W dwóch niedzielnych spotkaniach oglądaliśmy aż siedem bramek. Werder z problemami pokonał Fortunę, a Wolfsburg rozprawił się na wyjeździe z Hoffenheim.
Werder zasłużenie na własnym boisku pokonał Fortunę Dusseldorf. Mimo że faworytem tego spotkania byli gospodarze, to właśnie drużyna z Dusseldorfu zdobyła pierwsza bramkę. Robbie Kruse był faulowany w polu karnym przez Sokratisa, a „jedenastkę” pewnie wykorzystał Jens Langeneke. Odpowiedź Werderu przyszła dopiero w drugiej połowie, gdy Nils Petersen wykorzystał dobre dośrodkowanie Schmitza.
Gospodarze starali się strzelić drugą bramkę, ale byli za mało skuteczni, choć szans nie brakowało. Na domiar złego w 77. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Assani Lukimya i tym samym bremeńczycy ostatnie minuty rozegrali w osłabionym składzie. Gdy wszyscy myśleli, że Werder nie wygra tego meczu, do głosu doszedł Kevin De Bruyne, który płaskim strzałem w długi róg zapewnił gospodarzom zwycięstwo.
Z kolei o 17:30 rozpoczął się mecz w Hoffenheim, gdzie miejscowy klub podejmował gości z Wolfsburga. W tym spotkaniu pierwszy strzał przyniósł pierwszą bramkę – dośrodkowanie Olicia strzałem głową wykończył Makoto Hasebe. Gospodarze starali się odpowiedzieć, ale ani Salihović, ani Firmino, ani Volland nie potrafili trafić do siatki. 24. minuta, drugi celny strzał Wolfsburga i druga bramka. Tim Wiese musiał skapitulować po precyzyjnym strzale Dosta.
W drugiej połowie swoje szanse mieli znów „Wieśniacy”, ale to „Wilki” strzeliły trzeciego gola. Rzut wolny w znacznej odległości od bramki na gola zamienił Naldo, o którym wiadomo, że dysponuje piekielnie mocnym uderzeniem. Hoffenheim odpowiedziało tylko jednym trafieniem, którego zdobywcą był Derdiyok, ale było to za mało na dobrze dysponowany Wolfsburg.








