Łukasz Kaczmarek

Serge Aurier – „Młody Gniewny”

Opowieść o piłkarzu, który lubi narozrabiać

30 sierpnia 2017

Kto widział kultowy film „Młodzi Gniewni” z Michelle Pfeiffer w roli głównej, ten pamięta, że jego bohaterami była grupa trudnej w wychowaniu młodzieży, ale, jak się później okazało, także zdolnej, inteligentnej i mającej coś więcej do zaoferowania niż tylko wulgarne wyzwiska rzucane na prawo i lewo. Obrońca Paris Saint Germain oraz reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej buduje sobie podobny wizerunek, tyle że w rzeczywistym, sportowym świecie.

Serge Aurier to jedno z gorętszych nazwisk kończącego się już okienka transferowego. Wiadomo było, że dla PSG raczej już nie zagra, stąd pojawiła się możliwość łatwego sprowadzenia młodego, solidnego piłkarza. Obywatel Wybrzeża Kości Słoniowej najmocniej łączony był z przenosinami do Manchesteru United, nawet na początku sierpnia gazety donosiły o porozumieniu obu stron w sprawie podpisania pięcioletniego kontraktu. Temat jednak ucichł (mam pewną teorię co do przyczyny tego, ale o tym w dalszej części), a w jego miejsce pojawiły się informacje o zainteresowaniu usługami obrońcy przez Tottenham, który w ten sposób chce wypełnić lukę po odejściu Kyle’a Walkera. Aurier wydaje się idealnym następcą Anglika na pozycji prawego obrońcy w zespole prowadzonym przez Pochettino – 24-letni wychowanek Lens to zawodnik dynamiczny o żelaznych płucach, dodatkowo jego cena (PSG zadowoli się ofertą ok. 25 mln euro) sprawia, że to prawdziwa okazja, z której aż żal nie skorzystać. Sęk jednak w tym, że biorąc pod uwagę dotychczasowe wybryki reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej, jego zakontraktowanie może wzbudzić negatywne emocje wśród kibiców. I tu pojawia się problem natury moralnej – z jednej strony to zawodnik, który może dodać jakości drużynie, z drugiej nieobliczalny człowiek, który swoimi słowami i czynami może splamić dobre imię klubu i zyskać sporo przeciwników.

 

Szczerość do bólu czy kreowanie wizerunku?

 

Pierwszy raz Serge dał o sobie znać w marcu 2015 r., kiedy po meczu PSG z Chelsea w Lidze Mistrzów zamieścił filmik na jednym z portali społecznościowych, w których krytykował pracę sędziego Bjorna Kuipersa, nazywając go w dodatku „brudnym sk…em”. Wszystko przez czerwoną kartkę dla Zlatana Ibrahimovicia. Zawodnik został ukarany przez UEFA zawieszeniem na trzy spotkania.

Niecały rok później, w lutym 2016 r., Aurier za pomocą Periscope (aplikacja umożliwiająca przekazywanie nagrań na żywo) zorganizował 45-minutową zabawę dla kibiców w Q&A (Pytanie i Odpowiedź). Fajna inicjatywa, tyle że obrońca w jej trakcie zaczął obrażać swoich kolegów z drużyny oraz trenera. I tak ówczesny szkoleniowiec paryskiego klubu, Laurent Blanc, został nazwany „ci…ą” oraz „pe…łem”, Zlatan, w którego obronie stanął wcześniej, miał uprawiać seks oralny z trenerem, Di Marię nazwał „klaunem”, a o bramkarzu, Salvatore Sirigu, powiedział, że jest już skończony. Na koniec dodał, że jeśli ktoś postawił 1500 euro na wygraną PSG w ostatnim meczu ligowym z Lille (remis 0:0), to z chęcią poda adres Cavaniego, żeby od niego domagać się zwrotu. Każdy przyzna, że niezbyt to koleżeńskie. Bo fakt, nie muszą się wszyscy lubić, ale przecież są profesjonalistami, a co więcej, osobami publicznymi i doskonale Aurier powinien zdawać sobie sprawę, że będzie rozliczany z każdego wypowiedzianego słowa. A kibice, koledzy i internet nigdy mu tego nie zapomną. Za to przewinienie został ukarany zawieszeniem na sześć tygodni i przesunięciem do rezerw, a wyrok wydał sam Blanc. Słowa piłkarza tym bardziej zraniły francuskiego szkoleniowca, ponieważ to właśnie on sprowadzał go do Paryża. – Takie oto podziękowanie otrzymałem – tymi słowami skomentował całe zajście. Dodatkowo klub nakazał obrońcy zapłacenie 160 tys. euro kary.

I tutaj wracam do tematu transferu Auriera do „Czerwonych Diabłów”. Jednym z obrażanych zawodników jest przecież Ibrahimović, który niedawno podpisał nową umowę z klubem z Old Trafford. Być może, ale podkreślam, że są to tylko moje domysły, Szwed nie chciał ponownie grać w klubie z facetem, który w ten sposób wypowiadał się o nim w sieci. I może nie tylko Zlatan, bo kto by chciał dzielić szatnię z człowiekiem, który może cię później obrzucić błotem? Atmosfera wewnątrz zespołu musi być pozytywna, tak buduje się sukces, a ostatnio w Paryżu nie było z tym za dobrze i to nie tylko za sprawą prawego obrońcy (afera z kretem oraz wykluczenie i krytyka Grzegorza Krychowiaka).

Poza tym należy pamiętać, że rasistowskie i homofobiczne obelgi są wyjątkowo mocno uderzające w kibiców. Bo jak ma się czuć człowiek innego koloru skóry, innego wyznania czy odmiennej orientacji, kiedy przychodzi na stadion dopingować drużynę, której barwy reprezentuje piłkarz publicznie obrażający jego uczucia? Ktoś taki nie założy koszulki z herbem klubu, który zatrudniając takiego piłkarza, automatycznie akceptuje jego postępowanie.

Nasuwa się jeszcze pytanie, z czego wynika takie zachowanie – czy z braku poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności i wręcz głupoty, czy może w myśl zasady „mogą mówić źle, byleby mówili” i robienia sztucznego szumu wokół swojej osoby? Jeśli to pierwsze, to istnieje nadzieja na poprawę. Jeśli to drugie, to Aurier może się przeliczyć, a takie działania – tylko mu zaszkodzić, a nie pomóc. Jak w filmie „Młodzi Gniewni” – jedni wyszli na prostą, inni, niestety, zginęli. Wybór w dużej mierze należał do nich.

 

Skazany

 

Na kolejny wyskok obywatela Wybrzeża Kości Słoniowej nie trzeba było długo czekać. W maju tego samego roku, nocą, został zatrzymany do kontroli przez policję w trakcie powrotu samochodem z jednego z paryskich klubów. Aurier najpierw obraził funkcjonariusza, a następnie zaatakował, wymierzając cios w gardło policjanta. Tym razem trafił do aresztu, a cała sprawa skończyła się w sądzie wyrokiem skazującym piłkarza na dwa miesiące więzienia w zawieszeniu. Zawodnik odwołał się od decyzji sądu i złożył apelację. Wciąż czeka na ostateczny finał historii.

Mimo tego, że wyrok jest zawieszony i przez apelację nie można mówić o jego winie, a jedynie o domniemaniu takiej, obrońca PSG nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii, kiedy jego drużyna znów wybierała się do Londynu na mecz Ligi Mistrzów, tym razem z Arsenalem. Zgodnie z prawem każda osoba spoza Unii Europejskiej, która została skazana, może nie dostać zgody na wjazd do danego kraju i w związku z tym przepisem została cofnięta wiza zawodnika. Zresztą nie ma jej do dziś, dlatego ewentualny transfer do Tottenhamu czy innego angielskiego klubu będzie wymagał również wyjaśnienia sprawy z policjantem.

Było jeszcze kilka drobniejszych wykroczeń, jak chociażby sytuacja z marca tego roku podczas meczu Ligue 1 z Lorient, kiedy wezwany do rozgrzewki Aurier nie mógł do niej przystąpić, ponieważ pod dresem nie miał założonego stroju meczowego… Upłynęło dziesięć minut, zanim ktoś przyniósł mu koszulkę oraz spodenki i dopiero wtedy zawodnik wstał z ławki. Zresztą rozrabia nie tylko w klubie. FIFA wszczęła śledztwo w sprawie gestu podcinania gardła, który Aurier wykonał podczas meczu Wybrzeża Kości Słoniowej i Mali. Nie zostały jednak nałożone na niego żadne sankcje. Warto dodać, że w tym samym spotkaniu obrońca uratował życie piłkarzowi rywali, Moussie Doumbii, gdy ten zaczął krztusić się własnym językiem.

 

Dobro klubu ponad wszystko

 

Tottenham, czy każda inna drużyna, która będzie chciała sprowadzić Auriera, zastanowi się pewnie kilka razy, zanim złoży podpis pod umową. Niewykluczone, iż dojdzie do tego tylko wówczas, gdy piłkarz zapewni w niej o mocnym postanowieniu poprawy i że zgodzi się na ewentualne konsekwencje swoich kolejnych wybryków. Znamy przykłady chociażby Mario Balotellego czy Luisa Suareza, w przypadku których takie właśnie zapiski w kontraktach oraz niewątpliwie świadomość tego, że przez swoje zachowanie mogą pogrzebać kariery, wszystkim wyszły na dobre. Sęk w tym, żeby 24-latek zrozumiał to, że tylko skruchą i ciężką pracą może zamazać swój negatywny wizerunek, a jakikolwiek klub, który zdecyduje się go zatrudnić, musi zadbać o to, by nikt z kibiców nie czuł się nieswojo, zakładając trykot z nazwiskiem Aurier.

Komentarze:
Przeczytaj także: