W trzech spotkania rozegranych o godzinie 16:00 czasu polskiego dominowały ekipy z Londynu. Cenne zwycięstwa odniosły ekipy: Chelsea, Arsenalu i West Ham United.
W jednym z meczów rozgrywanych o 16:00 czasu polskiego na Molineux Wolverhampton podejmował londyńską Chelsea. W ostatniej kolejce „Wilki” zagryzły „Koguty”, pokonując ich właśnie w sobotnim spotkaniu 1:0. Chelsea nie będzie miło wspominać wydarzeń sprzed tygodnia. Na Goodison Park zaznała goryczy porażki, przegrywając 1:2, a katem londyńczyków okazał się Louis Saha. Jednak obecny lider Premiership wychodził na murawę bardzo zmotywowany, bowiem podopieczni Carlo Ancelottiego wiedzieli, że tak jak z nimi Everton rozprawił się z Manchesterem United. Ale Chelsea nie mogła również lekceważyć „Wilków”, którzy walczą o utrzymanie w Premiership i na pewno na własnym stadionie będą chcieli udowodnić swoją wartość.
Ci, którzy myśleli, że Chelsea już od początku spotkania rzuci się do ataków na bramkę strzeżoną przez Hahnemanna, srodze się zawiedli. Londyńczycy od początku zagrali bardzo asekuracyjnie, oddając całkowicie inicjatywę podopiecznym Micka McCarthy’ego. Wolverhampton długo rozgrywało piłkę i nie potrafiło wykorzystać przewagi, na jaką pozwalała im Chelsea. Ich dośrodkowania były często wyłapywane przez Petra Cecha lub powstrzymywane przez parę obrońców Terry – Ivanović. „The Blues” sporadycznie kontratakowali, jednak było widać, że nie ma lidera w środku pola. Było widać, że nie ma Franka Lamparda. Angielski pomocnik złapał infekcję wirusową i nie mógł wystąpić w spotkaniu. Wolverhampton dalej grał, ale to Chelsea zdobyła pierwszą bramkę. Śmiałym rajdem lewą stroną popisał się Jurij Żyrkow, który po wymianie podań z Michaelem Ballackiem wstrzelił piłkę na trzeci metr, do której dopadł Didier Drogba i pokonał dotychczas bezrobotnego bramkarza „Wilków”. Do gwizdka kończącego pierwszą połowę Chelsea przejęła inicjatywę, jednak nie udało jej się powiększyć przewagi.
Początek drugiej połowy nie różnił się niczym od pierwszej. „The Blues” znowu oddali pole rywalom, którzy coraz groźniej atakowali. Przez pierwsze 20 minut drugiej części spotkania Wolverhampton zepchnął londyński zespół do głębokiej defensywy. Największym zagrożeniem dla Petra Cecha był Adlene Guedioura, który w 55. minucie miał świetną okazję do wyrównania. Jednak jego strzał znakomicie obronił czeski bramkarz. Parę minut później również było gorąco pod bramką gości, jednak i tym razem golkiper Chelsea popisał się cudowną interwencją i ochronił swój zespół przed utratą bramki. W 67. minucie było już 2:0 dla przyjezdnych. Didier Drogba w sytuacji sam na sam nie dał najmniejszych szans Hahnemannowi i zdobył swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Asystą popisał się… Petr Cech, który długim wybiciem podał do reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej. Do końca spotkania Chelsea dominowała i nie pozwoliła zdobyć nawet honorowego trafienia gospodarzom. Dzięki temu zwycięstwu londyńczycy oddali się od „Czerwonych Diabłów” na odległość czterech punktów.
Arsenal wraca do gry
Taką samą różnicą bramek rozprawiła się z przeciwnikiem inna drużyna z Londynu – Arsenal. „Kanonierzy” pokonali na Emirates Stadium, walczącą o utrzymanie w Premiership, ekipę z Sunderlandu. Na listę strzelców wpisali się Nicolas Bendtner oraz Cesc Fabregas. Dzięki tej wygranej podopiecznych Arsene’a Wengera, Manchester United ma zaledwie dwa punkt przewagi nad nimi. Tym samym Arsenal przywrócił sobie nadzieję na walkę o tytuł mistrza Anglii lub chociaż o drugie miejsce w lidze.










