Mateusz Tomczyk

Co niepodległość Katalonii może oznaczać dla Barcelony?

Konieczne przenosiny?

07 października 2017

Katalonia za czasów republikańskich w Hiszpanii zawsze posiadała autonomię. Od przyjęcia Konstytucji Hiszpanii w 1978 roku, na równi z Krajem Basków, posiada najszerszą autonomię ze wszystkich wspólnot. Region posiada własny parlament, rząd, prezydenta oraz sądownictwo. Od paru lat jednak Katalończycy wyraźnie ciążą ku niepodległości. Zaczęło się niewinnie, od przyjętej 23 stycznia 2013 roku deklaracji suwerenności. Obecnie, po referendum niepodległościowym, w którym ponad 90% głosujących opowiedziało się za odłączeniem od Hiszpanii, sytuacja wygląda na bardzo poważną. Co gorsza, obie strony sporu nie są w stanie dojść do porozumienia, stąd zachodzi swoisty impas. Kibice piłki nożnej równocześnie zadają sobie inne pytanie – co dalej z przyszłością FC Barcelona w futbolu? Czy konieczne będzie znalezienie innego miejsca do uczestniczenia w rozgrywkach sportowych?

La Liga

Jeśli chodzi o przyszłość klubu w krajowych rozgrywkach, pozostanie w lidze hiszpańskiej mimo wszystko wydaje się najbardziej prawdopodobne, racjonalne i opłacalne. Ze względów historycznych i powiązań sportowych FC Barcelona od zawsze związana była z Hiszpanią. To właśnie ona była pierwszym triumfatorem tych rozgrywek i jest w czołówce najbardziej utytułowanych klubów. „Gran Derbi” lub jak kto woli „El Clasico” od ponad stu lat przyciąga rzesze kibiców na całym świecie na stadiony, przed telewizory lub komputery. Rozstanie klubu z Katalonii z hiszpańską piłką z pewnością osłabi potencjał tej ligi nie tylko pod kątem sportowym, lecz także ekonomicznym. Rywalizacja Barcelony z Realem Madryt wykracza poza ramy futbolu i elektryzuje nawet niedzielnych kibiców lub osoby z małym rozeznaniem w futbolu. Takich meczów nie są i nie będą w stanie zastąpić derby z rywalem zza miedzy, Atletico. Florentino Perez jest zatem, paradoksalnie, pierwszą osobą, która powinna postawić veto rozwodowi klubów katalońskich z La Liga.

Jak na razie prawo sportowe i wewnętrzne regulacje ligi pozwalają na występy w krajowych rozgrywkach tylko klubom z Księstwa Andory. Liga hiszpańska dla klubów z niepodległej Katalonii pozostaje więc otwarta poprzez dotychczasowe zastosowanie wyjątku. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wyjątek poszerzyć o kolejne kluby. Wszystko zależy od dobrej woli hiszpańskiego ustawodawcy i federacji piłkarskiej.

Liga katalońska

Możliwe jest powołanie do życia nowej ligi, w której grać będą zespoły mające swoje siedziby w nowo powstałym państwie – Republice Katalonii. Pomysł racjonalny organizacyjnie, jednak sportowo kompletnie nieopłacalny nawet dla Girony i Espanyolu, a co dopiero dla takiego hegemona jak FC Barcelona. Rywalizacja z Badaloną, Sabadell, Gimnastic czy innymi klubami nie opłaca się drużynie z absolutnej czołówki europejskiej i światowej piłki. Mecze z ekipami z poziomu Segunda Division, Segunda Division B, Tercera Division i prawdopodobne cotygodniowe manity nie spowodują poprawienia swoich umiejętności przez piłkarzy „Blaugrany”, a mogą przynieść wręcz odwrotne skutki.

Ligue 1

Ze względu na bliskie sąsiedztwo naturalne wydaje się zwrócenie ku Francji w razie niepowodzeń w starciu z hiszpańską inkwizycją. Koncepcja wydaje się kusząca również dla „Trójkolorowych”. PSG oraz Monaco (nota bene zespół z obcego kraju) pozyskają dla siebie godnego, równorzędnego partnera pod względem organizacyjnym, finansowym i sportowym. Francja i Katalonia graniczą bezpośrednio ze sobą, toteż ze względów logistycznych owe przenosiny nie byłyby czynnością nadto skomplikowaną. Z pewnością przyjęcie nowego, tak utytułowanego klubu wiązałoby się z natychmiastowym podniesieniem prestiżu ligi, zastrzykiem finansowym w postaci zwiększonych dochodów ze sprzedaży biletów i gadżetów sportowych. Nie ma więc przeciwwskazań dla żadnej ze stron, aby w przyszłości doszło do mariażu.

Jeszcze w 2015 roku Manuell Valls, ówczesny premier Francji, oznajmił, że drzwi ligi francuskiej są dla FC Barcelona otwarte. Największym przegranym całej sytuacji może okazać się Neymar – odszedł, by zostać samodzielną gwiazdą ligi, a tu cała Barcelona ładuje mu się pod nos i zagraża jego pozycji.

Serie A

Wybór mniej oczywisty, mało prawdopodobny i zdecydowanie bardziej odległy, jednak ze względów sportowych równie opłacalny dla FC Barcelona jak pozostanie w La Liga. O ile we Francji tak naprawdę rywalizacja na wysokim poziomie ograniczyłaby się do gorących derbów z klubami z Paryża i Monaco, o tyle we Włoszech wachlarz wyboru jest zdecydowanie większy. Mecze z Juventusem, Milanem, Napoli, Romą, Fiorentiną, Lazio czy Interem elektryzują już na samą myśl. Wreszcie znajdzie się przeciwnik, który rok w rok będzie mógł naprawdę realnie zagrozić kolejnemu scudetto ekipy z Turynu. Rywalizacja ofensywnie usposobionej drużyny z włoskim blokiem obronnym może być naprawdę interesująca, ponadto magia starć Barcelony z legendarnymi włoskimi drużynami z pewnością zachęci kibiców do tłumnego przybycia na stadiony.

Premier League

Opcja, która często przewija się w mediach, jednak kompletnie nieracjonalna i nieprzystająca do modelu futbolu, jaki reprezentuje FC Barcelona. Argumentem za dołączeniem klubu do ligi angielskiej jest występowanie w niej klubów również spoza granic Anglii. Jednak po pierwsze, dotyczy to klubów z Wielkiej Brytanii, tak więc taka to zagranica. Zarówno Swansea City, jak i Cardiff City są ulokowane na terenie Walii. Po drugie, kluby z Półwyspu Iberyjskiego preferują zupełnie inny styl gry od tego prezentowanego na Wyspach. Starcie futbolu ofensywnego, nastawionego przede wszystkim na pozycyjny atak, finezyjną i techniczną grę z futbolem fizycznym, gdzie ostre wejścia i pojedynki jeden na jeden są na porządku dziennym, może nie skończyć się dobrze dla Katalończyków. Potencjalna rywalizacja z przeciętnym klubem ze środka tabeli Premier League będzie raczej przypominała stawianie autobusu i polowanie na nogi Messiego lub Jordiego Alby, a takiego meczu z pewnością nie ogląda się przyjemnie. Czym innym jest stawanie do boju z topową drużyną angielską na poziomie Ligi Mistrzów, a czym innym fizyczne starcia w pochmurny wieczór w Stoke.

Liga Mistrzów

Skoro wilk z lasu został wywołany na dobre, trzeba poruszyć kwestię dopuszczalności gry FC Barcelona w Lidze Mistrzów, jeżeli dojdzie do ogłoszenia niepodległości. Katalonia od dawna posiada swoją federację sportową, jak również reprezentację, w której grają wybitni zawodnicy. Nie jest członkiem FIFA ani UEFA, stąd dotychczas odbywały się jedynie mecze towarzyskie. Po ogłoszeniu niepodległości, aby móc zgłosić swoje kluby do udziału w europejskich pucharach, konieczne byłoby przyjęcie federacji do grona powyższych organizacji sportowych. Bez tego ani rusz.

Jednak , jak pokazuje przykład Monako, klub może występować w rozgrywkach międzynarodowych, jeśli na co dzień gra w zagranicznej lidze. Miasto-państwo znad Morza Śródziemnego również posiada własną federację, niezrzeszoną w organizacjach FIFA czy UEFA, mimo to klub wywodzący się z jej terytorium uczestniczy z powodzeniem w rozgrywkach Ligi Mistrzów, a to dzięki temu, że umożliwia mu to gra w Ligue 1 i następnie zdobycie miejsca premiowanego awansem do ekskluzywnych rozgrywek.

Wobec tego dla fanów Barcelony pozostaje nadzieja, że w razie proklamowania niepodległości przez Katalonię ich ukochana drużyna nie zostanie na lodzie i będzie nadal mogła zachwycać kibiców swoją grą na arenie międzynarodowej, nawet jeśli włodarzom UEFA nie będzie w smak przyjmować nowo powstałej federacji do swojego grona.

Komentarze:
Przeczytaj także: