Łukasz Kaczmarek

Powrót terminatora ze Szwecji

Zlatan Ibrahimović związał się nową umową z Manchesterem United

26 sierpnia 2017

Wczoraj, dokładnie o godzinie 15:10, na swoim koncie na Twitterze Ibrahimović umieścił ciekawą grafikę. Jest na niej on sam w białej szacie, bije od niego niebiańska światłość i jakby tego było mało, siłuje się na rękę z samym diabłem. Pod spodem opis „zjednoczyłem to” („I UNITED it”) i link do oficjalnego konta Manchesteru United. W ten sposób Szwed ogłosił całemu światu, że wraca na Old Trafford.

„Ibrakadabra”

Zlatan od zawsze znany był z dużej pewności siebie, żeby nie powiedzieć, z zarozumialstwa i pychy. Już jako młody zawodnik powtarzał swoim kolegom, że będzie najlepszym piłkarzem na świecie, później, w trakcie seniorskiej kariery, często lubił podkreślać, że wszystko, co osiągają kluby, w których gra, zawdzięczają właśnie szwedzkiemu napastnikowi. Jakże to odmienne od standardowej postawy sportowców, którzy zawsze raczej skromnie zwracają uwagę na dużą rolę kolegów, trenera, otoczenia, kibiców czy rodziny. Zlatan mówił inaczej, otwarcie stwierdzał, że jest najlepszy. I miał ku temu powody, bowiem gdziekolwiek się nie pojawił, wszystko, czego dotykał, zamieniał w złoto. Każdy klub, do którego przechodził, zdobywał kolejne trofea. Łącznie ma na swoim koncie, zanim dołączył do „Czerwonych Diabłów” po raz pierwszy, 13 tytułów mistrza kraju (Holandii, Włoch, Hiszpanii, Francji, z czego dwa scudetto zdobyte z Juventusem anulowano po aferze Calciopoli), do tego Puchary Holandii i Francji (dwa), trzy Puchary Ligi Francuskiej, Superpuchar Holandii, trzy Superpuchary Włoch, Superpuchar Hiszpanii, trzy Superpuchary Francji, jeden Superpuchar Europy oraz klubowe mistrzostwo świata (oba ostatnie w barwach Barcelony). Uff, całkiem sporo, sami przyznacie.

Jedyne, czego brakuje Ibrahimoviciowi, to Liga Mistrzów oraz przynajmniej podium w plebiscycie France Football na najlepszego piłkarza globu. Dzięki swoim osiągnięciom i umiejętnościom strzelania bramek (często też nieprzeciętnej urody) zyskał przydomek „Ibrakadabra”. Działacze Manchesteru United, wciąż niemogącego się otrząsnąć po odejściu sir Alexa Fergusona, potrzebowali piłkarza, który ma w genach zdobywanie trofeów i pomoże zespołowi powrócić do najlepszych lat. Razem z przychodzącym na Old Trafford portugalskim trenerem, Jose Mourinho, kolejnym specem od wygrywania, z którym znali się ze współpracy w Interze Mediolan, wydawało się, że tylko kwestią czasu będzie, kiedy United zaczną z powrotem zapełniać gabloty swojego klubowego muzeum kolejnymi pucharami.

„Ibra” rusza na podbój Anglii

Byli oczywiście tacy, którzy nie wierzyli w Szweda. Mówiono o jego wieku, że to już za późno na podbój Premier League, że to nie Francja, tylko najsilniejsza liga świata i nawet takiemu zawodnikowi jak „Ibra” nie będzie tak łatwo strzelać bramki. Ale już w swoim oficjalnym debiucie w czerwonej koszulce Zlatan zdobywa trofeum i na dodatek strzela gola. 7 sierpnia 2016 r. United pokonują w meczu o Tarczę Wspólnoty ówczesnego mistrza Anglii, Leicester City, 2:1, a zwycięską bramkę strzela nie kto inny, jak właśnie Ibrahimović. Później bywało różnie z Manchesterem, zespół zgrywał się, uczył taktyki Mourinho, tracił dużo punktów w lidze, w Lidze Europy dobre występy przeplatał bezbarwnymi. Zlatan jednak strzelał i asystował, nieraz ratując drużynę z Old Trafford. Był niekwestionowanym liderem w szatni i na boisku. Często podkreślali to jego młodsi koledzy, mówili o roli, jaką odgrywa w tworzeniu atmosfery w zespole.

20 kwietnia 2016 r., tuż przed rozpoczęciem dogrywki w ćwierćfinałowym starciu w Lidze Europy z Anderlechtem Bruksela, Zlatan doznał makabrycznie wyglądającej kontuzji zerwania obydwu więzadeł w prawym kolanie. Prorokowano, że dla 34-letniego napastnika może to oznaczać zakończenie kariery. Chociaż klub chciał przedłużyć wygasający z końcem sezonu kontrakt z piłkarzem, sam Zlatan odpowiedział, że nie wyobraża sobie otrzymywać pensję, nie mogąc zagwarantować, kiedy i czy w ogóle powróci na boisko. United uszanowali jego decyzję, jednocześnie włączając się w pomoc przy rekonwalescencji Szweda. Rozpoczął się czas oczekiwania na odpowiedź, co dalej.

 

Zlatan nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki, to rzeka drugi raz przepływa przez Zlatana

W ogólnym rozrachunku sezon dla United skończył się w miarę pomyślnie – oprócz Tarczy Wspólnoty wywalczyli Puchar Ligi Angielskiej i Ligę Europy. Zwłaszcza to ostatnie trofeum ucieszyło piłkarzy i kibiców. Po pierwsze, gwarantowało grę w fazie grupowej Ligi Mistrzów w następnym sezonie, czego nie udało się wywalczyć w lidze, gdzie zespół zajął szóstą lokatę. Po drugie, było to pierwsze od 2008 r. trofeum międzynarodowe i pierwsze w dorobku Zlatana (wartości pucharowi dodawał fakt, że finałowy mecz odbył się w rodzinnej miejscowości Szweda, w Malmoe). Z dniem 30 czerwca kontrakt napastnika z „Czerwonymi Diabłami” wygasł. Zaczęły się rodzić plotki na temat przyszłości zawodnika – mówiło się o przeprowadzce za ocean i grze w MLS, pojawić się miała też oferta powrotu na San Siro i dołączenia do AC Milan. Mourinho, pytany o sytuację Zlatana, odpowiadał, że wszystko jest otwarte i z chęcią widziałby go znów w swoim zespole. Ale tymczasem został sprowadzony 25-letni Romelu Lukaku, który na dodatek przejął „dziewiątkę” na koszulce (oficjalnie jednak zapytał Ibrahimovicia, czy ten nie ma nic przeciwko, szacunek). Rehabilitacja Szweda przebiegała nad wyraz dobrze, wręcz łatwość w dochodzeniu do siebie piłkarza wzbudzała podziw w prowadzących go lekarzach i kibicach na całym świecie. W końcu „Ibrakadabra” rozwiał wszelkie wątpliwości i ogłosił, że wraca, by dokończyć to, co zaczął rok wcześniej. Zapewnia, że będzie jeszcze lepszy, że zobaczymy lepszą wersję Zlatana. Jakie to ma znaczenie dla Manchesteru United?

Piłkarz z umiejętnościami i taką mentalnością, jaką ma szwedzki napastnik, to niewątpliwie wzmocnienie, dokądkolwiek by się nie udał. Mając w odwodzie na ławce takiego zmiennika, już się tak nie drży o każde starcie swojej podstawowej „dziewiątki”. Ale zaraz… Zlatan jako zmiennik i to bez grymaszenia? No tego jeszcze nie grali. Pytanie bowiem teraz, w jakiej roli powróci. Wiadomo, od razu po kontuzji może nie wskoczyć do wyjściowej jedenastki, ale czy pogodzi się z rolą drugoplanową? To są niestety te przypadki, kiedy wyraźnie ukazują się dwie strony medalu. Paul Merson, były angielski piłkarz m.in. Arsenalu, a obecnie komentator sportowy, stwierdził, że powrót „Ibry” jedynie zaszkodzi „Czerwonym Diabłom” i doprowadzi do konfliktów w szatni. Pozostaje jedynie nadzieja, że obie strony dokładnie przemyślały podpisanie kontraktu i podejdą do sprawy profesjonalnie i uczciwie.

Początek sezonu jak na razie United mają obiecujący, zawodnicy wyglądają na zgranych i zadowolonych (może oprócz Martiala, ale i ten w końcu ostatnio się rozchmurzył, kiedy strzelił kolejnego gola, wchodząc z ławki), szkoda by było wprowadzać teraz niepokój i niepewność w składzie. Być może Zlatan pogodzi się z rolą doświadczonego jokera, może poświęci się, chowając dumę do kieszeni i pomoże dalej tworzyć dobrą atmosferę wokół Old Trafford. Grający zazwyczaj na wielu frontach Manchester i tak będzie miał wiele możliwości w rotowaniu zawodnikami i Szwed wystarczająco nasyci się minutami spędzonymi na murawie. Ale co, jeśli Mourinho będzie chciał wkomponować Zlatana w obecny podstawowy zespół?

 

Odpowiednia taktyka

Będą ofiary, to nieuniknione. Najprostsze rozwiązanie to zmiana napastnik za napastnika. Ale czy pozyskiwano by Lukaku po to, żeby zapełnił lukę jedynie do powrotu Ibrahimovicia? Raczej nie. Więc dwójką w ataku? Na tym ucierpią w pierwszej kolejności Rashford i Martial. Grając w systemie 4-4-2, w pomocy pewni swojego miejsca mogą być Pogba, Mkhitaryan, Matić i raczej Ander Herrera, zabrakłoby miejsca dla dwójki ofensywnych graczy na obu flankach. Do głowy wpada mi jeszcze jedna opcja – ze Zlatanem operującym tuż za Lukaku i dwójką typowych skrzydłowych. Przejął numer „10” na koszulce po Rooneyu, który przecież sam przeszedł taką drogę – od napastnika na szpicy do ofensywnego pomocnika ustawiającego się tuż za plecami snajpera. Być może jest to rozwiązanie, ale wtedy co z Mkhitaryanem czy Pogbą, nie wspominając o Juanie Macie, który spadłby jeszcze niżej w hierarchii. Chyba że United przechodziliby płynnie z ustawienia 4-4-2 na 4-4-1-1 z Ormianinem i Francuzem na bokach. Wiadomo, opcji jest wiele, tym bardziej kiedy masz do dyspozycji świetnych i uniwersalnych zawodników mogących grać na kilku pozycjach. W obecnej sytuacji nie można jeszcze mówić o bogactwie w United, ale o dobrobycie już z całą pewnością. Grunt tylko, żeby nie przedobrzyć i wszystko odpowiednio wyważyć. Poza tym, jak mówi stare piłkarskie powiedzenie, zwycięskiego składu się nie zmienia, a obecny na razie radzi sobie nieźle.

Mam nadzieję, że powrót terminatora ze Szwecji nie skrzywdzi piłkarzy, którzy odgrywają teraz w United kluczowe role, a tylko skorzystają oni na jego doświadczeniu i talencie. Pamiętam, że kiedy Zlatan przechodził do „Czerwonych Diabłów”, inny pyszałek i buntownik, Eric Cantona, zapowiedział, że król Old Trafford może być tylko jeden. „Ibra” w swoim stylu odpowiedział, że Cantona może być królem, ale on zostanie bogiem. Sytuacja doskonale charakteryzująca osobowość Szweda, do której być może sam nawiązuje w opisywanym na początku artykułu tweecie – bóg „Ibra” barujący się z diabłem Manchesteru. Teraz czas na to, żeby ów uścisk okazał się pojednawczy, nie wrogi, i żeby „Ibrakadabra” w dobrej wierze użył swoich magicznych zdolności. Wtedy, być może, słowa skierowane do Cantony okażą się prorocze.

 

 

Komentarze:
Przeczytaj także: