Z czym wam się kojarzy Panama? Z Kanałem Panamskim? Z „Panama Papers”? Prawdopodobnie nie. Noc z wtorku na środę sprawiła, że Panama kojarzyć się będzie nam, kibicom już tylko z jednym – z futbolem. Powiedzieć, że cały Estadio Rommel Fernandez oszalał – to nic nie powiedzieć. Stadion, na którym rozgrywane było wtorkowe spotkanie, po prostu odleciał. „Los Canaleros” pokonali 2:1 Kostarykę i wyprzedzając na ostatniej prostej Stany Zjednoczone, wywalczyli awans na mistrzostwa świata w Rosji. Awans szczególny, bo pierwszy w historii.
Wydarzyło się coś, co wydarzyć się nie mogło. Porażka 0:4 ze Stanami Zjednoczonymi miała definitywnie przekreślić szanse Panamy na awans. W ostatniej kolejce „Los Canaleros” mierzyli się z będącą w dobrej dyspozycji Kostaryką, podczas gdy Amerykanie w spotkaniu z beznadziejnym Trynidadem i Tobago mieli dopełnić formalności. Jak to jednak w piłce bywa, nic nie poszło zgodnie z planem.
Święto
Prezydent Panamy – Juan Carlos Varela, ogłosił środę 11 października dniem wolnym od pracy. – Głos ludu został usłyszany, świętujcie ten historyczny dla Panamy dzień. Jutro obchodzić będziemy święto narodowe – napisał na swoim Twitterze Varela. Danego słowa dotrzymał, gdyż nazajutrz dzień wolny otrzymali zarówno uczniowie, jak i pracownicy sektorów prywatnego i publicznego. Kraj oszalał na punkcie piłki.
Gol widmo, starsza kobieta wbiegająca na plac gry czy chłopiec do podawania piłek wykopujący futbolówkę w trybuny – to tylko niektóre z wydarzeń wyróżniających wtorkowe spotkanie wśród innych. Podopieczni Hernana Gomeza schodzili do szatni, przegrywając 0:1. Wiele wskazywało na to, że nawet w obliczu porażki Amerykanów, którzy w tamtym momencie przegrywali 0:2, Panamczyków czekają jedynie baraże. Na drugą część meczu podopieczni trenera Gomeza wyszli jednak pełni przekonania i przy, co tu dużo mówić, sporej pomocy sędziów doprowadzili do wyrównania. 88. minuta to drugi gol zdobyty przez bohatera wieczoru Gabriela Torresa – tym razem już w pełni prawidłowy. „Los Canaleros” byli o krok od czegoś wielkiego. Musieli jedynie za wszelką cenę dowieźć do końca prowadzenie oraz liczyć, że w drugim meczu Stanom Zjednoczonym nie uda się wyrównać. Tego wieczoru na żadnym ze stadionów bramki już nie padły, a Estadio Rommel Fernandez eksplodował radością.
Kręta droga
Eliminacje do mistrzostw świata w RPA zakończyły się dla Panamczyków totalną klapą. Porażka z Salwadorem już w rundzie wstępnej bardzo szybko wyeliminowała „Los Canaleros”. Kwalifikacje na kolejny mundial okazały się pierwszym promykiem nadziei. Choć awansować się nie udało, to tym razem obyło się bez kompromitacji. Mało tego, do udziału w barażach zabrakło zaledwie trzech punktów. Punktów, które pechowo zgubione zostały na ostatniej prostej. Futbol w Panamie przeszedł w ostatnich latach długą drogę. Posiadający panamskie korzenie angielski trener Gary Stempel odniósł się do jednego ze spotkań rozgrywanych w 2009 roku:











