Ktoś może powiedzieć, że każde spotkanie Polaków obserwuje się z zapartym tchem. Natomiast nie da się ukryć jednego. Konfrontacje z Anglią ZAWSZE są w pewien sposób magiczne. ZAWSZE dostarczają one niesamowitych emocji. I w końcu ZAWSZE były dla naszych piłkarzy czymś więcej niż tylko kolejnym starciem. Można wręcz śmiało powiedzieć, że ten mecz to dla nas niemalże narodowe święto, lecz jeszcze śmielej trzeba stwierdzić, że Anglicy nigdy nie byli dla nas wygodnym przeciwnikiem…
Historia meczów między Polską a Anglią jest dla nas, lekko mówiąc, niekorzystna. Tak naprawdę, nie licząc poszczególnych spotkań, wypadaliśmy na tle wyspiarzy słabo, bardzo słabo. Natomiast jak powszechnie wiadomo, ludzie są nad wyraz sentymentalni. Dalej mamy w pamięci chociażby świetny mecz Jana Tomaszewskiego na Wembley. Którzy Anglicy od samego początku tych starć sprawiali najwięcej kłopotów?
„Biały Pele”
Złośliwiej nazywany też „Ogrem”, „Shrekiem” czy – jeszcze gdy był on młodym piłkarzem – „nastolatkiem o twarzy czterdziestolatka”. Tak, dokładnie. To on. Niesamowity, fantastyczny i swego czasu niepowstrzymany. Proszę Państwa, przed Państwem były napastnik Manchesteru United Wayne Rooney.
https://twitter.com/PurelyFootball/status/1376474216392888327
Był niesamowitym napastnikiem i z pewnością może się dobrze kojarzyć wszystkim polskim kibicom „Czerwonych Diabłów”, ba, nawet musi. Jednak jeżeli chodzi o grę w narodowej reprezentacji, to większość polskich kibiców prawdopodobnie nie wspomina go dobrze. Rooney strzelił w całej historii występów przeciwko „Biało-czerwonym” dwie bramki w dwóch oddzielnych spotkaniach.
Obydwie konfrontacje rozgrywane były w ramach eliminacji do mistrzostw świata 2014. Naszym piłkarzom udało się nawet ugrać punkty w jednym z dwóch starć eliminacyjnych. Anglicy zremisowali tamten mecz z naszą reprezentacją 1:1, a „Roo” otworzył wynik tego meczu. Ponad rok później Wayne Rooney również strzelił pierwszą bramkę, lecz już tamtym razem „Synowie Albionu” wygrali 2:0.
Dziś możemy tylko gdybać, jak wyglądałby ówczesny krajobraz polskiej piłki, gdyby Wayne nie strzelił tego jedynego gola dla swojej reprezentacji w Warszawie… Jednak dzięki tym golom Rooney stał się czwartym najskuteczniejszym strzelcem w meczach z Polską. Kto go wyprzedza w tej klasyfikacji?
„Rudy Ninja”
Klubowy kolega Rooneya. Przez wielu kibiców United nazywany również „Shy Genius”, co w dosłownym tłumaczeniu będzie znaczyć „Nieśmiały Geniusz”. Niestrudzony wojownik – Paul Scholes. Tu pojawia się ten sam przypadek co u Rooneya. Manchester United jest niezwykle popularnym klubem w Polsce, a Paul Scholes dla polskich fanów „The Red Devils” jest istną legendą. Patrząc na jego osobę jednak z perspektywy kibica reprezentacji, robi się znacznie mniej kolorowo.
Scholes strzelał gole Polakom tylko w jednym meczu, lecz mimo tego, że było to zaledwie jedno starcie, zdołał ich strzelić trzy. Owszem, w jednym meczu angielski środkowy pomocnik załadował nam hattricka. Miało to miejsce w 1999 roku podczas eliminacji do mistrzostw Europy, które odbyły się rok później, i jak wszyscy powszechnie wiemy, Polska na te mistrzostwa się nie zakwalifikowała…











