Kolejne zwycięstwo w tym sezonie odnieśli piłkarze Borussii Dortmund. Tym razem podopieczni Jurgena Kloppa pokonali na własnym terenie Werder Brema 1:0, a wynik ustalony został jeszcze przed przerwą. Jedyną bramkę w meczu zdobył Shinji Kagawa.
Bremeńczycy przystąpili do tego spotkania bardzo osłabieni. Thomas Schaaf nie mógł skorzystać z usług wielu swoich kluczowych piłkarzy. Szkoleniowiec Werderu musiał więc bardzo główkować, aby ustawić skład swojego zespołu. Niewątpliwie największym osłabieniem był brak w linii ataku wyborowego strzelca gości – Claudio Pizarro – który w tym sezonie ma już 16 goli na koncie. Ale warto również wspomnieć o absencji takich zawodników jak Wiese, Naldo, czy Marin. Mimo takich braków Sebastian Boenisch ponownie zasiadł na ławce rezerwowych. Z kolei w drużynie gospodarzy po raz kolejny od pierwszych minut wybiegła trójka Polaków, a więc Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski oraz Robert Lewandowski.
W 6.minucie meczu z dobrej strony pokazał się młody Mehmet Ekici, po którego akcji Werder wykonywał rzut rożny. Chwilę potem nastąpił moment, w którym ludzi zgromadzeni na Signal Iduna Park oszaleli ze szczęścia. Po dośrodkowaniu z rogu boiska piłkę bez problemu złapał Weidenfeller, który rozpoczął kontratak Borussii. Po rozprowadzeniu piłki na lewą stronę boiska, futbolówkę w pole karne posłał Kevin Grosskreutz. Tam fantastycznie znalazł się Gundogan, który zauważył lepiej ustawionego Kagawe, a ten skierował piłkę do bramki. Był to prezent urodzinowy Japończyka, który dzisiaj kończy 23 lata.
Od początku spotkania to piłkarze z Dortmundu mieli zdecydowaną przewagę. Po strzelonym golu podopiecznym Jurgena Kloppa grało się zdecydowanie luźniej. Można było wywnioskować to chociażby po bardzo ładnej akcji Kuby Błaszczykowskiego, który 12. minucie zdecydował się na strzał zza linii pola karnego. Sebastian Mielitz miał spory kłopot z obroną tego strzału. Kilka chwil później będący w wysokiej dyspozycji Shinji Kagawa przedarł się przez obrońców rywali i gdyby nie muśnięcie piłki końcówkami palców golkipera rywali i słupek, byłoby 2:0. Konstrukcja bramki pomogła gościom również przy strzale głową Sebastiaa Kehla, kiedy to piłka odbiła się od poprzeczki. Po pierwszej połowie nic jednak się nie zmieniło i gospodarze schodzili do szatni z przewagą jednej bramki.
Początek drugiej części meczu troszeczkę różnił się od pierwszej. Widać było, że w przerwie trener Thomas Schaaf przekazał kilka bardzo cennych uwag swoim młodym piłkarzom, którzy zagrali zdecydowanie odważniej i mieli nawet swoje okazje w meczu. W 50. minucie, gdyby nie wślizg na piłkę Łukasza Piszczka, na tablicy świetlnej mógłby być remis. Oczywiście optyczną przewagę posiadali Dortmundczycy, ale gra toczyła się bardziej w środkowej części boiska. Z dobrej strony pokazywali się między innymi Ekici oraz Fritz, którzy siali popłoch w szeregach defensywy gospodarzy.
Po 65. minucie wszystko wróciło już do normy. Borussia zaczęła dominować i stwarzać sobie dogodne sytuacje. Drugą bramkę w meczu mógł strzelić Kagawa, ale z odległości czterech metrów nie trafił piłką w bramkę. Warto wspomnieć o bardzo dobrym podłączeniu się w akcję ofensywną Łukasza Piszczka. Reprezentant Polski, widząc, że nie ma komu dograć piłki, zdecydował się na indywidualną akcję, którą zakończył strzałem lewą nogą. Futbolówka minęła jednak słupek bramki Werderu. Nie była to jedyna akcja naszego obrońcy. Mało widoczni byli Robert Lewandowski oraz Jakub Błaszczykowski. Ten drugi miał możliwość wykonania rzutu rożnego z około 20 metrów, ale trafił wprost w mur ustawiony przez rywali.









