Hitem kolejki miało być spotkanie Bayeru Leverkusen z Borussią Moenchengladbach. Pierwsza połowa zapowiadała dość jednostronne starcie, ale początek drugiej odsłony niejednego kibica Bundesligi przyprawił o szybsze bicie serca. Na BayArena zobaczyliśmy sześć bramek, a przy połowie bezpośredni udział miał Sidney Sam.
Piłkarskie sobotnie popołudnie w Bundeslidze zapowiadało się arcyciekawie. Poza starciem o panowanie w Bawarii mogliśmy również obejrzeć hit 3. kolejki ekstraklasy, w którym zmierzyły się Borussia Moenchengladbach z Bayerem Leverkusen. Mecz z większym animuszem rozpoczęli „Aptekarze”, którzy od 1. minuty zaatakowali przeciwnika wysokim pressingiem, co skutecznie uniemożliwiło przyjezdnym szybkie i krótkie rozgrywanie piłki.

Pomysł na długie zagranie za plecy obrońców mógł przynieść pierwszą bramkę już osiem minut po gwizdku rozpoczynającym mecz. Dogodną okazję do jej strzelenia miał Kiessling, ale sędzia dopatrzył się ofsajdu. Słusznie? Powtórki pokazały, że decyzja bocznego była zbyt pochopna, a Stefan powinien móc kontynuować grę. Podopieczni Samiego Hyypii rozkręcali się z każdą minutą. Wyjątkowo aktywne było prawe skrzydło, na którym próbował szaleć Sidney Sam. Piłkarzowi często brakowało wyczucia piłki, a rajdy kończyły się fiaskiem. Na ofensywne zapędy gospodarzy „Źrebaki” próbowały odpowiadać, jednak przypominało to walenie głową w mur.
Tego dnia znakomicie dysponowany wydawał się Stefan Kiessling. To, co nie wyszło w 8. minucie, udało się niecały kwadrans później. Piekielnie mocne uderzenie z woleja wybił jeszcze obrońca na rzut rożny, ale już kilkanaście sekund później piłka zatrzepotała w siatce. Po znakomicie wybitym kornerze ręką zagrał Juan Arango, a sędzia pewnie pokazał na wapno. Na nic zdało się tłumaczenie, że dotknięcie futbolówki nieprzepisową częścią ciała było przypadkowe. Gospodarze nie byli tego dnia zbyt gościnni. Piłkarze „Die Fohlen” nie podnieśli się jeszcze po pierwszym ciosie, a po raz kolejny znaleźli się na deskach. Kolejne znakomite zagranie za plecy obrońców tym razem przyniosło skutek. Wykonawca rzutu karnego popędził z piłką niemal 30 metrów, po czym podał do Sidneya Sama, który wpakował ją do pustej bramki. Czy w tej sytuacji nie było spalonego? Arbiter nie uniósł chorągiewki, a powtórka po raz drugi nie dała nam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.
Od tego momentu Bayer jeszcze bardziej spuścił z tonu, co pozwoliło gościom dojść do głosu. Borussia częściej znajdowała się na połowie rywala i nadziała się na zabójczą kontrę. Nowy nabytek graczy z Bay Arena, Heung-Min Son, przebiegł dystans spod własnego pola karnego na szesnasty metr po drugiej stronie boiska. Stojącemu bez opieki Larsowi Benderowi zostało tylko idealnie dośrodkować, a Stefanowi Kiesslingowi wpakować futbolówkę obok bezradnego Marca-Andre ter Stegena. Tym razem przeszkodą okazał się słupek, a wątpliwe jest, czy po tym nokaucie „Źrebaki” byłyby w stanie stanąć na czterech nogach.








