Za nami dziesiąta kolejka niemieckiej ekstraklasy. Mimo że wszystko co najciekawsze wydarzyło się w sobotę to i dzisiaj nie zabrakło emocji! Swoje spotkania rozegrała m.in. trzecia z czwartą ekipą tabeli, a także ostatni przed niedzielnymi konfrontacjami, SC Freiburg.
Dziś wyjątkowo byliśmy świadkami trzech konfrontacji. Skąd takie odstępstwo? Jedynie w niektórych regionach Niemiec świętuje się pierwszego listopada. Jak widać nie tylko wczesna cisza nocna jest problemem za naszą zachodnią granicą. Nim napiszemy o batalii na Borussia-Park, zacznijmy od spotkań o godzinie 17:30.
Piłkarze z Freiburga nie wygrali do tej pory ani jednego spotkania. Mało co wskazywało na to, że podopieczni Christiana Streicha dadzą radę sprostać beniaminkowi z Kolonii. „Kozły” z Pawłem Olkowskim w składzie nie podbiły ligi od razu, jednak ostatnio sprawiali coraz większe niespodzianki. Z pewnością cieszyła również pozycja naszego prawego obrońcy, który zbiera bardzo pozytywne noty. I dzisiaj Kolonia prowadziła grę, jednak nie potrafiła nic zdziałać. Podopieczni Stoegera ostatecznie przegrali – pierwsze zwycięstwo Freiburg odniósł po trafieniu Vladimira Daridy z rzutu karnego. Triumf sprawił, że na siedemnaste miejsce spadła Borussia Dortmund – pozycję wyżej zajmują właśnie Fryburgczycy.
Równolegle do tego czasu odbywało się spotkanie Paderbornu z Herthą Berlin. Napoczęcie stołecznej drużyny zaczął Marvin Bakalorz. Radość na stadionie trwała jedynie trzynaście minut. Wrzutkę N’Djenga wykończył z kilku metrów Salomon Kalou. To koniec dobrych wiadomości dla drużyny z Olympiastadion. Tuż po rozpoczęciu gry na dwa razy dośrodkowywał Jens Wemmer, a główką dość szczęśliwie trafił Elias Kachunga. Na kwadrans przed końcem spotkania ten sam zawodnik zaliczył asystę – krótka „klepka” z Albanem Mehą zakończyła się kolejnym trafieniem. Beniaminek po dziesięciu meczach zdobył 15 punktów i zajmuje siódmą pozycję. Hertha pozostała na trzynastym miejscu.
Dwie godziny wcześniej swoje spotkanie zakończyła Borussia Moenchengladbach. Trzecia drużyna ligi stoczyła korespondencyjny pojedynek z ekipą, która zajmowała miejsce tuż za podium. Hoffenheim po różnych perturbacjach zajmuje wyjątkowo wysoką pozycję w tym sezonie – jak widać niemal wszystko poprzewracało się w Bundeslidze. Podopiecznym Luciena Favre’a zarzucano to, że nie potrafią prowadzić gry przeciw słabszym drużynom. I wiele było w tym racji, jednak ten sezon pokazuje, że „Źrebaki” dojrzewają i już niedługo mogą stać się prawdziwym koniem, walczącym o najwyższe triumfy. Znakomite dośrodkowanie Patricka Herrmanna wykorzystał Andre Hahn, który wpakował piłkę do siatki z piątego metra.
„Wieśniacy” rzucili się do nadrabiania strat. Steven Zuber znakomicie zagrał do Anthony’ego Modeste, który nie pozostawił szans nowemu bramkarzowi ekipy z Moenchengladbach. Nie minęło 120 sekund, a było już 2:1 dla gospodarzy. Herrmannowi odwdzięczył się strzelec pierwszej akcji po dość podobnej akcji. Mimo prowadzenia do przerwy, Szwajcar musiał wstrząsnąć swoimi graczami w przerwie. Efektem był Doppelpack w wykonaniu Patricka. Skrzydłowy dobił strzał Krusego z rzutu wolnego. Mogło być 4:1, jednak uderzenie Raffaela wylądowało na poprzeczce! W Bundeslidze rośnie wielki faworyt do gry w Lidze Mistrzów, jednak nie dzielmy skóry na niedźwiedziu na 24 kolejki przed końcem sezonu.









