Wojciech Kowalski

Skarb kibica ekstraklasy: Zupełnie nowy Górnik Zabrze

Zasłużony klub wraca do najwyższej klasy rozgrywkowej z nowym składem

15 lipca 2017

Poza Zabrzem już nikt nie wierzył, że to się może udać. Nie pomagali statystycy, według których ich szanse wyglądały po prostu marginalnie. A jednak niemożliwe stało się faktem. W absurdalnym wyścigu o uniknięcie awansu do ekstraklasy to Górnik Zabrze został wielkim przegranym, wywalczając promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej. Teraz Marcin Brosz i spółka muszą wypić piwo, które sobie nawarzyli.

A teraz już trochę poważniej. Naszym zdaniem sam powrót Górnika można rozpatrywać tylko w pozytywach. I nie chodzi tu o jakiekolwiek sympatie bądź antypatie. Po prostu cenimy warsztat trenera Brosza, a także pracę, jaką wykonał przez ostatni rok. Zwłaszcza gdy przypomnimy sobie okoliczności, w jakich zabrzanie żegnali się z ekstraklasą. Na szczęście zapomnijcie o tamtym tragicznym zespole, jego już nie ma. W zamian do ligi trafia drużyna odświeżona z wieloma potencjalnymi odkryciami.

 

Przygotowania do sezonu

W pewnym sensie zaczęły się one już… rok temu. Albowiem to właśnie wtedy w klubie podjęto decyzję o zmianie polityki, czego efekty widać dzisiaj. Górnik to obecnie zupełnie inna drużyna od tej, którą kilkanaście miesięcy temu żegnaliśmy bez żalu. Teraz siłę zespołu stanowią głównie młodzi zawodnicy, głodni gry. I to właśnie na nich w dalszym ciągu chce budować przyszłość szkoleniowiec zabrzan. Potwierdzają to zresztą sparingi, w których to trzon pierwszego składu stanowili tacy gracze jak Tomasz Loska (bramkarz), Maciej Ambrosiewicz, Adam Wolniewic oraz Michał Koj uzupełnieni bardziej doświadczonymi kolegami. Efekty wyglądały dość przyzwoicie. Wprawdzie Górnik notował zarówno zwycięstwa, jak i porażki, jednak w trakcie tych spotkań trener Brosz często rotował składem. W tym kontekście zwycięskie pojedynki np. z czeskim zespołem MFK Karvina (4:0) mogą napawać optymizmem.

Okno transferowe

Bardzo spokojne, czemu zresztą trudno się dziwić. Minęły czasy, gdy w Zabrzu szastano pieniędzmi na prawo i lewo. Od roku politykę klubową cechuje stabilizacja i rozsądek. Jej symbolem jest właśnie postać Marcina Brosza, który w trakcie poprzedniego sezonu przeprowadził w kadrze stopniową, lecz gruntowną renowację. W Zabrzu postawiono mocniej na wychowanków uzupełnionych o pojedyncze strzały (np. Igor Angulo). Obecne okienko to kontynuacja tej myśli, klub postanowił zakontraktować uciekiniera z Cracovii Damiana Kądziora, a także Michała Koja i Mateusza Wieteskę. Jeśli zaś chodzi o ubytki, to największymi wydarzeniami były z pewnością transfery Bartosza Kopacza, a także wieloletniego kapitana, Adama Dancha. Reasumując, wielkich rewolucji przy ulicy Roosevelta nie uświadczyliśmy.

Największy atut

Może to dość nietypowy wybór, ale naszym zdaniem najlepszy. Bo jeśli gdzieś szukać w Zabrzu najmocniejszego ogniwa, to właśnie na ławce trenerskiej. Jasne, w składzie beniaminka na przestrzeni sezonu z pewnością napotkamy kilka obiecujących postaci. Zwłaszcza takich, które dopiero wkraczają w ekstraklasową rzeczywistość. Wcale się nie zdziwimy, gdy wśród piłkarzy Górnika znajdziemy również kandydatury do miana odkrycia sezonu. Po cichu jednak sądzimy, że to właśnie pod adresem szkoleniowca będą kierowane największe pochwały.

Brosz wystarczająco udowodnił w trakcie ostatnich sezonów, że to profesjonalista ze skóry i kości (pozdrawiamy trenera Smudę). Szczególnie mocno utkwiła nam wszystkim w pamięci jego ostatnia praca w Kielcach. Chociaż wszyscy przeczuwali, że podejmując tam wyzwanie, Brosz trafił na minę, ten jednak skutecznie się obronił. Jeszcze wcześniej zdołał również awansować z gliwickim beniaminkiem do europejskich pucharów. I chociaż jego drużyny nie grają jakoś porywająco, to jednego trenerowi odmówić nie sposób – świetnego dopasowania taktyki do możliwości zawodników. Wydaje się, że obecny sternik Górnika to najlepszy fachowiec od czasów Adama Nawałki.

Największa niewiadoma

To, co od kilku lat stanowi największe wyzwanie dla każdego beniaminka, czyli przeskok w natężeniu sezonu. Ktoś powie, że to tylko trzy dodatkowe spotkania. Naszym zdaniem to jednak coś więcej. Zerknijmy chociażby na taką Arkę Gdynia lub GKS Bełchatów. W obu przypadkach historia wyglądała podobnie. Po świetnej inauguracji sezonu wiosną każdą z tych ekip spotkał kryzys, który najlepiej obrazował, jak trudno niektórym zespołom przyzwyczaić się do innej intensywności. Szczególnie dla młodych, niedoświadczonych zawodników może to być duża przeszkoda.

Trzy rzeczy, które wydarzą się w tym sezonie

1. Mecze o prestiżowych porach

Zabrze w przeciwieństwie do takiej Sandecji czy Wisły Płock może się pochwalić nie tylko coraz piękniejszym stadionem, ale też masą zagorzałych kibiców. Dla każdej telewizji tak opakowany produkt musi być dużo bardziej atrakcyjny. Dlatego meczów Górnika nie spodziewajmy się w słynny piątek o 18.

2. Dobra organizacja zespołu

Po prostu to, z czego słyną drużyny trenera Brosza.

3. Koguty i dzwonek

Ciekawostka

Nazwa „Torcida”, której używają kibice Górnika Zabrze, została zaczerpnięta od brazylijskich grup kibiców nazywanych torcidas (w języku portugalskim słowo „torcer” oznacza kibicować).

Na kogo postawimy w Fantasy Ekstraklasa?

Trudno wskazać zawodnika, który gwarantuje znakomite liczby. My jednak postawimy na bardzo uniwersalnego i wyróżniającego się w I lidze Rafała Kurzawę. Mamy dziwne przeczucie, że zaliczy on dużo lepszy start aniżeli taki Arkadiusz Reca.

Podsumowanie

Od kilku lat historia beniaminków ekstraklasy układa się dwutorowo. Z jednej strony mamy cudowny początek zakończony walką o utrzymanie. Z drugiej trudny start, względna stabilizacja, a nawet walka o górną ósemkę. Dla drużyny z Zabrza wieszczymy opcję nr dwa.

Komentarze:
Przeczytaj także: