Jakub Najwer

Pochettino tworzy potęgę, która może podbić Anglię

„Koguty” pod wodzą Argetyńczyka ciągle się rozwijają

06 lipca 2017

Kiedy Mauricio Pochettino obejmował Tottenham Hotspur, media i kibice spodziewali się rewolucji, jakichś wielkich zmian kadrowych w klubie „na już”. Jednak były menedżer Southamptonu jest bardzo inteligentną osobą i w jego wypadku od razu mieliśmy tylko jedną zmianę: pojawiła się stabilizacja posady trenera. Skończyło się gwałtowne wyrzucanie szkoleniowców, a sam Pochettino mógł rozpocząć wprowadzanie swojego długoletniego projektu. Jak Argentyńczyk stworzył potwora, który powoli zjada Premier League?

Aby stworzyć coś wielkiego w piłce, potrzebny jest czas. Oczywiście, zdarzają się jednorazowe wybryki takie jak mistrzostwo Anglii zdobyte przez zespół, który ledwo się utrzymał rok wcześniej,   ale to tylko taki piłkarski przypadek. Bo gdzie był ten mistrz sezon później? W zaciętej walce o utrzymanie.

Pochettino dostał możliwość zbudowania czegoś po swojemu i teraz zbiera owoce swojej pracy. On jest szczęśliwy, liga zyskała świetnie grającą drużynę, a kibice są wniebowzięci.

Trudne początki

Sang Tan

Rok poprzedzający przeprowadzkę do Tottenhamu Pochettino miał bardzo dobry, z wiecznie osłabianym i pozbawianym największych gwiazd Southamptonem zajął 8. miejsce i otarł się o europejskie puchary. Nie bez powodu pojawiła się oferta od znacznie większego i bogatszego klubu, Tottenhamu Hotspur.

Pierwszym sezonem na White Hart Lane dla Pochettino były rozgrywki Premier League 2014/2015. Kiedy obejmował on drużynę „Spurs”, wiele osób oczekiwało od niego od razu awansu do Ligi Mistrzów lub nawet włączenia się do walki o mistrzostwo Anglii. Niestety, realia okazały się nieco bardziej brutalne i to wszystko nie mogło być takie proste. Argentyńczyk objął szósty zespół sezonu 2013/2014 i tylko niepoprawny optymista mógłby spodziewać się tego, że nagle w pół roku powstanie maszynka do wygrywania każdego spotkania w lidze.

Rozgrywki bezapelacyjnie wygrała wtedy Chelsea z przewagą aż ośmiu punktów nad drugim w tabeli Manchesterem City. Był to zdecydowanie sezon „The Blues” i nikt nie przeszkodził im w zdobyciu mistrzowskiego tytułu. Z innych wartych odnotowania spraw to Arsenal nie był czwarty jak sezon wcześniej, lecz trzeci. Ulubione miejsce „Kanonierów” zajął Manchester United.

„Spurs” w pierwszym sezonie pracy Mauricio Pochettino nie zdołali zakwalifikować się do Ligi Mistrzów

 

Co z Tottenhamem Pochettino? Trudny początek, tak można to nazwać. Zespół grał nierówno, potrafił wygrać z najlepszymi drużynami w lidze, ale i przegrać z tymi najgorszymi. Wszystko to złożyło się na piąte miejsce i sześć punktów straty do pozycji dającej awans do najbardziej elitarnych rozgrywek klubowych świata – Ligi Mistrzów. Były to jednak złe miłego początki…

To się dopiero zaczynało

Pierwszy sezon był takim przetarciem dla Pochettino. On poznał zawodników, zawodnicy poznali jego styl i wymagania. Już w kolejnym można było oczekiwać czegoś więcej, może awansu do Ligi Mistrzów? To wydawało się dość możliwe już przed samym sezonem, jednak same rozgrywki 2015/2016 dały nam coś niezwykłego. Poznaliśmy dwie nowe ekipy. Nowego mistrza Anglii, którym został… Został zespół, który cudem się utrzymał w Premier League Leicester City po niesamowitych rozgrywkach, ale również najpiękniej i najbardziej efektownie grającą ekipę. Tak, mowa o Tottenhamie Pochettino.

Po piątym miejscu rok wcześniej o dziwo nikt nie zamierzał zwalniać Argentyńczyka, wręcz przeciwnie, dostał on wolną rękę w prowadzeniu klubu. I tym samym na White Hart Lane zawitało kilku nowych klasowych zawodników, takich jak Toby Aldeiweireld z Atletico Madryt czy Son z Leverkusen. Jak się później okazało, były to prawdziwe strzały w dziesiątkę, Belg wyrósł na topowego stopera ligi, a Son okazał się w pierwszym sezonie bardzo cennym zmiennikiem.

Harry Kane w sezonie 2015/2016 miał udział przy 27 bramkach „Kogutów”, a dwudziestoletni wtedy Dele Alli zanotował dziesięć bramek i dziewięć asyst.

Przejdźmy jednak do samych rozgrywek. Niesamowicie sezon zaczęło Leicester City, lecz nikt nie spodziewał się, że „Lisy” zbliżą się do środka tabeli, a co dopiero do mistrzowskiego tytułu. Jednak jak się później okazało, nie była to chwilowa, ale całosezonowa fala. Jak wyglądał Tottenham? O wiele lepiej od Leicester, o wiele lepiej od… całej ligi. „Spurs” grali bardzo efektownie, ale przy tym również skutecznie. Już wtedy doskonale rozumieli się Harry Kane i Dele Alli, wielka dwójka z Tottenhamu. Kane potrafił wygrać w pojedynkę wiele meczów, co dało mu w późniejszym rozrachunku koronę króla strzelców Premier League. Maszyna się rozpędzała i z każdym kolejnym meczem wyglądała lepiej. Wszystko szlo w dobrym kierunku.

Plan Pochettino zaczął działać, Tottenham w tamtym sezonie był prawdziwym postrachem dla ligowych rywali, ale niestety nie ustrzegł się błędów. Kilka niepotrzebnych strat punktów poskutkowało na koniec brakiem nie tylko mistrzostwa, ale i drugiego miejsca w lidze. Warto tutaj dodać, że nie było lepszej szansy na zakończenie sezonu przed odwiecznym rywalem, Arsenalem. Tottenham nie potrafił go wyprzedzić w lidze od 20 lat, ale i tym razem się nie udało. „Kanonierzy” wyprzedzili go w ostatniej kolejce, kiedy sami wygrali swoje spotkanie, a „Spurs” przegrali 1:5 ze… zdegradowanym już Newcastle. Dziwna sytuacja, ale tak naprawdę nie zmieniła nic. Awans do Ligi Mistrzów i opinie najładniej i najlepiej grającej drużyny w sezonie pozostały. Leicester mistrzem, Arsenal drugi, Tottenham trzeci.

Sezon 2016/2017 – co miał Tottenham Hotspur, czego nie miał Arsenal?

Na to pytanie nasuwa się tylko jedna odpowiedź. Drużyna – to właśnie różniło „Kanonierów” od „Kogutów”. Tottenham ma wielką drużynę, a Arsenal wielką postać – Alexisa Sancheza. W zakończonym niedawno sezonie prym wiodła Chelsea, od początku do końca nie pozostawiając złudzeń, kto zgarnie mistrzowski tytuł. Jednak można pokusić się o stwierdzenie, że kolejny raz to Tottenham grał najładniejszą piłkę w Anglii. Nieustannie siedział na ogonie „The Blues”, skutecznie wywierając na nich presję, ostatecznie skończyło się na wicemistrzostwie.

Kiedy jakiś klub ma tylko indywidualności, może wygrać mecz. Jednak mistrzami zostają ci, którzy najlepiej współpracują.

Sezon ten przyniósł również inne ciekawe rozstrzygnięcia. Po 21 latach Tottenham objął prym w północnej części Londynu, wyprzedzając tym samym Arsenal. Jak to się stało? Otóż do tego musiało dość z jednego bardzo istotnego powodu, Arsenal z sezonu na sezon gra coraz słabiej, a Tottenham niesamowicie się rozwija. Przy takiej dysproporcji zmiana króla panującego w tej części miasta była nieunikniona. Tym bardziej że Tottenham miał w poprzednim roku swoich ludzi, którzy rozegrali kolejny niesamowity sezon.

Tottenhamhotspur.com

Kto tworzył sukces „Spurs”? Nie można tutaj wyróżnić jednej postaci, tak jak w przypadku „Kanonierów”. W Tottenhamie prym wiódł na pewno atak: Harry Kane, Son, Erksen i Dele Alli. Snajper „Kogutów” drugi raz z rzędu został królem strzelców Premier League, notując tym razem fantastyczny wynik – 29 bramek i siedem asyst. Koreańczyk Son nie grał równo, lecz jego pojedyncze fantastyczne mecze poskutkowały tym, że stał się on postrachem jednej z najpopularniejszych gier piłkarskich. Każdy, kto miał jego „specjalne wersje” w składzie, miał jakieś 50% więcej szans na wygranie meczu. Ale to taka mała dygresja, reprezentant Korei rozegrał dobry sezon, w którym zdobył 14 bramek i zanotował sześć asyst. Do wielkiej czwórki należał również reprezentant Danii Christian Eriksen. Obok Allego drugi najlepszy rozgrywający w lidze, przy tym fenomenalnie bijący stałe fragmenty gry. Statystyki z poprzedniego sezonu: osiem bramek i aż piętnaście asyst.

Najlepszy piłkarz młodego pokolenia Premier League: Dele Alli. To niesamowite, jak szybko rozwija się ten zawodnik, dwa lata po transferze z MK DONS Anglik zalicza sezon z fenomenalnymi liczbami środkowego pomocnika ofensywnego: 18 bramek i siedem asyst. Takiego zawodnika Arsenalowi zabrakło, kreatywny, z doskonałym dryblingiem i przeglądem pola i niezwykłą umiejętnością rozgrywania. Można się dziwić takiej opinii, bo przecież u Wengera jest ktoś taki jak Mesut Oezil… No właśnie, jest. I tyle o jego sezonie można powiedzieć, że po prostu był. Alli rozegrał fenomenalny sezon, ale pamiętajmy: to, co najlepsze z jego strony, jest dopiero przed nami.

Arsenal przegrał walkę z Tottenhamem głównie obroną. Porównajmy je. „Spurs” w ostatnim sezonie mieli najlepszą defensywę w całej Premier League, stracili jedynie 26 bramek w całych rozgrywkach. Z drugiej strony „Kanonierzy”, którzy stracili ich aż 44. Odpowiedź nasuwa się sama, Tottenham jest po prostu obecnie lepszym zespołem od Arsenalu i zasłużenie objął prym w północnej części Londynu. Teraz to on jest postrachem całej ligi, a jeżeli władze zachowają zimną krew i pozwolą pracować Pochettino w spokoju, to niedługo możemy mieć hegemona angielskiej piłki ze stolicy. I to nie będzie wcale Chelsea.

Komentarze:
  • adek504

    w ostatnim sezonie prym od początku do końca wiódła Chelsea? Co Wy gadacie… w pewnym momencie po porażce z Arsenalem większość portali pisała, że to już ich koniec marzeń o mistrzostwie. Dopiero potem sie obudzili

Przeczytaj także: