Anglicy, których polscy kibice raczej nie zapamiętali dobrze…


Anglicy nieraz przysporzyli naszej reprezentacji sporo kłopotów. Którzy z nich trafiali do siatki „Biało-czerwonych” najczęściej?

31 marca 2021 Anglicy, których polscy kibice raczej nie zapamiętali dobrze…

Ktoś może powiedzieć, że każde spotkanie Polaków obserwuje się z zapartym tchem. Natomiast nie da się ukryć jednego. Konfrontacje z Anglią ZAWSZE są w pewien sposób magiczne. ZAWSZE dostarczają one niesamowitych emocji. I w końcu ZAWSZE były dla naszych piłkarzy czymś więcej niż tylko kolejnym starciem. Można wręcz śmiało powiedzieć, że ten mecz to dla nas niemalże narodowe święto, lecz jeszcze śmielej trzeba stwierdzić, że Anglicy nigdy nie byli dla nas wygodnym przeciwnikiem…


Udostępnij na Udostępnij na

Historia meczów między Polską a Anglią jest dla nas, lekko mówiąc, niekorzystna. Tak naprawdę, nie licząc poszczególnych spotkań, wypadaliśmy na tle wyspiarzy słabo, bardzo słabo. Natomiast jak powszechnie wiadomo, ludzie są nad wyraz sentymentalni. Dalej mamy w pamięci chociażby świetny mecz Jana Tomaszewskiego na Wembley. Którzy Anglicy od samego początku tych starć sprawiali najwięcej kłopotów?

„Biały Pele”

Złośliwiej nazywany też „Ogrem”, „Shrekiem” czy – jeszcze gdy był on młodym piłkarzem – „nastolatkiem o twarzy czterdziestolatka”. Tak, dokładnie. To on. Niesamowity, fantastyczny i swego czasu niepowstrzymany. Proszę Państwa, przed Państwem były napastnik Manchesteru United Wayne Rooney.

Był niesamowitym napastnikiem i z pewnością może się dobrze kojarzyć wszystkim polskim kibicom „Czerwonych Diabłów”, ba, nawet musi. Jednak jeżeli chodzi o grę w narodowej reprezentacji, to większość polskich kibiców prawdopodobnie nie wspomina go dobrze. Rooney strzelił w całej historii występów przeciwko „Biało-czerwonym” dwie bramki w dwóch oddzielnych spotkaniach.

Obydwie konfrontacje rozgrywane były w ramach eliminacji do mistrzostw świata 2014. Naszym piłkarzom udało się nawet ugrać punkty w jednym z dwóch starć eliminacyjnych. Anglicy zremisowali tamten mecz z naszą reprezentacją 1:1, a „Roo” otworzył wynik tego meczu. Ponad rok później Wayne Rooney również strzelił pierwszą bramkę, lecz już tamtym razem „Synowie Albionu” wygrali 2:0.

Dziś możemy tylko gdybać, jak wyglądałby ówczesny krajobraz polskiej piłki, gdyby Wayne nie strzelił tego jedynego gola dla swojej reprezentacji w Warszawie… Jednak dzięki tym golom Rooney stał się czwartym najskuteczniejszym strzelcem w meczach z Polską. Kto go wyprzedza w tej klasyfikacji?

„Rudy Ninja”

Klubowy kolega Rooneya. Przez wielu kibiców United nazywany również „Shy Genius”, co w dosłownym tłumaczeniu będzie znaczyć „Nieśmiały Geniusz”. Niestrudzony wojownik – Paul Scholes. Tu pojawia się ten sam przypadek co u Rooneya. Manchester United jest niezwykle popularnym klubem w Polsce, a Paul Scholes dla polskich fanów „The Red Devils” jest istną legendą. Patrząc na jego osobę jednak z perspektywy kibica reprezentacji, robi się znacznie mniej kolorowo.

Scholes strzelał gole Polakom tylko w jednym meczu, lecz mimo tego, że było to zaledwie jedno starcie, zdołał ich strzelić trzy. Owszem, w jednym meczu angielski środkowy pomocnik załadował nam hattricka. Miało to miejsce w 1999 roku podczas eliminacji do mistrzostw Europy, które odbyły się rok później, i jak wszyscy powszechnie wiemy, Polska na te mistrzostwa się nie zakwalifikowała…

I spory udział w tym miały właśnie bramki Scholesa. Polska walczyła do ostatniej kolejki o miejsce premiowane grą w barażach, aby koniec końców zrównać się punktami z… Anglią. Na własnym stadionie w rewanżu zremisowaliśmy 0:0, lecz na wyjeździe przegraliśmy 1:3.

Nie ma więc co ukrywać. Paul Scholes miał bezpośredni wkład w wyeliminowanie Polaków. W ramach ciekawostki można przypomnieć, że gola kontaktowego dla „Biało-czerwonych” w przegranym spotkaniu na Wembley zdobył znany, a przede wszystkim lubiany Jerzy Brzęczek.

„Wykorzystuje sytuacje jak Alan Shearer…”

„[…] Mam grację, defensywę zostawiam w tyle”. Tu, cytując klasyka polskiego hip-hopu pod tytułem „Futbol”, wspomnieliśmy o najlepszym strzelcu w historii Premier League. 260 bramek na najwyższym stopniu rozgrywkowym w Anglii do dziś jest rekordem, który nie został wykreślony z angielskich kronik piłkarskich. Ba, dla wielu okazywał się niemożliwy do dogonienia. Niezawodny i bezlitosny Alan Shearer.

Jest on kolejnym piłkarzem, którego Polacy nie będą dobrze wspominać. Strzelił nam trzy bramki, lecz w inny sposób, niż zrobił to Scholes. Legendarny napastnik dokonał tego w dwóch oddzielnych meczach, co nie zmienia faktu, że owe trafienia zainkasował w bardzo ważnych starciach, bo podczas eliminacji do mundialu 1998.

To on „załatwił” Polskę jeszcze w pierwszej połowie na Wembley i to on napoczął naszą reprezentację podczas rewanżu na Stadionie Śląskim. Polska przez te porażki zajęła tylko 3. miejsce w grupie, ale powiedzmy sobie śmiało, większych szans na awans nie mieliśmy, bo drudzy w grupie byli Włosi z dorobkiem 18 punktów.

Nasza drużyna od początku spisywana była na straty, więc porażki z Anglią nie były niczym dziwnym. Chociaż otwierające trafienie Marka Citki w wyjazdowym meczu mogło dać polskim kibicom dość dużą iskrę nadziei…

Angielski koszmar…

No i teraz najgorsze wspomnienia, wręcz traumatyczne. Piłkarz, który był przez pewien czas kojarzony z dość dziwnym, a dosłownie śmierdzącym incydentem. Niezwykle skuteczny napastnik. Kolejny po Shearerze zawodnik z dzisiejszego grona, który nie zdobył tytułu mistrza Anglii. Weźcie głęboki oddech i uspokójcie wszystkie możliwe, a zarazem niepotrzebne ruchy spowodowane frustracją. Przedstawiam Wam prawdziwego ciemiężyciela reprezentacji Polski – Gary’ego Linekera.

Oczywiście użycie określenie „traumatyczne wspomnienia” jest wprowadzone tylko prześmiewczo i nad wyraz przesadne. Jednak co jak co, ale sama postać Linekera w koszulce reprezentacji „Trzech Lwów” nie kojarzy się Polakom dobrze. Co prawda jego największe sukcesy datowane są na lata 80. i 90. XX wieku, lecz to w żaden sposób nie odbiera mu jego osiągnięć.

Gary strzelił Polakom aż sześć bramek. Tak, aż SZEŚĆ BRAMEK. Podobnie jak Shearer czy Rooney nie dokonał tego oczywiście w jednym spotkaniu. Takowe gole strzelał na przestrzeni czterech różnych spotkań, w tym w jednym meczu rozgrywanym podczas mistrzostw świata.

Meksyk, Monterrey, Estadio Universaro, 1986 rok, Polska rozgrywa swój trzeci mecz na tamtym mundialu. Anglicy wygrywają tamto starcie 3:0, a wszystkie bramki strzelał… Gary Lineker.

Kolejne trzy gole zainkasował w pięciu kolejnych latach. Trafiał zarówno podczas eliminacji do mundialu 1990, jak i Euro 1992. W sumie strzelił Polakom, jak już wcześniej wspomniano, sześć bramek, jednak najbardziej w pamięć mógł zapaść właśnie ten hattrick z mistrzostw świata w Meksyku, bo właśnie wtedy Gary Lineker został mianowany prawdziwym katem polskiej reprezentacji.

Kto dołączy do tego grona?

Obecnie Anglicy nie mają w swoich szeregach  zawodnika, który zanotowałby chociażby jedno trafienie przeciwko Polsce. Jednakże zważając na to, w jak dużym osłabieniu będzie grać Polska, nikt nie zdziwi się, jeżeli ktoś dołączy do wymienionej czwórki. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że będzie po prostu inaczej, a to spotkanie z Anglią zostanie jednym z tych, które przeszły do historii.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze