Mogło być gorzej. Tak najkrócej można ocenić wyniki dzisiejszego losowania grup mistrzostw Europy w 2016 roku. Los znów przydzielił nam Niemców i Ukraińców, a szyki faworytom pokrzyżować będzie chciała Irlandia Północna. Czeka nas więc trudna walka o awans, który mimo wszystko wydaje się być w zasięgu ręki.
Skoro Paryż, to na początek musiał być kankan. W trakcie losowania dobitnie próbowano udowodnić, że mimo ostatnich ataków terrorystycznych miasto nadal zasługuje na miano „światowej stolicy kultury”. Stąd też taniec na początek i optymistycznie obudowana atmosfera całego losowania, z przewodnim motywem pozytywnie brzmiących, melodyjnych skrzypiec, które jednoznacznie kojarzą się z francuską muzyką. Trudno nie przyznać, że cała impreza została nieźle przygotowana, a widowisko i jego poszczególne elementy były raczej spójne. Był jeszcze Vicente del Bosque, krótka podróż do przeszłości i najważniejsze bramki w historii mistrzostw. Nic więc dziwnego, że ceremonia stanowiła prawdziwe preludium przed najważniejszą częścią całej uroczystości. Po 20 minutach oczekiwania mogliśmy więc wstrzymać oddech i oczekiwać na poznanie naszych rywali.
W próbnym losowaniu trafiliśmy na Anglię, Austrię i Islandię. Grupa do wyjścia, więc wydawało się, że szczęście nam sprzyja…
Na początek oczywiście formalności. Trezeguet losował więc grupy, w których przyjdzie grać faworytom turnieju. Wiało oczywiście nudą, ale procedurom musiało stać się zadość. Emocje rozpoczęły się od czwartego koszyka, co Gianni Infantino, ze szczyptą swojego znanego humoru, uznał „za logiczne”.
Nerwowość rosła, zbliżał się koszyk trzeci, a niektórzy z nas coraz mocniej zaczynali obgryzać swoje paznokcie. Niektórych na samą myśl o trafieniu do grupy z Hiszpanią i Turcją mógł oblewać zimny pot, a inni marzyli o tym, żeby trafić do grupy A z Francją i Albanią. Znośnie wyglądała również wizja starcia z Portugalią uznawaną za najsłabszy zespół z koszyka pierwszego, a także Islandią.
Ostatecznie trafiliśmy na Niemców i Irlandię Północną. Pozostawało nam czekanie na ostatniego rywala i nie ukrywam, że wolałem uniknąć Włochów i Chorwatów, z którymi niewątpliwie czekałyby nas arcytrudne spotkania. David Trezeguet wylosował nam jednak Ukraińców, co większość z nas mogła przyjąć z dużą dozą optymizmu, a sam Mateusz Borek określił to losowanie jako „dobre”.
Czy rzeczywiście tak jest? Niemców szczególnie przedstawiać nie trzeba. Drużyna Joachima Loewa wydaje się powoli wychodzić z kryzysu, który nastąpił po zdobyciu przez nich mistrzostwa świata w 2014 roku. Rozkręcali się z każdym kolejnym meczem eliminacji i mimo że potrafili ulec Irlandczykom na Aviva Stadium w Dublinie, to drużyna wyraźnie znajduje się na fali wznoszącej. Z nimi zagramy 16 czerwca na Stade de France w Paryżu. Przyznacie – idealna arena na takie widowisko.










