Kariera Hiszpana powoli ociera się o absurd. Wychowanek Realu Madryt ponownie zmienia klub, udając się na roczne wypożyczenie z opcją wykupu. Historia napastnika znów zatacza koło. Po 4 mniej udanych latach Alvaro Morata wraca do Juventusu, gdzie ściąga go były kolega z boiska, Andrea Pirlo. 27-latek zagra dla „Starej Damy”, która już podczas pierwszego pobytu była dla niego jak rodzina.
Gdzie Alvaro Morata nie trafia, tam zawsze czuje się jak w domu. Piłkarski niewolnik, mistrz manipulacji czy może szczery chłopak? O wojażach hiszpańskiego snajpera powoli możemy rozmawiać w kategoriach legend, które mamy okazję oglądać na własne oczy. Kolejna – na całe szczęście bohatera – pisać się będzie w Turynie.
Alvaro Morata – historia absurdu
Jeśli chcemy znaleźć najbardziej udany okres Alvaro Moraty w jego karierze to niewątpliwietakie będą trzy sezony – 2014/2015, 2015/2016 oraz 2016/2017. W tym pierwszym Alvaro Morata wprowadził Juventus do finału Ligi Mistrzów. Pamiętny półfinał z Realem Madryt i zabite nadzieje wielu fanów na świecie na finałowe „El Clasico”. W finale na Olympiastadion w Berlinie górą przeciwko „Starej Damie” była Barcelona, lecz honorowa bramka należała właśnie do Moraty. Kolejny rok Hiszpan spędził jeszcze we Włoszech, aby po łącznie dwóch latach gry dla Juventusu wrócić na „Santiago Bernabeu” już jako inny piłkarz.
Sezon 2016/2017 z perspektywy czasu uznać możemy za szczyt kariery Alvaro Moraty. W 45 spotkaniach napastnik zdołał strzelić 20 goli. W żadnej innej kampanii ta sztuka już mu się nie udała, tak jakby Real Madryt o tym wówczas wiedział, sprzedając go zaledwie po roku do Chelsea za kwotę 66 milionów euro. Transfer, po którym pół piłkarskiego świata złapało się za głowę, trafnie przewidując nieudaną przygodę Moraty w Londynie. Mało osób jednak sądziło, że po zaledwie półtora roku znajdzie się kolejny szalony kupiec, aby napastnikowi zaufać, ponownie płacąc za niego gigantyczne pieniądze.
Na początku 2019 roku otworzył się następny rozdział o nazwie Atletico Madryt. Alvaro Morata trafił do kolejnego charyzmatycznego szkoleniowca. Carlo Ancelotti, Massimiliano Allegri, Zinedine Zidane, Antonio Conte. Nieułożonego w głowie zawodnika na najwyższym poziomie objął Diego Simeone. Tak jak w powyższych nazwiskach trenerów możemy znaleźć wspólne mianowniki, podobnie jest pośród klubów reprezentowanych przez Alvaro Moratę.
Po Juventusie i Chelsea, czyli kluby prowadzone wówczas przez Włochów, nastał czas gry w siermiężnym Atletico. To wszystko miało wtedy sens, bo patrząc na charakterystykę zawodnika, ten idealnie miał wpasowywać się w grę drużyny broniącej się, grającej z kontrataku i stawiającej na stałe fragmenty gry. Rzeczywistość pokazała co innego, lecz jak to w przypadku Moraty bywa, znowu znalazł się ktoś ślepej wiary.












