Spartak Moskwa w minioną środę obchodził jubileusz 90-lecia istnienia. Dziś jednak podopieczni Walerego Karpina nie dostosowali się do świątecznej atmosfery. Stołeczna ekipa przegrała z Anży Machaczkała 0:3 (0:1) i straciła choćby matematyczne szanse na zdobycie mistrzostwa Rosji.
Pierwszy strzał w tym meczu oglądaliśmy w 6. minucie. Akcję zainicjował pomocnik Anży, Odił Ahmedow, który przedarł się pod pole karne Spartaka i dośrodkował na głowę Mehdiego Carceli-Gonzaleza. Strzał Marokańczyka minął jednak bramkę. 180 sekund później o włos od zdobycia gola byli gospodarze. Piłka trafiła do Artioma Dziuby, ale były reprezentant rosyjskiej młodzieżówki trafił z czterech metrów w poprzeczkę.

Na kolejną próbę graczy ze stolicy trzeba było czekać do 18. minuty. Wówczas to na strzał z dystansu zdecydował się Aiden McGeady, lecz jego uderzenie powędrowało ponad poprzeczką. Chwilę później Irlandczyk znów strzelał na bramkę strzeżoną przez Władimira Gabułowa, ale golkiper Anży bez problemu złapał futbolówkę.
Po dłuższym okresie przewagi Spartaka do roboty wzięli się podopieczni Guusa Hiddinka. Kąśliwy strzał oddał Samuel Eto’o, piłkę z rąk wypuścił Artiom Rebrow, ale Mbark Boussoufa nie zdążył z dobitką i bramkarz „Miaso” zdążył poradzić sobie z tą sytuacją. W odpowiedzi na bramkę Anży uderzał McGeady. I tym razem wychowanek Celticu Glasgow chybił celu. Następnie bliski szczęścia był Emmanuel Emenike, lecz ponownie piłka nie wylądowała w siatce.
Nieoczekiwanie w 39. minucie to goście wyszli na prowadzenie. Odił Ahmedow posłał precyzyjne podanie do Eto’o, Kameruńczyk minął na pełnej szybkości Jewgienija Makiejewa i nie zmarnował sytuacji sam na sam z Rebrowem. Dzięki temu trafieniu to ekipa z Dagestanu schodziła na przerwę prowadząc.
Po przerwie zawodnicy Spartaka zamknęli rywali w okolicach ich „szesnastki”, ale nie potrafili stworzyć sobie ani jednej stuprocentowej sytuacji. Gospodarze, atakując dużą liczbą piłkarzy, narażali się na kontry i po jednej z nich Anży podwyższyło prowadzenie.

W 59. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony boiska fatalny błąd popełnił Rebrow, który nie złapał piłki uderzonej przez Mbarka Boussoufę. Na dobitkę czyhał już Szamil Łachijałow i dopełnił formalności, trafiając do pustej bramki.











