Niemcy to nie tylko świetna drużyna reprezentacyjna, lecz także nieobliczalna liga. Za zachodnią granicą Polski trudno przewidzieć, kto w następnym sezonie będzie wiódł prym, a kto zmuszony zostanie do heroicznej walki o utrzymanie. To wszystko sprawia, że rozgrywki te przyciągają rzesze fanów zza granicy. Wspomniana nieprzewidywalność ma również miejsce i w tym sezonie. Drużyny z czołówki obecnie zajmują środkowe lub dolne sektory ligowej tabeli, a do walki o mistrzowską paterę powróciły zapomniane wcześniej zespoły.
Wielki powrót na szczyt
Niespodzianki i zaskoczenia. Tak należy ocenić to, co do tej pory ma miejsce w lidze niemieckiej. Porównując obecne zestawienie z tym z ubiegłego sezonu łatwo zauważyć sąsiedztwo trzech drużyn, a mianowicie Bayeru Leverkusen, Schalke Gelsenkirchen oraz Werderu Brema. Miejsca jednak zajmowane w teraźniejszości przez wymienione firmy diametralnie różnią się od tych z 34. kolejki sezonu 2008/2009. Wtedy były to bowiem lokaty od ósmej do dziesiątej, teraz są to czołowe trzy miejsca. W każdym z tych klubów zaszły duże zmiany, których efekty obecnie możemy obserwować. Bayer Leverkusen prowadzony przez Juppa Heynckesa wreszcie zaczął liczyć się w elicie. Niemiecki szkoleniowiec, po latach niepowodzeń w swojej karierze trenerskiej, przeżywa aktualnie momenty samych sukcesów. Niektórzy zawodnicy grający na Bay Arena przed tym sezonem mieli nieznane wcześniej nikomu nazwiska. Tych właśnie piłkarzy wypromował Heynckes, a z drużyny stworzył niesamowicie spójny kolektyw. Ich siłą jest właśnie współpraca i wzajemna pomoc na boisku, co, jak widać, wychodzi tylko na dobre. Toni Kroos to przykład zawodnika, o którym świat nie wiedział. Bez żadnych skrupułów został wypożyczony z Allianz Arena, myśląc, że nie przyda się monachijczykom. W Leverkusen natomiast dostrzeżono w nim ogromny potencjał, ambicje i chęć gry na najwyższym poziomie.
Tuż za „Aptekarzami” plasuje się zespół z Weserstadion – Werder Brema. Podopieczni Thomasa Schaafa już w końcówce ubiegłego sezonu zaczęli w każdym meczu gromadzić punkty. Było jednak za późno, bowiem fatalna wcześniejsza faza rozgrywek pozwoliła „Die Grun-Weissen” zająć tylko dziesiątą lokatę. Tego błędu nie popełnili natomiast obecnie. Werder dysponuje potężnymi „armatami” w ofensywie, zatem najwięcej strzelonych goli w lidze nie powinno nikogo dziwić. Claudio Pizarro, Aaron Hunt, Hugo Almeida czy Mesut Ozil to bez wątpienia wizytówki tej ekipy. Gra całej drużyny w końcu wygląda efektownie, a co najważniejsze – efektywnie. Deklasacja Freiburga w poprzedniej kolejce aż 6:0 tylko dokumentuje siłę i potencjał niezmiernie groźnych w tych rozgrywkach piłkarzy Schaafa. Trzecią siłą Bundesligi są zawodnicy Schalke Gelsenkirchen. Po objęciu funkcji trenera przez Felixa Magatha widać zmianę w grze „Die Konigsblauen”. Swoją taktykę, stosowaną wcześniej w Wolfsburgu, 56-latek przekazuje teraz w Północnej Westfalii. Prezentujący się w kratkę zespół zmienił swoje oblicze w pewną swego i uporczywie dążącą do celu drużynę. Widać, że sukces, jakim było zdobycie przez Magatha i jego VfL mistrzowskiej patery nie było przypadkiem. Teraz były pomocnik tego samego chce dokonać w Gelsenkirchen.








