W pierwszym spotkaniu 30. kolejki Bundesligi zmierzyły się ekipy Augsburga i Borussii M’Gladbach. Zwyciężyli podopieczni Luciena Favre’a, którzy zdobyli gola po rzucie karnym. Augsburg grał od 26. minuty w osłabieniu. Gola dającego zwycięstwo strzelił Deams. Borussia realizuje zatem plan, jaki założyła sobie na ten sezon, mianowicie zajęcie miejsca dającego możliwość gry w europejskich pucharach.
Piątkowy pojedynek był bardzo ważny dla obu ekip. Walka o utrzymanie i europejskie puchary. Takie cele stały przed aktorami pierwszego spektaklu w 30. kolejce Bundesligi. Pierwsza połowa rozpoczęła się od kilku ostrych interwencji z obu stron. Od razu widać było, że w tym spotkaniu motywem przewodnim będzie twarda gra. W pierwszych dziesięciu minutach dominował chaos i gra w środkowej części boiska. Lepiej radzili sobie gospodarze, którzy próbowali konstruować ciekawe akcje. Defensorzy Augsburga wyszli jednak na boisko w pełni skoncentrowani. Piłkarze Markusa Weinzierla chcieli zaskoczyć Ter Stegena strzałami z daleka, jednak były zbyt czytelne i bramkarz Borussii nie miał z nimi problemu.
W 17. minucie wydawało się, że Peniel Mlapa wyjdzie na czystą pozycję, w której miałby przed sobą jedynie Manningera. Niestety napastnik poślizgnął się i z zagrożenia bramki znów nic nie wyszło. Nie miał już tyle swobody co tydzień temu Ji Dong-Won, czyli bohater drużyny Augsburga, który strzelił dwa gole w ostatniej kolejce. Spodziewanych emocji trochę brakowało w tym meczu. W 26. minucie Kevin Vogt nie dość, że osłabił swój zespół, to jeszcze sprokurował rzut karny, który oczywiście wykorzystali gospodarze. Filip Deams uderzył w prawy róg bramki, kompletnie myląc Manningera. Wszystko zaczęło się od Mlapy, który uciekł piłkarzowi Augsburga i w konsekwencji Vogt musiał faulować. Trzy minuty później Mlapa znów z łatwością oszukał obrońców i mógł spojrzeć bramkarzowi Augsburga w oczy. W sytuacji sam na sam uderzył w słupek i na tablicy nadal widniał wynik 1:0 dla Borussii.
Gospodarze nie rzucili się na osłabionego rywala, lecz rozważnie postanowili kontrolować grę, aby nie narazić się na głupi błąd. Borussia skupiła się na kontratakach, w których udział brali zazwyczaj Hanke i Herrmann. Pierwsze 45 minut upłynęło raczej leniwie. Drużyna gości bez pomysłu na grę i z dużą liczbą błędów w obronie, ale widać było, że łatwo się nie podda. Piłkarze Luciena Favre’a zdobyli gola po karnym, jednak mieli kilka sytuacji, które powinni wykorzystać. Na wyróżnienie zasłużył Mlapa, który był motorem napędowym Borussii.
W drugiej części gry wyżej wychodzili piłkarze Augsburga. Goście musieli zaryzykować, ponieważ mecz nie układał się po ich myśli, a w dodatku grali w osłabieniu. Nieco bardziej otwarta gra podopiecznych Markusa Weinzerla powodowała, że gospodarze mogli tworzyć groźne kontrataki. Goście mimo osłabienia próbowali tworzyć optyczną przewagę. Więcej miejsca miał również Ji Dong-Won, który częściej bywał przy piłce i mógł pomagać drużynie w akcjach ofensywnych. Gospodarze szanowali wynik, nie chcieli ryzykować i próbowali zagrażać bramce Manningera mniejszą liczbą graczy niż w pierwszej połowie.








