– Brych nie ma na ustach kagańca – powiedział rzecznik prasowy FIFA tuż po tym, gdy zagraniczne media obiegła informacja o zakazie wypowiadania się wystosowanemu przeciwko jednemu z niemieckich arbitrów, Felixowi Brychowi. Afera sędziowska to nie kolejna ryska, ale już gruba szrama na już nie tak nieskazitelnym wizerunku FIFA. Szef Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, Sepp Blatter, na niedługo przed kolejnymi wyborami wytacza ciężkie działa, a ja chcę zapytać – komu Szwajcar chce zrobić na złość?
Kilka dni temu, niemieckie media huczały, że Felix Brych dostał zakaz wypowiadania się w mediach. Jak twierdzi, Lutz Michael Froehlich tyczy się on „jakichkolwiek wypowiedzi na temat swoich decyzji w rozgrywkach międzynarodowych oraz DFB”. Źródło wydawać się może dość wiarygodnym, bo owy człowiek jest kierownikiem Kolegium Sędziowskiego w Niemczech. Rzecznik prasowy Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej od razu zaprzeczył tym doniesieniom: – Nie ma kagańca na ustach i oczywiście może wypowiadać się o meczach Bundesligi – powiedział pracownik FIFA, który po chwili jednak dodaje – Prosimy sędziów tylko o to, by komentarze na zapytania odnośnie mundialu konsultowali z nami.
Czego obawia się Sepp Blatter i spółka? Dlaczego chce zakazać wypowiadać się na temat tegorocznych mistrzostw świata, które rozgrywają się w Brazylii? Oczywiście, nikt nie powie wprost, że sędziowie mają założone kłódki na usta, jednak „konsultowanie wypowiedzi” kojarzy mi się głównie z… cenzurą. Oliwy do ognia dolali niemieccy dziennikarze, którzy jeszcze przed oficjalnymi wypowiedziami rzecznika FIFA informowali, że federacja chce, by wszyscy(!) rozjemcy spotkań MŚ podczas trwania turnieju odcięli się od rozmów z mediami (a przynajmniej bez uzgodnienia tego z Blatterem). Brychowi zdarzało się komentować swoje kontrowersyjne decyzje. Za przykład weźmy słynne już spotkanie Bayer Leverkusen – Hoffenheim i słynny „phantom goal” Kiesslinga. – Jest mi niezmiernie głupio, że uznałem tamtą bramkę – przyznał głośno 44-letni Stefan. Po tamtym spotkaniu raz jeszcze rozgorzała dyskusja nt. technologii w futbolu. Zwolennicy zmian proponowali, żeby wprowadzić powtórki wideo. Nawet, gdyby wystosować najcięższe i niepodważalne argumenty, Szwajcar szedłby w zaparte: – Jak długo będę prezydentem FIFA, tak długo nie będzie powtórek wideo – zapowiedział szef największej piłkarskiej instytucji w 2005 roku, który nadal nie zmienia zdania. Co prawda lekko ustąpił i zgodził się na goal-line, jednak w przypadku takich sytuacji jak ta z obecnych rozgrywek Bundesligi, jedynie to nie wystarczy.
Dodajmy również, że mimo braku oficjalnego potwierdzenia, wszyscy wiedzą, że powtórki wideo w futbolu były już stosowane. Przypomnijmy chociażby 2006 rok. Finał mistrzostw świata – Włochy kontra Francja. W doliczonym czasie gry Zinedine Zidane powala „z byka” Marco Materazziego. Bez „replayu” nikt „Trójkolorowego” z boiska, by nie wyrzucił, a na organizatora wylano by wiadro pomyj, a skandal rozdmuchany byłby na cały świat. Przypadków takich jak ten było znacznie więcej. Dlaczego więc jak mantrę powtarzane są słowa, że „futbol jest grą o ludzkim obliczu i błędy piłkarzy, trenerów czy sędziów są wliczone w tę dyscyplinę”?









