Awans do fazy pucharowej francuskiego turnieju przyjęto w naszym kraju z wielką euforią i wszechobecną estymą. Sukces Adama Nawałki pozornie przyćmiewa wszystkie rozdziały polskiej piłki nożnej w XXI wieku. Ale czy na pewno?
Siedem punktów w trzech grupowych spotkaniach to z pewnością najbardziej efektowny popis Polaków na arenie międzynarodowej w ostatnich latach. Pochwalne tweety Rio Ferdinanda, Gary’ego Linekera i Russella Crowe’a były szeroko udostępniane na polskich portalach, pojedyncze opinie zagranicznych portali wsadzano w ramki i wysyłano w głąb internetu jako dowód naszej narodowej siły.
Tylko musimy pamiętać, że obecny format mistrzostw Europy jest podobną furtką do teoretycznie łatwej drogi w eliminacjach Ligi Mistrzów (której nota bene nasze zespoły od kilku lat nie potrafią wykorzystać). Bycie w gronie szesnastu najlepszych drużyn Starego Kontynentu to wciąż ta skala sukcesu, co awans do „staromodnego” Euro 2008.
Mimo remisu z mistrzami świata i dwóch zwycięstw z solidnymi europejskimi markami, jesteśmy odlegli od tytułu dokładnie w takim samym stopniu, jak w ostatnich czempionatach. Nie można w takim razie obecnie umniejszać sukcesów naszej kadry sprzed ośmiu lat. Pewne zwycięstwo w stosunkowo trudnej grupie eliminacyjnej i efektywny futbol prezentowany regularnie w przeciągu półtora roku to tak samo ważne osiągnięcie, jak wyjście z grupy w tym momencie.
Na pewno na odbiór gry „Biało-czerwonych” przez szerszą publikę wpływa korzystniejsza atmosfera wokół drużyny narodowej. Wysokiej jakości materiały z PZPN-owego kanału „Łączy nas piłka” budują ciepły wizerunek podopiecznych Adamy Nawałki, poza tym też sam związek dużo więcej robi, by polepszyć swoją wiarygodność. W tych cieplarnianych warunkach naszej reprezentacji dużo łatwiej osiągnąć upragnione cele niż chociażby cztery lata temu (wspomnijmy aferę biletową). Jednak dopiero wygrany mecz ze Szwajcarią udowodni, że ta ekipa jest na poziomie przewyższającym kadrę Beenhakkera potrafiącą zdobyć cztery punkty z Portugalią w dwóch meczach. A pamiętajmy, że wtedy potomkowie Luzytanów byli świeżo po zdobyciu czwartego miejsca na niemieckim mundialu.
Niezależnie od ostatecznego rezultatu Polaków na francuskim turnieju warto docenić to, co teraz mamy. W XXI w. nie było większej szansy na realny piłkarski sukces w wykonaniu naszych piłkarzy. Trzymam kciuki, by za cztery dni móc napisać o historycznym momencie w historii krajowego sportu.










