Waldemar Fornalik zrobił jak zapowiedział i dokonał aż sześciu zmian w wyjściowym składzie po meczu z Ukrainą. Jedna z nich wymuszona została kontuzją Kuby Błaszczykowskiego chwilę przed rozpoczęciem meczu. Pomimo tego Polacy pewnie ograli San Marino 5:0, choć styl gry podopiecznych Fornalika pozostawił wiele do życzenia.
Biało-czerwoni od początku meczu, co zrozumiałe, atakowali bramkę gości. Zagrozić kadra potrafiła jednak tylko ze stałych fragmentów gry, co i tak nie przynosiło znaczących korzyści. Sytuację próbował zmienić Krychowiak, który mocno uderzał z szesnastu metrów w 6. minucie. Niestety trafił w bramkarza. Chwilę później Milik oddał strzał po rzucie rożnym. Także nieskutecznie.

Bardzo groźnie było w 11. minucie po strzale Roberta Lewandowskiego z rzutu wolnego, ale trzeba powiedzieć uczciwie, że uderzenie kapitana reprezentacji Polski było przeciętne. Niemniej bramkarz gości z trudem uchronił swoją drużynę przed utratą gola.
W pierwszym kwadransie gry bardzo aktywny był Grzegorz Krychowiak, który raz po raz nękał Simonciniego strzałami z dalszej odległości. W 21. minucie arbiter meczu podyktował rzut karny po zagraniu ręką Alessandro Della Valli. Piłka po strzale Lewandowskiego wturlała się wręcz do bramki San Marino.
W 28. minucie drugą bramkę w meczu i w kadrze, strzelił Łukasz Piszczek, który wyprzedził obrońcę San Marino i wykorzystał dogranie Adriana Mierzejewskiego. Trzy minuty później groźną akcję przeprowadzili goście, którzy popędzili we trójkę na bramkę Boruca, jednak dośrodkowanie z prawego skrzydła było na tyle niedokładne, że polski bramkarz nie musiał interweniować.
Na blisko dziesięć minut przed końcem pierwszej części gry Adrian Mierzejewski próbował zaskoczyć Simonciniego, lecz, księgowy z zawodu, bramkarz San Marino obronił piłkę lecącą w światło bramki. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.
Dwie minuty po zmianie stron Lewandowski popędził lewym skrzydłem z kontratakiem, lecz Robert dogrywał niedokładnie. Można mieć jednak wątpliwości, czy przypadkiem napastnik reprezentacji Polski nie uderzał na bramkę gości. W 49. minucie znów ręką w polu karnym zagrał Alessandro Della Valle, a sędzia ponownie podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Lewandowski i tym razem pewnie wykorzystał „jedenastkę”. Deja vu.
Ciekawą akcję skonstruował Kuba Kosecki w 58. minucie. Skrzydłowy Legii Warszawa złamał akcję do środka z lewej strony boiska i oddał strzał zza pola karnego. Niestety nie zagroził bramce rywala, ale samo zagranie i zamysł były interesujące.Dwie minuty później i tyle samo po wejściu na boisko bramkę na 4:0 zdobył Łukasz Teodorczyk. Napastnik Lecha Poznań dołożył nogę do podania Kamila Grosickiego.










