Piąta kolejka angielskiej ekstraklasy przyniosła kilka ciekawych rozstrzygnięć. Tottenham nie potrafił pokonać na Wembley Swansea, a wszystko dzięki znakomitej postawie Łukasza Fabiańskiego. Z kolei West Bromwich Albion z Grzegorzem Krychowiakiem zremisował na własnym stadionie z West Ham United. W angielskich mediach Polak był oceniany najwyżej w drużynie. Punkty straciły także: Chelsea, Arsenal i Liverpool.
Niezniszczalny Fabiański ratuje punkt dla Swansea
Bardzo trudne zadanie w sobotnie popołudnie mieli podopieczni Paula Clementa. Rywalizowali z Tottenhamem, z którym od dłuższego czasu na wyjeździe nie potrafili chociażby zremisować (ostatnie sześć meczów to sześć porażek „Łabędzi”). Spotkanie mogło być tym trudniejsze, ponieważ gospodarze kilka dni wcześniej odczarowali „klątwę Wembley”, odnosząc na nim zwycięstwo i to nie z byle kim, bo z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów. Zdecydowanym faworytem tego pojedynku była ekipa Mauricio Pochettino, co potwierdzały kursy wystawione przez bukmacherów. Za zwycięstwo „Kogutów” płacono tylko 1,20 za każdego postawionego funta, natomiast za remis 7 funtów, a za wygraną gości aż 15. Zgodnie z przewidywaniami stroną przeważającą w tym meczu byli gospodarze. Brakowało im jednak typowej dla nich iskry, rozpędu w ataku. W pierwszej połowie grali bardzo statycznie, praktycznie bez ruchu, dzięki czemu defensywa Swansea z Łukaszem Fabiańskim na czele spokojnie broniła remisu. Goście, skupieni na obronie, ograniczali się jedynie do kontr, z których tak naprawdę niewiele wynikało, Lloris nie został ani razu poważnie sprawdzony. W ofensywie widoczny jest brak Gylfiego Sigurdssona, a słabe zawody rozgrywali: Renato Sanches, Sam Clucas i Tom Carroll. Bezbarwna pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
Prawdziwie huraganowe ataki Tottenham zaczął przypuszczać w drugiej części meczu, tutaj Fabiański musiał się niejednokrotnie wspinać na wyżyny swoich umiejętności, by sparować strzał rywali. Pochettino zapewne był zły na swoich podopiecznych, czemu z pewnością dał upust w szatni. Piłkarze „Kogutów” zaczęli biegać dwa razy szybciej, podawać dwa razy dokładniej i uderzać dwa razy częściej. Swansea była totalnie zdominowana w drugiej połowie, utrzymując się przy piłce zaledwie przez 19% czasu gry. Nie zdołała też oddać żadnego celnego strzału. Im mocniej napierał Tottenham, tym głębiej cofali się gracze Swansea. Wydawało się, że w końcu walijski mur pęknie, ale nic z tych rzeczy. Polski bramkarz i jego defensywa dzielnie bronili rezultatu, a jeżeli już dopuszczali do okazji strzeleckich, szczęście się do nich uśmiechało – w idealnej wręcz okazji Harry Kane uderzył w poprzeczkę. W końcówce zrodziła się prawdziwa „obrona Częstochowy” zakończona zwycięskim remisem dla Swansea. Udało im się nie pęknąć pomimo bardzo wielu okazji dla Tottenhamu. Dla „Spurs” był to trzeci mecz w lidze u siebie i w żadnym z nich nie odnieśli wygranej (dwa remisy i porażka), w związku z czym temat „klątwy niewłasnego boiska” wciąż powraca jak mantra. Łukasz Fabiański był ojcem tego sukcesu, pewność w bramce, świetne interwencje i odrobina szczęścia pozwoliły mu na zachowanie czystego konta.













