Holandia, Anglia, Argentyna, Francja, Hiszpania, Belgia, Brazylia, Portugalia. Oto osiem reprezentacji, które w kontekście triumfu na mundialu były wymieniane przed samymi mistrzostwami najczęściej. Każda z wymienionych drużyn przeszła bądź jeszcze przechodzi weryfikację. Nie można powiedzieć jednak, że całość jest u wszystkich jednoznaczna.
Anglia wygrała z Iranem 6:2, prezentując się genialnie, ale wątpliwości wokół tej reprezentacji mógł wzbudzić mecz ze Stanami Zjednoczonymi. W nim zaledwie zremisowali 0:0 po bardzo słabej grze. Po USA przyszedł czas na Walię, którą udało się podopiecznym Southgate’a skutecznie pogrążyć wynikiem 3:0. Awansowali, więc główny cel oczywiście spełnili. Trudno jednak powiedzieć co dalej. Były lepsze, jak i te gorsze momenty. Nie wolno ich jednoznacznie ocenić za dotychczasową grę na mundialu.
Urodzaj największą bronią
Co jak co, ale Anglia ma na każdej pozycji wielkich piłkarzy – tak po prostu. Nie jest to kadra, która szczególnie mogłaby narzekać na stratę któregoś z liderów. Brak Harry’ego Kane’a czy będącego ostatnio w genialnej formie Jude’a Bellinghama bolałby, ale za to chyba nikt nie płakałby aż tak bardzo. Mają świetnych piłkarzy w pomnożonej liczbie, więc w sytuacjach kryzysowych można by było spodziewać się po nich rotacji bez większego ubytku na samym boisku.

A piłkarzy jest właściwie o wiele więcej niż na grafice. W każdym miejscu na boisku można doszukać się przynajmniej dwóch Anglików na dobrym poziomie. Także o kontuzje zbytnio bać się w dalszej fazie turnieju akurat nie trzeba. Będą, to będą i tyle. Zastępcy są niewiele gorsi.
Mecz z Iranem i USA to Anglia w dwóch różnych wydaniach
Najwięksi na świecie charakteryzują się zwykle tym, że są stale w swojej dyspozycji. Tym, że na dłuższym dystansie prezentują topową formę. Anglia faktycznie świetnie zaczęła, ale w drugim meczu czar prysł. Gorsze spotkania się zdarzają, ale w tym przypadku już na starcie pokazali, że turniej nie musi być idealny w ich wykonaniu. Grali słabo i byli zdominowani przez Amerykanów. Dobrze, że jeszcze tego nie przegrali. Było bardzo blisko.
Zacznijmy jednak od spotkania z Irańczykami. Tu zagrali rzecz jasna świetnie. Strzelili sześć goli, a tak naprawdę powinno ich być znacznie więcej. Wyglądali tak, jak wszyscy od nich oczekiwali. Kibice chcieli ofensywnej gry – to pokazali. Kibice chcieli efektownego stylu – tu też reprezentanci „Trzech Lwów” nie zawiedli. Obok tego był wynik i to chyba był klucz. Anglicy bawili się grą i szło im to wybitnie dobrze. Do tego stopnia, że wyrośli po tamtym meczu na jednego ze ścisłych faworytów turnieju. Nawet w postrzeganiu przeciwników tej reprezentacji.











