W meczu 21. kolejki między Legią a Zagłębiem lepsi gospodarze. Pewna wygrana 2:0, a strzelcami goli Radović oraz Dwaliszwili. Tym samym „Wojskowi” utrzymują czteropunktową przewagę nad Lechem.
Mecz przy ul. Łazienkowskiej rozpoczął się nadspodziewanie dobrze dla gości z Lubina. Cotra dograł do Jeża, a ten czubkiem buta trącił piłkę w kierunku bramki, jednak Kuciak był na posterunku. Przez następne kilka minut oglądaliśmy w natarciu Zagłębie i dopiero po 20 minutach obudziła się Legia. Górną piłkę strącił Marek Saganowski, w polu karnym dopadł do niej Radović, który huknął na bramkę Gliwy bez przyjęcia, lecz futbolówka zatrzymała się na słupku.

Legia starała się budować długie akcje, szczególnie aktywni byli dwaj boczni obrońcy, Wawrzyniak i Bereszyński, którzy podwajali ataki na skrzydłach. Zagłębie nieźle kontrowało, tak jak w 25. minucie, gdy będący w dobrej sytuacji Papadopulos zwlekał zbyt długo z oddaniem strzału. Legia grała swoje, choć brakowało lepszej współpracy na obrzeżach pola karnego. Komentatorzy często powtarzali nazwisko Marka Saganowskiego, który raz za razem zgrywał piłki do wchodzących Koseckiego czy Ljuboi.
W 32. minucie znów zatrzęsła się bramka lubinian, ponieważ odbity strzał Daniela Ljuboi zakończył swój lot na słupku. Zabrakło centymetrów, by Gliwa wyciągał piłkę z siatki. Bramkarz przyjezdnych pokazał się za to z dobrej strony trzy minuty później, gdy odbił prawdziwą bombę Radovicia z ostrego kąta. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy z daleka strzelał Vrdoljak, jednak posłał futbolówkę tuż nad poprzeczką. Gdy wydawało się, że przed przerwą nie obejrzymy już bramek, do głosu doszła Legia. Piękna wrzutka Wawrzyniaka spadła na głowę Radovicia, piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki.
Po przerwie na boisku nie oglądaliśmy już aktywnego Ljuboi, którego zastąpił Dwaliszwili. Gruzin potrzebował dwudziestu sekund, by pokazać się kibicom zgromadzonym na stadionie. Prawdziwa bomba z prawej nogi omal nie złamała poprzeczki. Gliwa znów miał mnóstwo szczęścia. Co się nie udało wtedy, udało się w 59. minucie. Furman szybko rozegrał rzut wolny, Dwaliszwili przepchnął Costę i sprytnym strzałem wpisał się na listę strzelców.












