Paweł Łopienski

Radosław Majewski w Lechu – przystanek czy transfer na lata?

30-letni piłkarz w dobrym stylu wrócił do ekstraklasy

03 kwietnia 2017

Kiedy w 2009 roku został wypożyczony do Nottingham Forest, spekulowano, że szybko wróci do Polski. W Anglii został jednak na dłużej. W pierwszych sezonach stanowił o sile ofensywnej swojego zespołu. Potem jednak coś się posypało. Po ośmiu latach wrócił do ekstraklasy. Wydawało się, że po powrocie automatycznie zostanie gwiazdą na polskich boiskach. Początek sezonu miał słaby, lecz 2017 rok zaczął wyśmienicie. Czy można powiedzieć, że obecnie „Maja” jest crackiem ekstraklasy?

To wychowanek Znicza Pruszków, w którym występował w latach 2002–2006. Na początku 2007 roku przeszedł do Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Grał na tyle dobrze, że jako 21-latek zadebiutował w reprezentacji Polski. Z klubem odnosił sukcesy w Pucharze Polski, zdobywając go w 2007 roku. Może się również pochwalić dwukrotnym triumfem w Pucharze Ekstraklasy. Latem nastąpiła fuzja Grodziska z Polonią Warszawa i tym samym Radosław wylądował w zespole ze stolicy Polski. W drużynie „Czarnych Koszul” spisywał się dużo poniżej oczekiwań, dlatego latem 2009 roku trafił na wypożyczenie do Nottigham Forest.

Kadra narodowa

W reprezentacji zadebiutował 15 grudnia 2007 roku podczas wygranego 1:0 meczu towarzyskiego z Bośnią i Hercegowiną. Wszedł z ławki rezerwowych w wygranych spotkaniach z Finlandią, Estonią, zremisowanym pojedynku z Macedonią oraz przegranym z Ukrainą. Jak prędko udało mu się zadebiutować w kadrze, tak szybko nagrabił sobie u selekcjonera, jak i opinii publicznej. Bo to właśnie po rywalizacji z Ukrainą Radosław nie mógł odmówić starszym kolegom, którzy w drugim hotelu urządzili sobie balowanie. 21 sierpnia 2008 roku został wraz z Dariuszem Dudką i Arturem Borucem zawieszony na czas nieokreślony w prawach reprezentanta Polski. Kara odbiła się szerokim echem. – Nigdy nie byłem tak popularny jak wtedy, gdy wyrzucono mnie z kadry za picie – przyznał Majewski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Media wydzwaniały do niego z prośbą o wywiad. Dziś przyznaje, że „musiałby być debilem”, żeby powtórzyć swoje zachowanie podczas zgrupowania.

Do reprezentacji wrócił 18 listopada 2009 roku w wygranym 1:0 meczu towarzyskim z Kanadą. Wtedy to kadra Franciszka Smudy była w trakcie przygotowań do Euro organizowanego w naszym kraju. W marcu następnego roku po raz pierwszy w swojej reprezentacyjnej karierze znalazł się w podstawowej jedenastce. Polacy wygrali wówczas z Bułgarią 2:0, a Radosław po pierwszej połowie został zdjęty z boiska. Po tym wszedł w mały konflikt z selekcjonerem, któremu zarzucał, że powoływał i wpuszczał go zbyt rzadko na murawę. W listopadzie tego samego roku wszedł na ostatnie dziewięć minut spotkania z Ekwadorem. Na Euro nie pojechał, a na kolejne powołanie musiał czekać aż do 2013 roku. Wtedy to Waldemar Fornalik wystawił go w pierwszej jedenastce na starcie z Ukrainą z nadzieją, że będzie objawieniem ofensywy Polaków. Mecz zakończył się dotkliwą porażką 1:3 i było to, jak do tej pory, ostatnie spotkanie Radosława Majewskiego w kadrze.

Transfer do Grecji

Wiele osób nie wróżyło Radosławowi kariery w Anglii. Sądzili, że Championship to dla niego za wysokie progi i od razu po zakończeniu wypożyczenia wróci na polskie boiska. Mylili się. Pierwsze dwa sezony w wykonaniu Majewskiego były bardzo udane. Wychodził w pierwszych jedenastkach, ba, stanowił o sile ofensywnej Nottingham Forest. Drużyna pod wodzą Billy’ego Daviesa osiągała dobre wyniki, zajmując w sezonie 2009/2010 trzecie miejsce w Championship, w następnym plasując się na szóstej pozycji. Niestety jakiś czas później z klubu odszedł trener, a w jego miejsce przyszli nowi, którzy nie widzieli w Majewskim osoby, od której zaczynaliby ustalanie podstawowej jedenastki. Z każdym rokiem wartość Polaka spadała, a sam Majewski na tle swojej drużyny stał się dosyć przeciętnym piłkarzem. Nie miał już takiej regularności jak w pierwszych sezonach. Zazwyczaj po kilku dobrych meczach przychodziły kolejne, w których nie było go widać na boisku. Taki okres miał na przykład w 2013 roku po podpisaniu nowego kontraktu, gdy jego znakomitą dyspozycję zauważył Waldemar Fornalik.

Po pięciu sezonach w Nottingham Forest przeniósł się do Huddersfield. Sprowadzano go, aby był jedną z największych gwiazd zespołu, jednak transfer okazał się kompletnym niewypałem. „Maja” miał sporego pecha. Tydzień po podpisaniu kontraktu zwolniono trenera, który miał na niego stawiać. W konsekwencji Radosław często siedział na trybunach, a do tego doszły również problemy rodzinne. Kontrakt miał ważny do czerwca 2016, jednak rok wcześniej postanowił zmienić klub. Miał oferty z angielskiej League One, ze szkockiej Premier League, ostatecznie zaskoczył wszystkich, przyjmując ofertę AS Verii – czternastego zespołu dopiero zakończonego sezonu greckiej ligi. Jak twierdzi, warunki do gry i organizacja były mizerne (Radosław porównywał je do tych, które miał w Zniczu Pruszków) i już pierwszego dnia po podpisaniu kontraktu zastanawiał się nad zmianą otoczenia. Ostatecznie został, przekonując siebie, że to właśnie w tym miejscu będzie w stanie wrócić do dobrej dyspozycji. W sezonie 2015/2016 zagrał w 33 meczach, strzelił cztery bramki oraz czterokrotnie asystował przy golach kolegów z drużyny.

Powrót do Polski

Po sezonie pewne było, że „Maja” znowu trafi do innego klubu. Już w zimowym okienku transferowym interesowały się nim kluby z ekstraklasy. Przymierzany był między innymi do Legii Warszawa, Jagiellonii Białystok czy Lechii Gdańsk. Ostatecznie pół roku później podpisał kontrakt z Lechem Poznań. – Zdecydowałem się na powrót, bo trafiłem do fajnego miasta, na fajny stadion, zainteresowanie kibiców jest duże, a drużyna ma wysokie cele – mówił po przyjeździe do Polski. W „Kolejorzu” znalazł się w odpowiednim momencie – z klubu odszedł Karol Linetty i zespół potrzebował jego następcy. Nie mógł odnaleźć się w drużynie Jana Urbana. Liczby również miał słabe. Do końca rundy jesiennej nie strzelił żadnego gola, zaliczając zaledwie dwie asysty. Jednak będąc przy piłce, zawsze wiedział, co z nią zrobić. Brakowało więc jakości, która miała przyjść jakiś czas później. Nenad Bjelica pracował nad Radosławem przez długi czas, aż w końcu forma przyszła na początku 2017 roku.

W siedmiu spotkaniach strzelił trzy gole i trzy razy asystował. Gdy jesienią nie potrafił się wstrzelić, nadrabiał zaangażowaniem na boisku. Teraz doszła przede wszystkim efektywność i pewność siebie. Czasem dziwi nas, że z taką nonszalancją potrafi przechodzić kolejnych rywali. Nie ma wątpliwości, że jest pewnym elementem układanki nowego trenera „Kolejorza”. Kibice z Poznania liczą, że piłkarz utrzyma swoją formę do końca sezonu i zostanie na kolejne lata. Jednak mimo wieku 30-latek liczy jeszcze na transfer do dobrego klubu. I nie, nie jest to żart. Radosław najpierw musi ustabilizować dyspozycję, aby po jednym dobrym meczu przychodziły kolejne. Jak na razie jest na dobrej drodze do zostania „crackiem” naszej ekstraklasy. Śmiało może konkurować z takimi zawodnikami jak Konstantin Vassiljev, Vadis Odjidja-Ofoe czy Miroslav Radović. A jeśli już wygra z nimi na przykład w klasyfikacji kanadyjskiej, to kto wie, czy nie doczeka się upragnionego transferu do dobrego, europejskiego klubu.

Komentarze:
Przeczytaj także: