Magdeburg był jednym z czołowych klubów NRD, po zjednoczeniu Niemiec szybko popadł w przeciętność i zagroziła mu całkowita marginalizacja. Od kilku lat zespól stara się wrócić do szerszej świadomości, a obecny sezon może być przełomowy.
1. FCM to klub z ogromną tradycją. Przed stadionem stoi pomnik Heinza Krügela, długoletniego trenera, twórcy magdeburskiej potęgi z lat 70. Obecny szkoleniowiec Jens Härtel w wywiadzie dla Kickera mówił – Bez Krügela i jego chłopaków 1. FC Magdeburg nie byłby tym, czym jest teraz. Ta tradycja nas uniosła i naszym obowiązkiem jest ją podtrzymać.
Wspomniane lata 70. to był złoty okres klubu. W tym czasie Magdeburg trzykrotnie sięgał po mistrzostwo kraju, dokładając trzy razy Puchar NRD, który w sumie zdobywał rekordowe siedem razy, dzieląc ten rekord z Dynamem Drezno. Ale najwartościowszy i najważniejszy triumf to Puchar Zdobywców Pucharów w sezonie 1973/1974. Pokonane kolejno NAC Breda, po dramatycznym dwumeczu Banik Ostrawa, Beroe Stara Zagora, Sporting Lizbona i wreszcie w finale w Rotterdamie 2:0 z AC Milan. Nazwiska takie, jak: Sparwasser, Seguin, Zapf czy Pommerenke w dalszym ciągu są znane sympatykom futbolu. Pierwsze i ostatnie europejskie trofeum zdobyte przez wschodnioniemiecki zespól.
Po upadku Muru Berlińskiego
Magdeburg źle zniósł upadek Muru Berlińskiego. W czasach NRD klub organizacyjnie był daleko przed Hansa Rostock, Union Berlin, Energie Cottbus czy Erzgebirge Aue. Potem sytuacja diametralnie się odwróciła i w pewnym momencie 1. FCM musiał zaczynać praktycznie od zera. W ostatnim sezonie wschodniej Oberligi klub zajął dziesiąte miejsce z dwoma punktami straty do szóstego, dającego awans do nowo utworzonej wspólnej 2. Bundesligi. W dodatkowych eliminacjach przepadł z kretesem. Zjednoczona Oberliga – trzeci poziom rozgrywkowy – była ogromnym rozczarowaniem. Drużyna stopniowo zajmowała coraz to niższe miejsca, by wobec reorganizacji rozgrywek w sezonie 1994/1995 wylądować w IV lidze. Frekwencja leciała na łeb na szyję. A mało brakowało, żeby od razu polecieli do V ligi, uratowało ich tylko zwycięstwo w ostatniej kolejce.
Ligowa karuzela w cieniu pucharowej sensacji
Wyciągnięto pewne wnioski, nowym prezydentem klubu został Eckhard Meyer, który miał dalekosiężne plany m.in. awans do Bundesligi w ciągu następnych dziesięciu lat. Pod wodzą nowego trenera, Hansa Dietera Schmidta, mocno swego czasu związanego z Hannoverem 96, a w czasach najnowszych podbijającego Afrykę, Magdeburg awansował do III ligi i choć z problemami, to utrzymał zespół tam aż do 2000 roku. Na decydujący o awansie mecz z FSV Hoyerswerda przyszło aż 10 tysięcy kibiców, co przy średniej 3,5 tysiąca z tamtego sezonu brzmi naprawdę imponująco.
W związku z kolejną reorganizacją zespół spadł ponownie do IV ligi. Ale mimo tego sezon 2000/2001 miał zapisać się złotymi zgłoskami w nowej historii Magdeburga. Raz, że ligę wzięli szturmem, a bilans bramkowy 120:30 nawet jak na taki poziom rozgrywkowy był szokujący, a dwa, że w Pucharze Niemiec 1. FCM był prawdziwą sensacją. Najpierw 5:2 z Köln, potem zwycięstwo po karnych z Bayernem Monachium, o którym pamięta się do dzisiaj i pamiętać się będzie zawsze. Miły jest fakt, że bohaterem tego meczu był Polak – Mirosław Dreszer, bramkarz. Zresztą obejrzyjcie sami.










