Milan nie przystopowuje. Drużyna Leonardo przypomina walec, który bezlitośnie rozjeżdża wszystko, co napotka na swojej drodze. Tym razem ofiarą skutecznej gry „Rossoneri” była Sampdoria, która przegrała na San Siro 3:0.
Starcie pomiędzy Milanem a Sampdorią miało być swoistą przystawką przed daniem głównym – meczem Juventusu z Interem. „Rossoneri” radzą sobie w ostatnich tygodniach wyśmienicie, czego dowodem są cztery zwycięstwa z rzędu podopiecznych Leonardo. Nikt w Mediolanie nie pamięta już słabego początku rozgrywek, wszyscy skupiają się w tej chwili na pogoni Milanu za liderującym Interem. Inaczej sytuacja ma się w Genui, jeszcze do niedawna mieście lidera – Sampdorii. Piłkarze Luigi Del Neri grają w kratkę, a z tygodnia na tydzień kibice zespołu utwierdzają się w przekonaniu, że ich drużyny nie stać na zdobycie tytułu mistrzowskiego.
Szczególnym ciosem dla fanów „Blucerchiati” była sromotna porażka ich ulubieńców w derbowym meczu z Genoą. Piłkarze Sampdorii nie potrafili wyrzucić bolesnych wspomnień sprzed tygodnia, bo do meczu z Milanem przystąpili z marazmem w oczach. Gospodarze byli bezlitośni i zadali szybki cios. Ronaldinho dośrodkował precyzyjnie wprost na głowę Marco Borriello, a ten nie dał szans Luce Castellazziemu. Bramka stracona już w drugiej minucie bynajmniej nie wybudziła Sampdorii, która nie była w stanie skutecznie zaripostować rywalom. Milan rozgrywał piłkę niespiesznie – widać było, że mediolańczycy oszczędzają siły przed decydującym pojedynkiem z FC Zurych w Lidze Mistrzów. Dziś drogą do zwycięstwa miał być nie polot, ale skuteczność. Niemal każda sytuacja stworzona przez „Rossonerich” wieńczona była golem. O tym, że komplet punktów przypadnie w tym spotkaniu Milanowi, dowiedzieliśmy się pomiędzy 21. a 22. minutą. Najpierw kolejną asystę zaliczył Ronaldinho, wykładając piłkę Seedorfowi, który huknął w stronę bramki tak mocno, że golkiperowi pozostało tylko odprowadzić piłkę wzrokiem. Chwilę później Alexandre Pato pokonał na raty Castelazziego. Dobre humory w Milanie popsuła nieco kontuzja Ronaldinho, który w 34. minucie meczu opuścił boisko na rzecz Ignazio Abate.
Sampdoria nie wiedziała, jak przedrzeć się przez obronę Milanu. Nie pomogło nawet zejście do szatni i zapoznanie się z uwagami trenera. W drugiej części gry Milan niczym nie zaskoczył – gospodarze nie kwapili się z akcjami ofensywnymi, ale Sampdoria tego nie wykorzystała – zamiast przycisnąć i zmusić do większego zaangażowania graczy Leonardo, „Blucerchiati” odliczali minuty do końca spotkania. A przecież nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać, jak wielką siłą w ofensywie dysponuje Sampdoria. Ciężko przytoczyć jakąś ciekawą sytuację z drugiej części gry. Największy entuzjazm wśród kibiców wywołał gwizdek końcowy sędziego – nie tylko z racji tego, że sędzia nie pozwolił, by nudny mecz dalej się toczył, ale przede wszystkim dlatego, że Milan wygrał po raz piąty z rzędu i z uśmiechem na ustach może czekać na rezultat w Derby d’Italia.










