Przez wiele lat ADO Den Haag słynęło jedynie z rasistowskich ekscesów swoich kibiców, a o jakichkolwiek sukcesach klub mógł pomarzyć. Wydawało się, że zła karta się odwróci, kiedy w holenderskiego średniaka postanowił zainwestować tajemniczy Chińczyk. Od tego czasu trwają najintensywniejsze chwile w losach drużyny.
Na początku 2014 roku wszyscy związani z ADO Den Haag przygotowywali się do kolejnej ciężkiej rundy. Klub znajdował się w sporej zapaści finansowej i musiał drżeć o utrzymanie w elicie, co w ostatnich latach nie zdarzało się zbyt często. Wtedy na Kyocera Stadium zjawił się on, niepozorny Chińczyk imieniem Wang Hui, który jawił się jako mesjasz dla upadającego zespołu.

Nikomu nieznany biznesmen rodem z Chin snuł wizje o potędze ADO Den Haag, obiecywał milionowe inwestycje i sprawienie, że klub w ciągu kilku lat będzie konkurencją dla najlepszych w Europie: – Chciałbym, żeby klub stał się konkurencją dla lokalnych hegemonów, Ajaxu, PSV i Feyenoordu, i grał w Lidze Mistrzów – mówił holenderskim mediom.
Kwota transakcji nie była zbyt wygórowana, bo Wang kupił drużynę za 8,9 mln dolarów. Dla człowieka, którego firma marketingowa, United Vansen International Sports, pomagała przy ceremonii zamknięcia igrzysk olimpijskich w Pekinie, nie było to wielkim wydatkiem. Już wtedy działaczom powinna się zapalić czerwona lampka, bo na finalizację transakcji musieli czekać kilka miesięcy.
Władze klubu i miasta nie były przychylne sprzedaniu chluby regionu w zupełnie obce ręce. Jednak lokalni przedsiębiorcy nie byli zainteresowani inwestycją w ADO, toteż działacze musieli podpisać, jak się później okazało, cyrograf z diabłem. – Kiedy z nim rozmawiałem, sprawiał pozytywne wrażenie. Sprawdziliśmy jego płynność finansową, wszystko było w porządku, więc nie było żadnych przeciwwskazań, żeby nie sprzedać mu klubu – powiedział Tom de Brujin, polityk, który był jednym z odpowiadających za tę transakcję. Nawet kibice reprezentujący klasę robotniczą, głodni od lat niewidzianych sukcesów, zaakceptowali nowego właściciela.

W dalszych miesiącach w klubie wszystko działo się jak w bajce. Holenderscy trenerzy pojechali do Chin, by tam szkolić młodych zawodników, Wang Hui regularnie przychodził na mecze, a kibice wywiesili baner wychwalający chińskiego biznesmena. Kiedy holenderski premier, Mark Rutte, pojechał z wizytą do Chin, jego towarzyszem był nie kto inny jak Wang. Panowie serdecznie porozmawiali, polityk dostał w prezencie koszulkę ADO Den Haag, a biznesmen stał się najważniejszym chińskim inwestorem w kraju tulipanów.












