Niektórzy kibice i eksperci mówią, że Manchester City w ciągu poprzedniego tygodnia przegrał nie tylko dwa niezwykle ważne mecze, ale też szanse na jakiekolwiek trofeum w tym sezonie. Trafność tego stwierdzenia zostanie z czasem zweryfikowana, nie sposób teraz orzekać, czy jest ono w 100% prawdziwe, czy też jest kompletnym kłamstwem, bo to się okaże pod koniec sezonu. Ale już w tym momencie możemy się przyjrzeć czynnikom, które doprowadziły do wspomnianych dwóch porażek w Lidze Mistrzów i Premier League w minionym tygodniu.
Po obu porażkach na mistrzów Anglii spadła fala krytyki, której trudno się dziwić. Nie chodzi przecież tylko o rezultaty, ale także o styl gry, jaki podopieczni Pellegriniego zaprezentowali w tych spotkaniach. Dodatkowo, niejako w konsekwencji ostatnich wydarzeń, angielska prasa odpowiedziała klubowi istną salwą armatnią, zadając masowe pytania o przyszłość Chilijczyka w klubie z Etihad Stadium. Wszak Pellegrini ma podpisany kontrakt do 2018 roku, z zastrzeżeniem zdobycia w tym czasie pięciu trofeów (w poprzedniej kampanii udało się zdobyć dwa: Premier League i Puchar Ligi Angielskiej). Ale plotki wynoszone pocztą pantoflową z klubu z Manchesteru mówią, że w przypadku braku trofeum w obecnym sezonie (City zostało tylko Premier League oraz Liga Mistrzów) trzeba będzie powiedzieć adios byłemu szkoleniowcowi Villareal, Malagi czy Realu Madryt.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Oto kumulacja problemów, z którymi muszą się zmierzyć przy Eastlands.
1) 4-4-2
Generalnie sama formacja nie jest problemem, przecież stosują ją setki klubów na całym świecie i wiele osiąga z nią mnóstwo sukcesów, trudno więc powiedzieć, aby była ona wyłącznie nacechowana negatywnie. Ale formację trzeba zawsze dostosowywać do piłkarzy, jakich się posiada, do rywala, z jakim mierzymy się danego dnia i do celu, założeń i wyniku, jaki chcemy w konkretnym dniu meczowym osiągnąć. Pellegrini miał świetne materiały do przygotowania swojego zespołu do tego dwumeczu, szczególnie z zeszłorocznych zmagań z katalońskim rywalem. Nie wykorzystał tego.
W meczu z Barceloną na własnym boisku nawet największe żółtodzioby wśród kibiców mogły zauważyć bezwzględną, totalną i absolutną dominację wicemistrza Hiszpanii w strefie środkowej boiska. Ktoś powie, że to oczywiste, że to normalne, bo przecież tak właśnie gra „Blaugrana”. Ja powiem inaczej – tak chce grać zespół Luisa Enrique i tak też gra, jeśli mu się w tym nie przeszkodzi.
http://i57.tinypic.com/szhpxk.png
Pellegrini wyszedł formacją 1-4-4-2 w takim oto zestawieniu: Hart; Zabaleta – Kompany – Demichelis – Clichy; Nasri – Fernando – Milner – Silva; Aguero – Dzeko. Widać jak na dłoni, że są to personalia do kreowania wydarzeń boiskowych, nie do bronienia się. A czy nie należało się właśnie bronić, zamiast liczyć naiwnie na atak, mając na uwadze historię poprzednich starć?
Na prawej stronie wyszedł ofensywny Zabaleta, zamiast lepszego w destrukcji Sagnii. W drugiej linii wybiegli słabo pracujący w defensywie Nasri i Silva i to dodatkowo przy grze dwoma napastnikami! To oznacza, że de facto czterech najbardziej ofensywnych piłkarzy nie pracowało w obronie na pełnych obrotach, bo a) nie mają takich predyspozycji, to piłkarze o innej charakterystyce, b) nie dostali takich poleceń, gdyż trener myślał, że jego zespół będzie kreował grę, a nie stosował strategię reakcyjną na wydarzenia boiskowe. Łącząc fakty, że byli przystosowani do jednego wariantu, a mecz kazał im grać drugim, piłkarze kompletnie zgłupieli i nie potrafili przybrać żadnego z wymienionych zachowań, co skończyło się tak, że Barcelona opuszczała Manchester z bagażem dwóch wyjazdowych goli (tak ważnych w europejskich pucharach), a przecież wiemy, że mogła ich mieć znacznie więcej (choćby wspomnieć niewykorzystany rzut karny Leo Messiego).











