Pojedynek Manchesteru United z Sunderlandem nikogo nie porwał. Przez spory okres na boisku nie działo się nic szczególnego, piłkarze obu drużyn popełniali wiele błędów, a jedyna bramka padła po samobójczym trafieniu Wesa Browna. Na pochwałę zasługuję postawa golkipera Sunderlandu Simona Westwooda.
Dzisiejszemu spotkaniu towarzyszyła szczególna okoliczność. W niedzielę bowiem zespół obchodzi wyjątkowy jubileusz. Mija 25 lat od chwili, gdy szkoleniowcem „Czerwonych Diabłów” został sir Alex Ferguson. W ciągu tego okresu odniósł on wiele wspaniałych sukcesów (dwanaście tytułów mistrza kraju, dwa triumfy w Lidze Mistrzów i pięć Pucharów Anglii), odkrył wiele wspaniałych talentów, stał się symbolem klubu z Old Trafford i zyskał miano jednego z najlepszych trenerów na świecie. Na tę okazję kibice United przygotowali niespodziankę – założyli oni specjalne koszulki z liczbą „25” i podobizną szkoleniowca. Przed meczem głos zabrał sam Ferguson, zaraz potem kibice wraz z piłkarzami minutą ciszy uczcili pamięć ofiar II wojny światowej.

W składzie Manchesteru było kilku niespodzianek. Na ławce usiadł David de Gea, zastąpił go Andrees Lindegaard. Oprócz tego na boisku od pierwszych minut zameldował się snajper Danny Welbeck. W jedenastce Sunderlandu pojawił się natomiast pełniący zazwyczaj rolę zmiennika bramkarz Simon Westwood. Kilka pierwszych minut spotkania toczyło się w sennym, typowo jubileuszowym tempie. Już praktycznie na samym początku pojedynku kontuzji doznał utalentowany, młody napastnik „The Black Cats” Simon Wickham. Kibice na Old Trafford pożegnali go…brawami. Na jego miejsce wszedł na boisko Koreańczyk Dong-Won Ji. Pierwsza groźna akcja miała miejsce w 8. minucie spotkania – z prawej strony dośrodkował Nani, do piłki dobiegł Javier Hernandez, ale naciskany przez Turnera i Browna oddał lekki, niegroźny strzał na bramkę Westwooda. Parę chwil później z groźną kontrą wyszedł Sunderland. Lewą stroną pognał były zawodnik United, Kieran Richardson, jego centrę mocnym uderzeniem zamknął Sebastian Larsson i do interwencji zmuszony został golkiper „Czerwonych Diabłów”. Zaraz potem po raz kolejny szwedzki bramkarz mógł się wykazać refleksem, obronił on bardzo nieprzyjemny strzał Nicklasa Bentdnera z dwudziestego metra.
Niektóre fragmenty meczu w żaden sposób nie przypominały spotkania Premier League. Gospodarze prezentowali wiele nieudanych zagrań, na które kibice odpowiadali gwizdami. Sunderland mądrze się bronił, zawodnicy Manchesteru w żaden sposób nie potrafili sforsować defensywy podopiecznych Steve’a Bruce’a. Większość dośrodkowań gospodarzy kończyło się…rozpoczęciem gry przez Simona Weswooda (w tym celowali zwłaszcza Nani czy Evra). W 32. minucie strzał na bramkę gości oddał Wayne Rooney, ale piłka poleciała wprost w ręce golkipera gości. Był to dość jaskrawy przykład bezradności podopiecznych Fergusona. W 40. minucie natomiast dużo groźniej niż utytułowany Anglik na bramkę uderzał Dong-Won Ji. Koreańczykowi zabrakło jednak precyzji. Ścisła końcówka pierwszej połowy należała jednak do United. Najpierw ładnym, technicznym strzałem z woleja do efektownej parady zmusił bramkarza gości Phil Jones. W pierwszych sekundach doliczonego czasu gry piłkarze Manchesteru wyszli na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Naniego do strzału głową złożył się Danny Welbeck, jednakże futbolówkę do bramki gości skierował… ich defensor, Wes Brown. Samobójcze trafienie byłego piłkarza Manchesteru United zwieńczyło pierwszą połowę spotkania, której nie można uznać za porywająca. Tak naprawdę większych emocji dostarczyło jedynie jej ostatnie pięć minut.











