RSC Anderlecht w ostatnich tygodniach nieco poprawił swoją pozycję w lidze belgijskiej. Wciąż znajduje się jednak w drugiej połowie tabeli, a także jest bliski odpadnięcia z Ligi Konferencji Europy. Najbardziej utytułowany klub Belgii pogrąża się w kryzysie, którego końca na razie nie widać.
Trener Anderlechtu Brian Riemer przed spotkaniem z Łudogorcem Razgrad był pewny siebie. Jego zespół miał bowiem dobrze poznać słabe strony swojego bułgarskiego rywala, dlatego zapewniał, że znajdzie miejsca, w które należy uderzyć. Na całe szczęście szkoleniowiec zaznaczył jednocześnie, że Łudogorec i Anderlecht są drużynami, które chcą grać pozytywną piłkę. W przeciwnym razie naraziłby się na spore kpiny.
Bo „Fioletowo-biali” ostatecznie nie wykorzystali słabych stron „Zielono-białych”. Wręcz przeciwnie, szczególnie w pierwszym kwadransie to Anderlecht został wyraźnie zepchnięty do defensywy. Łudogorec zdobył zwycięską bramkę już w 9. minucie spotkania, co było prostą konsekwencją odsłonięcia się jego przeciwnika na obu flankach. Belgowie później zaczęli grać nieco lepiej, ale blisko 63 proc. posiadania piłki nie przełożyło się na zmianę wyniku.
Riemer po meczu starał się szukać pozytywów. Zdaniem duńskiego trenera zawodnicy Anderlechtu na początku nie byli tak agresywni, jak by chcieli, tym niemniej później przejęli inicjatywę. Dodatkowo szkoleniowcowi podobał się pressing w wykonaniu jego podopiecznych oraz stworzone sytuacje. Przed rewanżowym spotkaniem Riemier liczy więc na wygraną, chociaż obawia się kontrataków Łudogorca.
W lidze było gorzej
Po spotkaniu w LKE piłkarzy i sztab Anderlechtu czekała długa podróż powrotna do kraju. Czas na regenerację przed kolejnym spotkaniem ligowym z broniącym się przed spadkiem KV Kortrijk będzie więc niewielki. Tymczasem według Riemera będzie to również bardzo ważny mecz dla jego zespołu. Przy obecnym układzie sił w tabeli Jupiler Pro League „Fioletowo-biali” nie mogą bowiem pozwolić sobie na stratę punktów.
Anderlecht obecnie znajduje się na 10. miejscu w tabeli. To samo w sobie jest upokarzające dla 34-krotnego mistrza Belgii, nawet jeśli swój świętował przed blisko siedmioma laty. Jeszcze niedawno sytuacja klubu z aglomeracji brukselskiej wyglądała jednak jeszcze gorzej. Na początku lutego „Fioletowo-biali” po odniesieniu 11. porażki w sezonie znajdowali się dwie pozycje niżej, nie będąc w stanie sprostać nawet niektórym rywalom znajdującym się w strefie spadkowej.











