Kiedy zbliżał się wielki szlagier na Etihad Stadium, nikt raczej nie przypuszczał, że w kolejnym wyjazdowym spotkaniu z wielkim rywalem Chelsea może zagrać inaczej, niż to miało miejsce na Old Trafford lub Emirates Stadium. Zestawienie jedenastki również wyglądało na bardzo defensywne. Tymczasem z minuty na minutę ludzie zaczęli się pytać „ale o co chodzi, gdzie ten autobus?”. Tymczasem wszyscy z Manuelem Pellegrinim na czele dali się oszukać, zdając sobie sprawę, że najlepszą obroną w planie Jose Mourinho okazał się atak.
– Parkowanie autobusu nie ma żadnego związku z zawodnikami, którzy są wybrani przez trenera. Można grać sześcioma, siedmioma, ośmioma piłkarzami defensywnymi, którzy będą atakować – skwitował „The Special One” po meczu. Plan Portugalczyka był w całości okazały.

Granie taktyką 8-1-1, futbol XIX wieku, obrona, obrona i jeszcze raz obrona – taki obraz malował się w głowie niejednego eksperta od spraw futbolu. Chelsea miała się głównie zamartwiać o to, aby tylko nie straciła gola. Wielu przed meczem zrobiło też duże oczy, nie widząc nazwiska Oscara w podstawowym składzie. W drugiej linii ustawieni byli David Luiz, Nemanja Matić i Ramires – wszystko wskazywało na to, że Mourinho zabawi się w 4-3-3. Taki podobny układ miał w końcówce grudnia na stadionie Arsenalu, gdzie padł bezbramkowy remis. To już miało dobitnie potwierdzić, że Jose znowu zabije świetne widowisko. Jednakże wojownicy okazali się bardziej odważni w walce z tytanem.
Być może nie bylibyśmy świadkami zaskakującego scenariusza, gdyby nie fakt, że na boisko nie mógł wybiec Fernandinho. W jego miejsce z konieczności wskoczył Martin Demichelis, który raczej nie słynie z wybitnych umiejętności. Prawdopodobnie taki stan rzeczy zachęcił Mourinho do zmiany planów. Na środku ofensywnej siły ognia zobaczyliśmy Williana, który miał skutecznie przeszkadzać nominalnemu stoperowi. Tak czy owak strategia Jose wypaliła.
Kluczowe było także uniemożliwienie swobodnej gry Davidowi Silvie. Dlatego też druga linia zasługuje na brawa w tej kwestii, bo został skutecznie wyłączony z gry. Nie był już tak kreatywny, na dodatek nie było Samira Nasriego i Sergio Aguero. To był jeden z tajników sukcesu. W końcu minęło wiele czasu, od kiedy „Obywatele” nie strzelili ani jednej bramki na własnym obiekcie. Ostatnio ponad trzy lata temu miała miejsce taka okoliczność, że drużyna przyjezdna zachowała czyste konto w niebieskiej części Manchesteru.
Warto zauważyć, że większość niebezpiecznych ataków z obu stron padało z jednej strony boiska. Silva natarczywie próbował zejść z lewego skrzydła i przebić się przez środek, który jednak okazał się mocno przepełniony niebieskimi koszulkami. Tym samym goście nie dawali miejsca na doskonałe rozgrywanie akcji z jednego skrzydła, gdzie boczni obrońcy City mogliby wykonać prawidłowe podanie do swoich kolegów.












