W poniedziałek po Dniu Zwycięstwa, największym narodowym święcie Rosji, rozpoczęta została 10. kolejka zmagań ligowych. Za jej bohaterów bezsprzecznie należy uznać graczy Ałanii Władykaukaz. Beniaminek wręcz zdeklasował jednego z głównych faworytów do mistrzostwa kraju, Spartaka.
Zdecydowanymi faworytami konfrontacji na Kaukazie byli podopieczni Walerego Karpina. Choć sezon nie układa się do końca po ich myśli, widać po nich, że ich forma zwyżkuje. Dowodem na to były osiągane ostatnio wyniki – 2:0 z Amkarem i 3:0 z Anży. Wydawało się, że beniaminek nie będzie dla nich trudną przeprawą. Zwłaszcza, że Ałania nie radzi sobie ostatnio najlepiej, o czym świadczą remis 1:1 z Rubinem i porażka 0:1 z Kryljami.
Mecz rozpoczął się w sposób wymarzony dla gospodarzy. Już w 5. minucie jednego z defensorów gości przycisnął Aleksandr Marenicz. Był piłkarz FK Moskwa wyłuskał piłkę i nie dał szans Sosłanowi Dżanajewowi strzałem w długi róg. Choć spotkanie to rozpoczęło się sensacyjnie, radość miejscowych nie trwała długo. Kolejna akcja meczu przyniosła wyrównanie. Piłkę w siatce Michaiła Kierżakowa umieścił najlepszy strzelec poprzedniego sezonu, Brazylijczyk Welliton.
Kibice „Miaso” mieli nadzieję, że po uzyskaniu remisu ich pupile przebudzą się i pokażą przeciwnikom, kto bardziej zasłużył na wygraną w tym starciu. Musieli przełknąć jednak gorzką pigułkę rozczarowania. Zaledwie po dwóch minutach od skutecznego trafienia napastnika z kraju kawy, po raz kolejny skapitulował Dżanajew. Zdobywca pierwszego gola meczu tym razem wdał się w rolę asystenta, wykładając futbolówkę Gieorgijowi Gabułowowi, który ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Bramka ta potwierdziła znakomitą tego dnia dyspozycję graczy Ałanii, a szczególnie Marenicza. Były gracz „Obywateli” raz po raz nękał defensywą „Czerwono-białych”, którzy mieli spore problemy z upilnowaniem go. W 20. minucie po błędzie Iwana Sajenki znalazł się w niezłej sytuacji do zdobycia trzeciego gola dla gospodarzy, lecz przestrzelił. Po pół godzinie gry, mimo świetnej postawy miejscowych, na tablicy świetlnej po stronie gości pojawiła się dwójka. Okazała się ona efektem bezmyślnego zagrania Gheorge Florescu, który nie będąc naciskanym wpakował piłkę do własnej siatki. Niewiele później powinno być 3:2 dla Spartaka. Jednak uderzenie Sajenki i dobitka Wellitona nie znalazły się w siatce Kierżakowa. W odpowiedzi po rzucie rożnym groźnie główkował Ibrahim Gnanou, lecz i jemu nie udało się pokonać Dżanajewa. Do przerwy, mimo znacznej przewagi Ałanii, utrzymał się rezultat remisowy.
W drugiej połowie trener Karpin postanowił wzmocnić atak, wprowadzając Aleksandra Kozłowa w miejsce Jewgienija Makiejewa. Młody napastnik niemal od razu zapisał się w sędziowskim notesie. Spróbował umiejętności aktorskich w polu karnym miejscowych, co zauważył prowadzący zawody Władimir Piettaj i ukarał zmiennika żółtą kartką. W tej części spotkania lepiej prezentował się Spartak. Nic z tego jednak nie wynikało. Alex nie trafił w bramkę z rzutu wolnego, a chwilę później jego podania nie wykorzystał rodak, Welliton.
W 63. minucie niebezpieczny strzał oddał, wprowadzony w drugiej połowie, Serghei Dadu. Było to ostrzeżenie dla „Miaso”, które jednak zostało zlekceważone. 300 sekund później po raz trzeci skapitulował Dżanajew. Katem młodego golkipera okazał się Gieorgij Gabułow. Odpowiedzieć na to próbował Kozłow, lecz jego uderzenie okazało się niecelne. Mimo tego zrywu, inicjatywa nadal należała do Ałanii. Dadu ograł Martija Jiranka, lecz wypuszczoną przez niego zbyt daleko futbolówkę wyłapał golkiper przyjezdnych. Niedługo później niezbyt pewnie odbił piłkę kopniętą przez zdobywcę dwóch goli w tym meczu, lecz na jego szczęście nikt nie zdążył z dobitką.










