Tadeusz Turnau

Fantastyczna pogoń Liverpoolu! „The Reds” pokonują Borussię 4:3 i są w półfinale Ligi Europy!

14 kwietnia 2016

Cóż to był za mecz na Anfield Road! Liverpool Juergena Kloppa przegrywał już 1:3, by ostatecznie pokonać Borussię Dortmund i awansować do półfinału Ligi Europy. O triumfie „The Reds” przesądziła niezwykle emocjonująca końcówka, lecz trzeba otwarcie powiedzieć – cały mecz był niebywale pasjonujący i stał na niezwykle wysokim poziomie. Tego wieczoru nie zapomnimy na długie lata! W półfinale Ligi Europy liverpoolczycy dołączyli do Szachtara Donieck, Villarealu oraz Sevilli, która pokonała po karnych Athletic Bilbao.

W pierwszym spotkaniu w Dortmundzie padł remis 1:1 i przed rewanżem na Anfield Road to Liverpool niespodziewanie znajdował się w dogodniejszej sytuacji. Na korzyść graczy „The Reds” przemawiał również fakt, iż przed tygodniem prezentowali się oni naprawdę świetnie i wydawało się, że jeśli Borussia nie zagra dziś o niebo lepiej niż u siebie, może mieć niemałe problemy z awansem do półfinału. Otóż zagrała, lecz Liverpool wspiął się na równie wysoki poziom. A może nawet i wyższy – drużyna Kloppa zaprezentowała po prostu nieziemski futbol i nieprawdopodobną wolę walki. Choć pierwsze minuty meczu zdecydowanie należały do dortmundczyków…

To był istny nokaut! Mecz jeszcze na dobre się nie zaczął, a już było 2:0 dla gości z Dortmundu. Najpierw w 4. minucie spotkania fantastycznie rozprowadzoną kontrę Borussii wykończył genialny w tym sezonie Henrich Mchitarjan, który umieścił piłkę w siatce, dobijając z bliskiej odległości nieskuteczną próbę Aubemayanga. Z kolei już chwilę później wicelider tabeli strzelców w Bundeslidze sam trafił do bramki rywali – pięknym strzałem w okienko wykorzystał idealne prostopadłe zagranie od Marco Reusa. Takie akcje ogląda się nie tylko z przyjemnością, ale i ogromnym podziwem.

Wynik 0:2 sprawiał więc, że Liverpool do awansu do półfinału potrzebował aż trzech trafień. „The Reds” nie udało się zdobyć tylu goli w europejskich pucharach aż od 20 spotkań, zresztą przy tak grającej Borussii pokonanie Weidenfellera choćby raz wydawało się bardzo trudnym zadaniem. Jednak zespoły Kloppa mają to do siebie, że nigdy nie odpuszczają.

Mimo fatalnego falstartu „The Reds” szybko się otrząsnęli i wraz z gośćmi z Dortmundu zaczęli tworzyć na Anfield wspaniałe widowisko. Jeszcze w pierwszej połowie obie drużyny miały dogodne okazje do strzelenia bramki, a mecz toczył się w zawrotnym tempie. Równie dobrze mogło być 2:2, jak i 0:4 – brakowało skuteczności, ale emocje były niepowtarzalne! Zostało nam życzyć sobie równie świetnej drugiej części gry…

A ta, proszę państwa, była jeszcze bardziej emocjonująca – w Liverpoolu działy się rzeczy absolutnie niezwykłe. Drugie 45 minut zaczęło się najpiękniej, jak tylko mogło! Już w 48. minucie meczu „The Reds” udało się wrócić do gry po bramce Divocka Origiego. Belgijski napastnik pewnie wykorzystał prostopadłe zagranie Philippe Coutinho i sprawił, że w sercach kibiców na Anfield znów pojawiła się wiara w odmienienie losów meczu.

Kolejne minuty drugiej połowy wyglądały dokładnie tak samo jak pierwsza część gry – były niezwykle emocjonujące, a zawodnicy obu drużyn choć na chwilę nie zwalniali tempa meczu. To była piłka nożna w iście najpiękniejszym wydaniu, taka, za którą każdy prawdziwy fan futbolu dałby się pokroić.

Jednak i Borussia była tego wieczoru bezlitosna dla gospodarzy z Anfield. Podopieczni Thomasa Tuchela zdawali się mieć więcej jakości w swoich akcjach ofensywnych i w 57. minucie meczu po raz kolejny to udowodnili. Bramkę dla dortmundczyków zdobył tym razem Marco Reus, ale cóż to było za podanie od Matsa Hummelsa. Palce lizać! Mieliśmy więc 1:3.

Jednak ktokolwiek myślał, że będzie to koniec emocji na Anfield, musiał doznać niemałego szoku. Liverpool nie tylko się nie załamał faktem, że znów brakowało mu do awansu trzech goli, ale i zaatakował ze zdwojoną siłą. Gra „The Reds” była w tym meczu prawdziwym odzwierciedleniem osobistości Juergena Kloppa – porywczość, charyzma i ogromne zaangażowanie to tylko kilka cech, które można było jej przypisać.

Już w 67. minucie meczu mieliśmy 2:3. Dwójkową akcję z Jamesem Milnerem świetnym strzałem z dystansu wykończył Philippe Coutinho, a jeśli dacie wiarę, to był dopiero początek wielkich emocji na Anfield. Paręnaście minut później na tablicy wyników pojawił się bowiem rezultat 3:3, kiedy to świetną główką po dośrodkowaniu z rzutu rożnego popisał się Mamadou Sakho. To, co się działo na Anfield, było po prostu NIESAMOWITE!

 

Anfield szalało, Liverpool nacierał, a Borussia broniła się jak tylko mogła. „The Reds” potrzebowali do awansu już tylko jednego trafienia i do ostatnich minut nie tracili wiary w jego zdobycie. I stało się – w doliczonym czasie gry awans podopiecznym Juergena Kloppa zapewnił Dejan Lovren. Aż trudno to skomentować…

Liverpool wielki, Liverpool zwycięski! Borussia równie wielka, aczkolwiek pokonana. Starcie Kloppa z Tuchelem było niebywałe, jednak wygrany mógł być tylko jeden. Dalej w Lidze Europy grają „The Reds”, a dortmundczycy muszą przełknąć gorycz porażki. O tym, co się działo na Anfield, jeszcze długo nie zapomnimy – był to bez wątpienia mecz sezonu tegorocznych europejskich pucharów. Była to Liga Europy w możliwe najwspanialszym wydaniu, było to coś wspaniałego i absolutnie nie do opisania…

W pozostałych dzisiejszych spotkaniach Szachtar Donieck rozgromił u siebie 4:0 SC Braga, a Villareal pokonał na wyjeździe Spartę Praga 4:2. Z kolei w bratobójczym hiszpańskim pojedynku Sevilla wygrała po rzutach karnych z Athletic Bilbao i ma szansę sięgnąć po puchar Ligi Europy już trzeci raz z rzędu. W półfinałach mamy więc dwa zespoły hiszpańskie, ukraińśkiego potentata oraz bohaterów dzisiejszego wieczoru z Liverpoolu. Oj, będzie się działo!

 

Komentarze:
Przeczytaj także: