Sprowadzony do ŁKS-u w bardzo trudnym momencie dla klubu i z miejsca wrzucony na wymagający ekstraklasowy wybieg. W za dużych i niedopasowanych butach włożonych po Danim Ramirezie od początku czuł się kiepsko. Właściwy strój dobrał mu dopiero Wojciech Stawowy, który starannie dopasował wszystkie komponenty, aby Hiszpan czuł się w swojej roli możliwie najswobodniej. I dzięki temu na pierwszoligowej scenie Dominguez z meczu na mecz lśni teraz coraz mocniej.
Ekstraklasowe początki nie zapowiadały, jakoby miał on się stać zbawicielem ŁKS-u. Odszedł z klubu Ramirez i szybko starano się łatać dziurę Dominguezem, ale z marnym skutkiem. Każdy kibic Łódzkiego Klubu Sportowego widział, że projekt „Antonio w butach Daniego” nie działa. Należało zatem znaleźć inny sposób na wykorzystanie walorów Hiszpana.
Zastępca Ramireza
Łódzka przerwa zimowa między rundą jesienną a wiosenną w PKO Ekstraklasie była wyjątkowo burzliwa. Wiele wzmocnień, niepewna przyszłość Pyrdoła i Ramireza, głęboko zaglądająca w oczy wizja spadku. Wizja, która przy stracie Hiszpana miała okazać się wyrokiem na łódzki klub. I choć Dani przepracował cały okres przygotowawczy w Side z ełkaesiakami, to i tak ostatecznie zakończył swój etap przy Alei Unii 2 jeszcze zimą.
ŁKS z Turcji wrócił na samym początku lutego, ale jeszcze ostatniego dnia stycznia ogłoszono transfer Antonio Domingueza. Pewnie mając już świadomość, że Ramirezowi w tamtej chwili bliżej myślami było do Poznania niż do Łodzi. I ostatecznie Dani zamienił ŁKS na Lech 6 lutego, trzy dni przed pierwszym meczem łodzian w rundzie wiosennej, przy Łazienkowskiej z Legią.
Z późniejszym mistrzem Polski nowy nabytek „Rycerzy Wiosny” jeszcze nie zagrał, ale od pierwszych treningów był przygotowywany już na wejście z miejsca do podstawowego składu ŁKS-u. I zadebiutował w Łodzi z Wisłą Płock, mając za zadanie pokazanie kibicom, że nie ma piłkarzy niezastąpionych i można znaleźć jakościowy substytut nawet za taką postać jak Dani Ramirez.
Niestety, od początku coś jednak nie pasowało. Niby widać było, że możliwości Dominguez ma spore. Niby okolicznością łagodzącą był fakt, że z miejsca musiał wpasować się w zespół. Niby trafił na bardzo trudny czas dla drużyny, która wewnętrznie była wrakiem. Ale w tym wszystkim po prostu czuło się, że coś jest nie tak. Kazimierz Moskal nie wiedział specjalnie, jak najlepiej wykorzystać atuty Hiszpana. Wrzucenie go na głęboką wodę dobrego efektu nie przyniosło.
Odrodzenie u trenera Stawowego
Podejściem numer dwa do właściwego wykorzystania na boisku osoby Antonio Domingueza była zmiana na ławce trenerskiej. Kazimierz Moskal do końca nie wiedział, co z Hiszpanem zrobić, więc próbować miał Wojciech Stawowy. Tylko że obecny szkoleniowiec ŁKS-u z kolei na początku w ogóle nie widział miejsca u siebie dla Domingueza. Zmiana trenera była momentem zwrotnym dla Pirulo, ale z początku nie wyglądało, aby miała przynieść też korzyść Antonio.











