Końca dobiegły kolejne mecze 17. kolejki Premiership. Powody do radości mają kibic Aston Villi i Blackpool. Ich ulubieńcy pokonali odpowiednio West Bromwich i Stoke. Natomiast Everton zremisował bezbramkowo z Wigan.
Aston Villa – West Bromwich
Biorąc pod uwagę sytuację w tabeli, należało stwierdzić, że zwycięstwo w tym meczu bardziej potrzebne było gospodarzom. „The Villans” z 17 punktami znajdowali się zaledwie dwa oczka nad strefą spadkową i pilnie potrzebowali kolejnych. Ich morale po ostatnich wynikach (2:4 z Arsenalem, 0:3 z Liverpoolem) nie były wysokie, a konfrontacja z teoretycznie niewiele mocniejszym West Bromwich stanowiła niezłą okazję do powiększenia dorobku. Początkowe fragmenty meczu raczej należały do gości, ale to do miejscowych uśmiechnęło się szczęście. Po dwóch znakomitych sytuacjach zmarnowanych przez Tchoyiego w 25. minucie podanie Ashleya Younga przejął Stuart Downing, który zamienił je na gola, pokonując Scotta Carsona. Po stracie bramki przyjezdni ruszyli do ataku. Obrońcy „The Villans” mieli sporo roboty z upilnowaniem pomocników przeciwników, ale świetną robotę przed własną bramką popisywał się Lichaj. Mimo podjęcia kilku prób, więc goli w tej części meczu nie padło i zespół z Birmingham schodził na przerwę, prowadząc.
Początek drugiej części należał do WBA. Mający w sobotę sporą ochotę do gry Thomas organizował kolejne wypady pod bramkę Friedela. Jednak nie przynosiły one pożądanego efektu. Defensywa gospodarzy skutecznie odcinała jego kolegów z drużyny od jego podań. Po godzinie gry sporo problemów dośrodkowaniem Carsonowi sprawił Young, ale angielskiemu bramkarzowi i Dorransowi udało się wyjaśnić sytuację, zanim do piłki dopadł Heskey. Goście starali się, jak mogli, by wyrównać. Jednak przeszkodą nie do przejścia okazywała się defensywa zespołu z Birmingham. Team z Villa Park również szukał okazji do podwyższenia wyniku, co udało się w 81. minucie. Dzięki podaniu Albrightona piłka dotarła do Heskeya, a ten zrobił to, co do niego należało. Gdy wydawało się, że takim wynikiem mecz się zakończy, West Bromwich wróciło do gry, dzięki trafieniu Paula Scharnera. Na wyrównanie zabrakło jednak czasu i trzy punkty zostały w Birmingham.
Everton – Wigan
Ciężko było wskazać faworyta potyczki na Goodison Park. Oba mierzące się tam zespoły w obecnym sezonie spisują się bardzo słabo. Szczególnie dużo złego można powiedzieć o zespole z Liverpoolu, który na pewno stać na zdecydowanie więcej niż walka o utrzymanie. Zadanie utrudniało im to, że ich przeciwnicy już znajdują się w strefie spadkowej i każdy punkt był dla nich na wagę złota. Obie strony od początku na tyle, na ile pozwalała im aktualnie prezentowana forma, starały się sforsować defensywę przeciwnika. Jednak kwartet obrońców „The Toffees” stanowił barierę nie do przejścia dla Rodallegi, Watsona i spółki. Aktywniejszy jednak był Everton. Dobre okazje do pokonania Al Habsiego mieli na początku Saha, Cahill, Fellaini, a potem także Rodwell. Gole jednak nie chciały paść. W miarę upływu czasu w pierwszej połowie, rosła przewaga miejscowych, lecz nic z niej nie wynikało. Do przerwy, ku niezadowoleniu miejscowych kibiców, utrzymał się rezultat bezbramkowy.










