam El-Hadary. Fakt zdecydowanie warty odnotowania, gdyż tą interwencją Egipcjanin uczcił pobity przez siebie rekord, zostając najstarszym zawodnikiem w historii, który wystąpił na mundialu.










