Każde kolejne zwycięstwo Piasta skłaniało media i kibiców do zadawania dalszych pytań. Najpierw kiedy skończy się dobra passa, potem, czy wygra rundę jesienną. Teraz gdy spojrzymy na formę gliwiczan i ich przewagę punktową, coraz realniejsza staje się wizja zdobycia mistrzostwa przez wspaniałą jedenastkę Radoslava Latala. Dlatego też zdecydowaliśmy się przeanalizować ostatnie sezony T-Mobile Ekstraklasy i sprawdzić, czy rzeczywiście mogą realnie myśleć o wygraniu ligi.
W momencie pisania tego tekstu nie znamy wyniku piątkowego meczu Piasta z Ruchem Chorzów. Nie zmienia to jednak faktu, że lider z Gliwic bez względu na rezultat zachowa bezpieczną, co najmniej 8-punktową przewagę nad drugą w tabeli Legią. To ogromna różnica, nawet przy podziale punktów po rundzie zasadniczej. Różnica, która pozwala uznać podopiecznych Radoslava Latala za głównych kandydatów do mistrzostwa, zwłaszcza jeśli dodamy do tego formę, jaką prezentują.
Znając jednak przewrotność naszej ligi, zdecydowaliśmy się sięgnąć do najnowszej historii ekstraklasy w celu odpowiedzenia na pytanie, czy rzeczywiście liderowanie na półmetku rozgrywek z tak dużą przewagą punktową było gwarantem zdobycia tytułu mistrzowskiego. Pod uwagę wzięliśmy wszystkie sezony w XXI wieku. Ta potężna dawka materiału dała nam podstawy, z których można wyciągnąć pewne wnioski.
„Biała Gwiazda” rozświetla drogę
Jedyną drużyną, której udało się zdobyć taką przewagę nad resztą stawki, była Wisła Kraków w czasach swojej świetności. Może nie każdy to pamięta, ale „Biała Gwiazda” na początku XXI wieku zdominowała krajowe rozgrywki do tego stopnia, że przed kolejnymi sezonami zasadnym pytaniem było nie to, kto zdobędzie mistrzostwo, ale kiedy zapewni je sobie Wisła.
To właśnie w tych czasach podopieczni Wernera Liczki, a później Macieja Skorży mieli 10-punktową przewagę nad drugim zespołem w tabeli. Należy w tym miejscu zauważyć, jak wielkim sukcesem jest obecny wynik Piasta, jeśli przyrównuje się go do osiągnięć „tamtej” Wisły.
http://i68.tinypic.com/52mmnr.jpg
Największe różnice punktowe pomiędzy pierwszą a drugą drużyną po 16 kolejkach w XXI wieku
W sezonie 2004/2005 „Biała Gwiazda” po 16 kolejkach ekstraklasy miała 42 punkty i nie przegrała żadnego meczu. Wielka paka z Żurawskim i Frankowskim w ataku odprawiała kolejnych rywali, strzelając prawie trzy bramki na mecz. Druga w tabeli Legia miała 10 oczek straty i właściwie nie marzyła o dogonieniu Wisły.
Jak skończył się ten sezon? Krakowiacy jeszcze powiększyli swoją przewagę nad resztą i w cuglach zdobyli tytuł (tylko z dwoma porażkami w sezonie!).
Kolejnym sezonem tak wielkiej dominacji jednej drużyny był okres rządów Macieja Skorży przy Reymonta. Jesienią 2007 roku jego podopiecznym udało się zdobyć 44 punkty w 16 spotkaniach (rekord nie do pobicia na tym etapie rozgrywek) i prowadzić z 10-punktową przewagą nad nikim innym jak warszawską Legią.
Dokładnie pamiętam, jak media próbowały przewidywać, jak skończą się tamte rozgrywki. Wśród nich dominowały optymistyczne dla „Wojskowych” wizje dogonienia Wisły. Tak się jednak nie stało. „Biała Gwiazda” zwiększyła jeszcze przewagę do 15 punktów nad drugim zespołem, którym był Groclin. Możemy więc zapisać kolejny punkt na korzyść Piasta.












