Poprzedni tydzień w Premier League rozpoczął się i zakończył mocnym uderzeniem. Bo jak inaczej nazwać chęć rewolucji w rozgrywkach ligowych, a także kolejne rotacje na miejscach pucharowych? Nie myślcie jednak, że pomiędzy tymi wydarzeniami było nudno – Anglicy może i uchodzą za dość flegmatyczne społeczeństwo, ale o futbol myślą, piszą i mówią z równą pasją cały czas.
Rozbijając czwórkę
Wspominałem o tej rewolucji, więc śpieszę z wyjaśnieniem – chodzi o wprowadzenie zasady play off pomiędzy zespołami, które na koniec sezonu zajmą miejsca od czwartego do siódmego włącznie. Oczywiście te dodatkowe spotkania miałyby rozstrzygnąć, która drużyna zagra w eliminacjach do Ligi Mistrzów, futbolowego raju, ostatnio nieosiągalnego dla zespołów spoza tzw. Top Four. Pomysł ten wstępnie zaakceptowało aż czternaście z dwudziestu klubów, jednak wprowadzenie go w życie będzie możliwe dopiero za dwa, trzy lata, gdy negocjowana będzie nowa umowa telewizyjna.
Warto wspomnieć, że wiele osób podchodzi do tej idei z dużym dystansem, który także towarzyszył wcześniejszym projektom rozgrywania 39. kolejki poza granicami kraju. Pomijam już kwestię sprawiedliwości takiego rozwiązania (bo przecież chyba 38 spotkań to wystarczająca ilość by stwierdzić, kto zasłużył by grać w LM, prawda?), ale jako wielbiciela angielskiego futbolu martwi mnie, że może to doprowadzić do problemów z reprezentacją (bo to sztucznie wydłuża sezon), a także wynikami właśnie w Europie. Co za dużo, to niezdrowo i choć rozbijanie „Wielkiej Czwórki” jest jak najbardziej ideą szczytną, to wciąż dobrego sposobu na Chelsea, Manchester United, Arsenal i Liverpool nie znaleziono.
Stracił głowę
Ashley Cole miał bardzo nieudany tydzień. Po tym, jak był zmuszony przejść operację kontuzjowanej kostki i prawdopodobnie pożegna się z szansą rozegrania jeszcze jakiegoś spotkania w obecnym sezonie ligowym, przyszły problemy osobiste. W środę Roy Gourlay wraz z Carlo Ancelottim mieli pogadankę z całą drużyną Chelsea na temat ostatnich afer i zachowania poza boiskiem. Po dziesięciu minutach solidnego przypomnienia piłkarzom, jak mają klub reprezentować, rozmowę zakończono „obietnicą” surowych kar za kolejne występki szargające opinię „The Blues”. Działacze nie musieli długo czekać na okazję by swoje słowa poprzeć czynami, gdyż brukowce, niczym AK-47, wystrzeliły serią informacji o kolejnych romansach pozamałżeńskich Ashleya Colea.
Nie chcę wnikać, czemu Anglik jest tak skory do zdradzania swojej piękniejszej (i to dużo) drugiej połówki, ale już robienie tego na obozie przygotowawczym (oraz okłamywanie w tej sprawie pracowników klubu) jest wykroczeniem jak najbardziej zasługującym na karę. I to rekordową, jeśli wierzyć doniesieniom tabloidów. Ponoć aż czterysta tysięcy funtów Cole będzie musiał oddać klubowi za szarganie jego opinii. Jego wina jest dla mnie kwestią niepodważalną, tak jak jego wybitne umiejętności czysto piłkarskie, które czynią go najlepszym lewym obrońcą na świecie. Warto napomknąć, że Roman Abramowicz stracił cierpliwość do gwiazdek, którym płaci wielkie pieniądze i trudno mu się dziwić. Przychodząc do Londynu powiedział, że chce zbudować piłkarską markę znaną na całym świecie. I to z wyników, a nie kolejnych seks afer piłkarzy.










