Wisła Kraków pokonała Koronę Kielce 1:0 po zaciętym i emocjonującym pojedynku. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Paweł Brożek.
W Krakowie spotkały się drużyny, które zajmują skrajne miejsca w tabeli. Po ostatniej porażce 2:3 z Górnikiem Zabrze Wisła Kraków zajmowała trzecie miejsce ze stratą sześciu punktów do prowadzącej Legii Warszawa. Z kolei Korona Kielce po remisie 1:1 ze Śląskiem Wrocław okupowała trzynaste miejsce w tabeli z dorobkiem szesnastu punktów na koncie. Mimo to spotkanie obu tych drużyn zapowiadało się emocjonująco.

Początek meczu był bardzo wyrównany. Obie drużyny mozolnie konstruowały akcje, jednak za każdym razem brakowało ostatniego zagrania. Zdecydowanie lepiej oba zespoły radziły sobie w grze z kontry. W 10. minucie podanie od Siergieja Pilipczuka dostał Michał Janota, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Wisły, Michałem Miśkiewiczem. Jego strzał był jednak za słaby, by zaskoczyć golkipera. Chwilę później okazję miała „Biała Gwiazda”. Michał Chrapek strzelił z dystansu, piłka odbiła się tuż przed bramką Korony, a Zbigniew Małkowski z najwyższym trudem odbił futbolówkę przed siebie. Gdyby Paweł Brożek zdążył do dobitki, mogło być już 1:0.
Z każdą kolejną minutą Wisła Kraków zyskiwała przewagę na boisku. Kolejne strzały wiślaków były jednak albo niecelne, albo za słabe. Zawodnicy Korony Kielce notowali proste straty i byli wyraźnie nastawieni na grę z kontry. Pierwsze ostrzeżenie dla koroniarzy dał w 27. minucie Wilde Donald Guerrier, który po podaniu Rafała Boguskiego i błędzie w ustawieniu kieleckiej obrony znalazł się sam na sam z Małkowskim. Był jednak na wyraźnym spalonym.
W 37. minucie doszło do przepychanki między zawodnikami obu drużyn. Korona Kielce miała rzut z autu, jednak Łukasz Burliga nie chciał oddać piłki Pawłowi Sobolewskiemu. Na dodatek zawodnika Korony Kielce uderzył barkiem w twarz piłkarz „Białej Gwiazdy”. Sędzia Bartosz Frankowski pokazał obu żółte kartki, chociaż w przypadku gracza Wisły mogła to być nawet czerwona. Była to ósma żółta kartka Łukasza Burligi w tym sezonie, co oznacza, że zabraknie go w kolejnym meczu ze Śląskiem Wrocław.
Swoją przewagę Wisła Kraków mogła przypieczętować w doliczonym czasie gry, jednak znakomitą sytuację zmarnował Paweł Brożek. Napastnik dostał podanie z głębi pola, ograł w łatwy sposób Radka Dejmka i Pawła Golańskiego, wyszedł sam na sam z Małkowskim, ale skiksował i strzelił prosto w ręce bramkarza. To była zdecydowanie najlepsza sytuacja Wisły w pierwszej połowie.












